Jak na co dzień realizować przysięgę małżeńską?

Jestem kilka lat po ślubie. Łatwo mi mówić, więc powiem, że jeszcze nam się chce.

Fot. Pexels

Ślubuję Ci miłość wierność, uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Od tego wszystko się zaczyna. Spełnia się marzenie małej dziewczynki snującej się po domu w sukience mamy, z papierową koroną na głowie i z niewidzialnym księciem u boku. Spełnia się wizja dojrzewającego chłopca – bycia głową, sterem i superbohaterem dla najbliższych.

Nie pijemy wcale, nie pijemy wcale, pocałunek był niedbale! Gorzko! Gorzko!

Miłość, czułość, namiętność, szczęście – to słowa klucze. Kolejny kieliszek wzniesiony w górę, kolejne życzenie i błogosławieństwo, by ziściła się bajkowa przepowiednia: „…żyli razem długo i szczęśliwie”.

W końcu światła gasną, goście rozjeżdżają się do swoich codziennych spraw. Zaczyna się życie. I wszyscy zaciskają mocno kciuki, żeby nowożeńcy już nie tylko żyli długo i szczęśliwie, ale żeby w ogóle żyli razem, bo każdy wie, jak jest.

WARTO PRZECZYTAĆ: Ślubny savoir-vivre. Jak dobrze zaplanować ślub w kościele?

Memento mori…

Pierwsza papierowa rocznica, a potem z górki: kwiatowa, cukrowa, srebrna i tak dalej. Rok za rokiem. Odhaczone, odfajkowane, zrobione. „I nie opuszczę ciebie…”, słowo dotrzymane. Można odetchnąć.

Lubię czasem pogdybać w myśl zasady memento mori i zadać sobie pytanie, co by było gdybym jutro rano obudziła się przed bramą św. Piotra i miała odpowiedzieć, jak tam z moim ślubem miłości.

Odpowiedź wcale nie jest oczywista. Paradoksalnie im dłuższy staż małżeński, tym mniejsze wzajemne i społeczne wymagania. Piękni, młodzi, zakochani, odpuszczający sobie. Pod małżeńskim dywanem zaczyna śmierdzieć od ilości zamiecionych spraw. Wspólne łóżko jest już całkiem osobne. Rodzinny egzemplarz Biblii trudno dojrzeć spod warstwy kurzu. Zanik małżeńskiego mięśnia serca zatrzymuje krążenie w tym jednym, sakramentalnym ciele. Odnajdujemy się w roli rodziców, wujków, dziadków, emerytów, a gubimy się w pierwszoplanowej roli naszego życia, czyli małżonków. Jakoś leci.

WARTO PRZECZYTAĆ: Jak ślubna obrączka przypomniała mi, że nie doceniałam męża.

Sto lat! Sto lat niech żyją nam!

Jestem kilka lat po ślubie. Łatwo mi mówić, więc powiem, że jeszcze nam się chce. Chce nam się gadać o swoich potrzebach, chce nam się mobilizować do zmian, do marzeń. Chce nam się kłócić i przebaczać. Chce nam się chuchać i dmuchać na miłość, jak na najbardziej drogocenną porcelanę. Chce nam się przytulać, rozmawiać do późnych godzin nocnych i wskrzeszać raz po raz gesty czułości. Nie jesteśmy wariatami z Nibylandii. Jest nas więcej!

Marta i Krzysiek, kiedy są razem, nie zachowują się jak para dobrych kumpli, ale jak zakochani. Kasia i Łukasz – łączy ich codzienne, wspólne klękanie do modlitwy. Marta i Marcin – śniadanie do łóżka, kwiaty, biżuteria, romantyzm to ich sposób na rutynę. Jadzia i Wojciech – choć złote gody już za nimi, mówią, że są dla siebie jak chleb powszedni.

To małżeństwa, które tworzą sztukę kochania. A sztukę należy doceniać i być z nią w kontakcie. To oni są solą, która nadaje smak. Są inspiracją i nadzieją, że mimo życiowych sztormów, mimo że codzienność zdaje się być scenariuszem tragikomedii, ten dom zbudowany z wiary, nadziei i miłości nie runie.

WARTO PRZECZYTAĆ: 30 sekund pocałunku, 30 minut rozmowy, 3 minuty modlitwy

Ślubuję Ci miłość wierność, uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.

Od tego wszystko się zaczyna i jeśli jest tego coraz więcej, coraz częściej i coraz bardziej, to okaże się, że nawet nasze życie może mieć coś z baśni i zakończy się happy endem.

Natalia Białobrzeska
Natalia Białobrzeska
Żona Maćka, mama Wiwi i Jasia. Wraz z mężem prowadzą fanpage’a i bloga DrużynaB. Pozytywnie o małżeństwie oraz zaangażowanym rodzicielstwie.

Dodaj komentarz: