Wypalona jak pracownik. Jak znów polubić swoją pracę

Wypalenie zawodowe może dotknąć pracowników w każdym zawodzie, na każdym stanowisku i na każdym szczeblu. W Polsce co czwarta osoba ma do czynienia z tym problemem. Na czym polega wypalenie, jak je rozpoznać i jak sobie z nim radzić?

Fot. Paul Bradbury | Getty Images

Marta niedawno skończyła 40 lat i z tej okazji złożyła wypowiedzenie w pracy. – To najlepsza rzecz, jaką zrobiłam w życiu – opowiada. Absolwentka ekonomii, studiów MBA, pracowała na kierowniczym stanowisku w sklepie sieci z AGD. Przez wiele lat praca sprawiała jej radość – satysfakcjonujące wynagrodzenie szło w parze z dobrą atmosferą i ciągłym podnoszeniem kwalifikacji. Nie miała większych problemów, a jeśli pojawiły się jakieś trudności, traktowała je jako wyzwanie i zawsze wychodziła na prostą. Kilka lat temu w wyniku restrukturyzacji firma zmieniła politykę kadrową. – Najpierw zmienił się szef, a następnie zmieniły się moje obowiązki. Wszelkie decyzje podejmowała centrala, a ja musiałam jedynie realizować narzucone cele, bez jakichkolwiek dyskusji – opowiada kobieta. Podkreśla, że nie miała otwartego konfliktu z przełożonym, ale bardzo dokuczał jej bezpodstawny brak zaufania z jego strony i brak kompetencji potrzebnych w pracy. – Typowy karierowicz bez umiejętności – dodaje.

Ból w klatce piersiowej

Marta najpierw przestała sypiać, a potem straciła pewność siebie. – Zaczęłam wątpić w swoje umiejętności, a podjęcie jakiejkolwiek decyzji zawodowej zaczęło się wiązać z ogromnym stresem i przychodziło mi z wielkim trudem, mimo że wcześniej nie stanowiło problemu – opowiada. Doszło do tego, że bała się odbierać telefony z pracy. – Zwykły telefon od pracownika, że dziś nie przyjdzie, sprawiał, że trzęsły mi się dłonie, płakałam i miałam poczucie, że nie dam sobie z tym rady. A przecież to banalna sprawa – mówi. Marta zwolniła się z pracy po roku życia w takim napięciu. Po roku również wypowiedzenie złożyła Martyna. – To była moja pierwsza praca zaraz po studiach i nie zdawałam sobie sprawy, że dzieje się coś złego, dopóki nie wylądowałam w szpitalu – opowiada – Objawy pojawiały się w każdą niedzielę koło południa – ból w klatce piersiowej, jakby mi ktoś włożył w imadło serce i płuca. Trzymało do poniedziałku – mówi – Jak już wskoczyłam w wir obowiązków, było ok, a potem przychodziła niedziela i znowu – dodaje. Pewnego razu ból był tak duży, że pojechała na ostry dyżur. Tam po badaniach okazało się, że ma bardzo wysokie ciśnienie, a wyniki pozostałych badań są w normie. Została w szpitalu, dostała leki przeciwbólowe i przeszło. – Nikt nie wiedział, skąd ten ból i dopiero rozmowa z psychiatrą uświadomiła mi, że to na tle nerwowym, że to mogą być objawy wypalenia zawodowego – mówi Martyna. Lekarze postanowili ją zatrzymać w szpitalu na cały poniedziałek. – Rano zadzwoniłam do szefa i powiedziałam, że mnie nie będzie, bo jestem w szpitalu – wspomina. – Przyjął to do wiadomości, po czym niedługo zadzwonił do mnie z pytaniem, czy mogłabym się wyrwać na kilka godzin, bo faktury trzeba wystawić. Powiedziałam, że nie bardzo, bo leżę pod kroplówką.

Niezgoda na absurd

Po kilku latach od decyzji o zwolnieniu Marta i Martyna doskonale wiedzą, co stało za ich objawami – wypalenie zawodowe. Według wstępnych wyników Ogólnopolskiego Badania Satysfakcji z Pracy 2016, jest to problem niemal co czwartego Polaka (24,4 proc.), a kolejne 9 proc. pracuje w warunkach prowadzących do wypalenia, choć nie odczuwa jeszcze symptomów. A mogą być one bardzo różne, począwszy od fizycznych: bóle głowy, zaburzenia snu, skoki ciśnienia, po psychiczne: obniżenie nastroju, poczucie bezradności, zniechęcenie, brak wiary w możliwość zmiany trudnej sytuacji. Wypalony pracownik często nie przychodzi do pracy, jest mniej wydajny i ma konflikty w miejscu zatrudnienia oraz w domu. – Mój kiepski stan, pierwotnie związany z pracą, po pewnym czasie destrukcyjnie wpłynął na życie prywatne – wspomina Marta. –Odreagowywałam często na bliskich frustracje, reagowałam nerwowo, popadałam w konflikty z rodzin. W ostatniej fazie, na kilka miesięcy przed zwolnieniem, nie byłam w stanie się cieszyć niczym. Nawet podczas wyjazdów urlopowych żyłam w permanentnym stresie, że coś się wydarzy podczas mojej nieobecności – dodaje.

Wypalenie zawodowe nie jest obce Agnieszce Karłowicz, mamie czworga dzieci. Doświadczyła go kilkakrotnie przez 15 lat pracy w korporacjach na wysokich stanowiskach. – Chciałam porzucić korporację i przejść do pracy, która nosi choćby znamiona sensu. Mimo dzieci, kredytów, zdecydowałam się odejść. Zostałam dyrektorem w urzędzie miasta w wydziale strategii i obsługi inwestorów – opowiada. – Wytrzymałam tam 30 dni. Niewiarygodne, jak nieludzko wypaleni są ludzie zatrudnieni w sferze budżetowej – mówi i podkreśla, że nie była w stanie tego wytrzymać. Obecnie działa w Fundacji Slow Life Przeciw Wypaleniu Zawodowemu i wreszcie ma poczucie, że to co robi ma sens. Jej zdaniem wypalenie zawodowe to totalne poczucie bezsensu, niezgoda na absurd dostrzegany w rzeczywistości i pomiatanie oraz nieszanowanie energii pracownika.

Jak chomik w kołowrotku

Cierpienie będące wynikiem wypalenia zawodowego najbardziej wybrzmiewa wśród kobiet, bo one nie boją się o tym mówić. – Kobiety cierpią najbardziej, bo są predystynowane do robienia rzeczy sensownych. Również zawodowo – podkreśla Karłowicz. Idealnie odzwierciedla to stan, w jakim obecnie znajduje się Zofia, 43-latka, która pracuje w korporacji od zawsze. – Moja wersja wypalenia zawodowego to świadomość aż do bólu kończyn, jak bezsensowną, nikomu nie potrzebną, pustą robotę wykonuję. Jak głupie jest przychodzenie codziennie o tej samej godzinie do tego samego pudełka zwanego biurem, aby udawać, że robi się coś ważnego i coś, co ma sens. A nie ma sensu żadnego – opowiada. – Świadomość że narobienie się nie prowadzi ani do lepszego świata, ani do bycia lepszym. Poza tym całe to „narobienie” się jest jakimś wirtualnym bytem, bo gdybym choć wyhodowała marchewkę, zbudowała dom, posadziła drzewo… Co więcej, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością to, co robię dziś zostanie zaorane, zapomniane i nawet już za rok znajdzie się ktoś inny, kto będzie znowu kręcił się jak ja dziś, jak chomik w kołowrotku, bo będzie ganiał za czymś ważnym, co już dawno ktoś inny robił, ale już nikt nie pamięta – mówi. Jest bardzo nieszczęśliwa, ale nie czuje się na siłach, aby odejść z pracy. – Mam zawód, kredyt, dzieci i przyzwyczajenia. Depresja nr 2 przyjdzie wtedy, jak rzucę to, czego nienawidzę na rzecz niczego – wyjaśnia. Zofia podkreśla, że nie zawsze tak było. – Kiedyś myślałam, że ratuję świat i robię rzeczy wielkie – mówi. Pierwszym objawem, że coś jest nie tak, było siedzenie w nocy. – Kiedy lubiłam swoją pracę, chodziłam spać wcześnie, żeby się wyspać i być „sprawną umysłowo” na wyzwania w pracy następnego dnia. Dziś siedzę do późna, bo szkoda mi czasu poza pracą i nie obchodzi mnie to, co będzie jutro od 9. Teraz chodzi mi o to, by się prześlizgnąć, powiedzieć parę okrągłych słów i dotrwać do 17 – zauważa.

Zarządzanie z pola bawełny

Zdaniem Agnieszki Karłowicz na wypalenie zawodowe najbardziej narażeni są ludzie najbardziej zaangażowani, najbardziej wartościowi, którzy chcą solidnie pracować, a nie przeczekać do końca zmiany. I nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się, kiedy trafią na środowisko czy osoby zainteresowane kolonialnym typem zarządzania, czyli wykorzystaniem pracownika. – Wypalenie zawodowe nie jest immamentną winą pracownika. Bierze się z organizacji. Ma potężny zasięg w Polsce, dużo większy niż w krajach zachodniej Europy, czy w USA, gdzie ten temat przerabiano ponad 20 lat temu – wyjaśnia Karłowicz i dodaje: – W Polsce króluje zarządzanie rodem z pola bawełny. Nawet wysoko rozwinięte organizacje, np. oddziały zagranicznych firm, po jakimś czasie zaczynają się rządzić regułami kierowników, a nie menadżerów czy liderów. Moim zdaniem to kadra zarządzająca, a szczególnie średnio-wyższa ponosi odpowiedzialność za pandemię wypalenia zawodowego w Polsce – podkreśla i dodaje, że na wypalenie nie można się zaszczepić, że jak już raz przejdzie, to już można go uniknąć. Zna jednak kilka sposobów, jak można go uniknąć, albo jak odpowiednio wcześnie rozpoznać i z nim walczyć. Oto one.

Dobry pracodawca

Najlepiej zapobiegać wypaleniu i już na poziomie poszukiwania pracy wybierać organizację, która nie tylko deklaratywnie, ale faktycznie szanuje pracownika. I nie chodzi tutaj o zapewnienie pracownikowi pakietu medycznego czy karnetu na siłownię, ale o firmę, która nagradza zaangażowanie. Przykład? Pracodawca, który szanuje ludzi, już na etapie rekrutacji udziela feedbacku. Tymczasem nawet na wysokim szczeblu zarządzania i na ostatnim etapie rekrutacji pracodawcy nie udzielają informacji zwrotnej. To jest wyrazem elementarnego braku szacunku. Warto również zwrócić uwagę, jak zachowują się pracownicy i jak wygląda komunikacja między ludźmi w firmie, do której aplikujemy. Czy np. pracownicy milkną, jak wchodzi szef. To najlepiej wygląda w open space, gdzie np. po wejściu przełożonego słychać szmer i nagle dźwięki zamierają…

Rozmowa z samym sobą

Jeśli zauważymy u siebie pierwsze objawy poczucia braku sensu, czy symptomy fizjologiczne związane z wypaleniem zawodowym, konieczne jest przeprowadzenie fundamentalnego dialogu wewnętrznego. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest mnie stać na ryzyko, że za moment zachoruję na depresję czy masę innych chorób wywołanych przewlekłym stresem. Warto rozważyć zmianę pracy, przekwalifikowania się, ale nie jest to jedyne rozwiązanie. Być może wystarczy dłuższy urlop i przewartościowanie w głowie, bo można się przystosować i funkcjonować na co dzień bez poczucia sensu. Są ludzie, którym to się udaje.

Stawianie granic sobie i swoim przełożonym

Nie tylko korporacje eksploatują ludzi ponad miarę, to dzieje się również w niewielkich polskich firmach, gdzie szef patrzy pracownikom cały dzień na ręce i nie pozwala usiąść ekspedientce, mimo że nikogo nie ma w sklepie. W stawianiu granic przełożonym pojedynczy człowiek nie ma szans, ale gdybyśmy wywołali modę na to żeby wymagać szacunku do siebie i swojego wysiłku, mogłoby to przynieść wymierne efekty. To jest dobry moment na takie działania, ponieważ mamy do czynienia z rynkiem pracownika.

Darcie pierza

Wypalenie zawodowe może dotknąć ludzi pracujących w korporacji, małych firmach, osoby pracujące w domu. Wszystkich i wszędzie. Moje doświadczenie pokazuje, że zwłaszcza kobietom pomaga starodawna technika „rwania pierza”. Kiedyś kobiety na wsi spotykały się, rwały pierze, opowiadały sobie historie z życia, śmiały się, płakały, robiły różne rzeczy, były razem w swoich dolach i niedolach. Nie starały się, jak my teraz, być perfekcyjnymi i nie narzekać, nie mówić otwarcie o swoich problemach innym kobietom. Trzeba mówić o tym, co nas boli i szukać współczucia u innych. Potem się okazuje, że inni przeżywają to samo i dzięki temu tworzy się wspólnota.

Przerwy w pracy

Sposobem na wypalenie zawodowe i pomocą w podjęciu decyzji, co dalej, mogą być urlopy, podczas których postaramy się zdystansować do pracy i poszukać tego, co w życiu jest najważniejsze. Przerwy bardzo pomagają zrelatywizować, zobaczyć co jest istotne w kontekście wieczności. Można wyjechać, albo pobyć z rodziną, odwiedzić babcię, która może niedługo umrzeć i zastanowić się, co gubimy w swoim życiu poprzez tak mocne zaangażowanie się w pracę i pozwalanie na to, aby nas wykorzystywano.

Katarzyna Kozak
Katarzyna Kozak
Dziennikarka. Interesuje się psychoonkologią i Wielką Brytanią. Uwielbia podróże, góry i Jurę Krakowsko-Częstochowską. Mieszka z mężem i kotem, nie do końca oswojonym.

Dodaj komentarz: