Walc nie musi być nudny! Zobacz te 6 wersji słynnego tańca (FILM)

Stary, dobry walc jest odpowiedni i na parkiecie i na lodowisku… Jednych wzruszy, innym da okazję do zabawy. Czysta radość!

Fot. Andre Rau, BBC One I You Tube

Jest XVIII wiek. Niemiecka i austriacka arystokracja na balach tańczy przeważnie dość sztywnego menueta, ale młodsi, znudzeni konwencją wymykają się na zabawy taneczne dla pospólstwa. Tam panny służące i chłopcy ze stajni tańczą coś całkiem nowego, wirując w dobrym rytmie na trzy czwarte.

I koniec końców, walc – bo to o nim mowa – trafia na salony. W 1815 roku na Kongresie Wiedeńskim po raz pierwszy tańczono go na dworskim balu i stąd właśnie nazwa: walc wiedeński. Podobno niektóre damy opuściły salę oburzone – jak można tak nieprzyzwoicie obejmować się w tańcu! A od tego ciągłego wirowania można przecież nabawić się groźnych chorób!

Od XIX wieku walc królował już jednak na salonach, później powstała jego wolniejsza odmiana, walc angielski. Jest też najstarszym tańcem na tanecznych turniejach. Klasyka, ani słowa więcej. I elegancja, której – nawet jeśli dzisiaj nieco trąci myszką – nie sposób się oprzeć. Nie próbujcie sobie nawet wyobrażać, że nie zatańczycie go w Walentynki!

„Dziesięć ładnych kobiet jest w Wiedniu”

Bez króla walca, Johanna Straussa, nawet nie zaczynajmy. Oto walc cesarski op. 437 (Kaiser-Walzer), mniej znany niż „Nad pięknym, modrym Dunajem”, ale równie uroczy. I bardzo dostojny.

„…w jakiś słodki wieczór we mgle”

To „Walc nr 2” Dymitra Szostakowicza z jego „II Suity na orkiestrę”. Odmiana rosyjska, więc dotyka czułych strun w słowiańskiej duszy. Jest w nim jednak coś niepokojącego, może przeczucie, że na miłość składa się coś więcej niż tylko słodycz?

„Jest tam także strzęp szary poranka”

Ten walc a-moll Chopina jest nieco bardziej melancholijny, nie tak dramatyczny. Delikatny jak mgła, kojący emocje – do zatańczenia, kiedy zaczyna już świtać. Przytulcie się, bliskość w walcu przestała być „nieprzyzwoita” przeszło sto pięćdziesiąt lat temu.

„Poprowadzisz mnie w tańcu daleko”

Czajkowski i „Jezioro łabędzie” to klasyka, oczywiście. Tutaj jednak nie tańczy baletowy ansambl, a łyżwiarze figurowi. Walentynki – luty – zima – łyżwy… może idąc tropem prostych skojarzeń zatańczcie walca na lodowisku?

„Nie zapomnę cię nigdy, ty wiesz”

A to już wiek XX i „Moon River” Henry’ego Manciniego, filmowa kompozycja znana z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”, uhonorowana zresztą Oskarem za najlepszą piosenkę oryginalną. Bardziej bluesowa ballada niż walc, ale jak widać, można klasyczne kroki zastosować i tu. Kolejny przykład na to, że trzeba umieć tańczyć walca!

„Weź ten walc, jest już twój, nie ma tutaj nic więcej”

Słynny walc Leonarda Cohena jest wolnym tłumaczeniem wiersza Federica Garcii Lorki „Pequeño vals Vienés” („Walczyk wiedeński”). Posłuchajcie, jak brzmi po hiszpańsku. Ten piękny, choć nieoczywisty tekst i tęskna melodia nie są być może idealną propozycją na Walentynki dla zakochanych par, ale przecież czytają nas także single. I to dla was właśnie ten walc. Samotność i smutek nie trwa wiecznie, pozwólcie sobie uronić łzę czy dwie, ale potem basta, dobrze? „Trzeba tańczyć, trzeba żyć”.

Angielską trawestację wiersza Lorki na język polski przełożył z kolei Maciej Zembaty i to właśnie z tego przekładu pochodzą śródtytuły.

 

Joanna Kiszkis
Joanna Kiszkis
Z wykształcenia historyk sztuki. Gdańszczanka, od 10 lat mieszka we Wrocławiu, jest rzeczniczką Teatru Muzycznego Capitol i Przeglądu Piosenki Aktorskiej. A lubi: "milczeć, deszcz, słowniki, ilustrowane tygodniki..." (i dalej, jak w "Kwiatach polskich" Tuwima).

Dodaj komentarz: