Trzy małżeńskie mity, z którymi warto się rozprawić

Dziecko to ani klej spajający związek, ani tym bardziej gilotyna, która odcina nas od dopływu szczęścia.

Są takie mądrości ludowe, które prawdopodobnie powstawały „po kilku głębszych” i jakoś tak weszły w obieg życia, że uznane są za prawdziwe. Bo przecież „mama ma zawsze rację”, a „z babcią się nie dyskutuje”. Oto trzy mity małżeńskie, z którymi warto się rozprawić.

Mit nr 1. Szczęśliwe małżeństwa się nie kłócą

To bzdurne przekonanie słyszałam tak często, że przed ślubem niemal w nie uwierzyłam. I spędzało mi ono sen z powiek, bo jestem w związku z facetem nieidealnym, a więc takim, który ma i wady, i zalety. Mało tego, sama taka jestem. Siłą rzeczy iskrzy.

WARTO PRZECZYTAĆ: Karolina Strojecka: Praca nad związkiem to… zaciekawienie nim i dbanie o niego

Pismo mówi: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”. Papież mówi: „Kłóćcie się, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez pojednania”. I ja Wam mówię: nie jest ważne, jak się kłótnię zaczyna, ważne jak się ją kończy. Niech Waszym małżeńskim wyzwaniem będzie żarliwe pojednanie.

Dr John Gottman (specjalista od konfliktów) sformułował zasadę 5:1, tzn. każdą krytykę zrekompensuj pięcioma przyjemnościami. Innymi słowy, niech pojednanie będzie jak pączek w maśle, wypchany pyszną konfiturą. Zjecie go ze smakiem oboje.

Mit nr 2. Po ślubie życie seksualne zanika

Nie chcę się chwalić, ale po ślubie mam 100% więcej seksu, niż przed. Bo zdecydowałam się wytrwać w czystości przedmałżeńskiej. Taki żarcik na rozluźnienie. Co nie zmienia faktu, że wg tego mitu, nasze małżeńskie statystyki powinny spadać na łeb na szyję i chylić się ku końcowi. A tak się nie dzieje.

WARTO PRZECZYTAĆ: Magdalena Siemion: Seks według Jana Pawła II cię wyzwoli

Owszem, bywa różnie, w końcu nie działamy na baterie ładowane energią słoneczną. Ale subiektywnie mogę powiedzieć, że nasz seks z roku na rok jest coraz bardziej dogadany, czuły i bliski. Obiektywnie natomiast powiem, że skandynawscy naukowcy wzięli pod lupę seksualne życie par małżeńskich oraz nieformalnych związków i badania wykazały, że to ci pierwsi współżyją znacznie częściej i w większym poczuciu bezpieczeństwa. Aż się rumienię na samą myśl o złotych godach!

Mit nr 3. Dziecko to najlepszy sposób na kryzys. Dziecko to koniec wszystkiego, co fajne

Choć przeciwstawny to, wbrew pozorom, dość powszechny schemat myślenia. A scenariusz jest taki: mamy bezdzietną parę, której się nie układa. W chwilowych uniesieniach wpada na pomysł: zróbmy sobie dziecko! Bo wiadomo, dzieci w reklamach są takie pulchniutkie, puszczają lawendowe bączki i budzą się wyłącznie na karmienie, a zasypiają w ramionach swojej fit mamy, która ma idealny makijaż typu no-make up.

Para ma nadzieję, że to sklei ich na zawsze. A tymczasem na świat przychodzi alter ego Jasia Fasoli i od początku wprawia rodziców w zakłopotanie, dzień po dniu rozbijając sielankowe wizje. A wtedy nierozwiązany uprzednio kryzys nabiera rozmachu. Niestety, na ławie oskarżonych jest… dziecko. Nie podróżujemy, bo dziecko. Nie odwiedzamy znajomych, bo dziecko. Nie ćwiczę, bo dziecko. Nie mam pasji, bo dziecko. Nie rozmawiamy ze sobą, bo dziecko. Nie kochamy się, bo dziecko.

Tymczasem dziecko to ani klej spajający związek, ani tym bardziej gilotyna, która odcina nas od dopływu szczęścia. Dziecko, to zmiana. Jak ją przeżyjemy, zależy od nas i poziomu naszej dojrzałości. Dla pocieszenia dodam, że najlepiej dojrzewa się w praktyce!

A Wy jakie mity małżeńskie znacie? Podzielcie się w komentarzach.

Natalia Białobrzeska
Natalia Białobrzeska
Żona Maćka, mama Wiwi i Jasia. Wraz z mężem prowadzą fanpage’a i bloga DrużynaB. Pozytywnie o małżeństwie oraz zaangażowanym rodzicielstwie.

Dodaj komentarz: