Powakacyjny odwyk, czyli trochę inny program 12. kroków

Jak odzwyczaić się od tego, co przyjemne – letniego, wakacyjnego luzu? Szymon Kloska proponuje leniwe, krok po kroku, zagłębianie się w to, co bywa jeszcze przyjemniejsze – dobrze opowiedziane historie.

Tysiące światów na jednej półce. Fot. Alfredo Lietor | EyeEm | Getty Images

Dla niektórych początek września to czas nowego rozdania, nowych postanowień i świeżych okładek na darmowych od niedawna podręcznikach. Ale dla ogromnej większości to czas bolesnego odwyku: od letniej beztroski i luzu, od ciepłych dni; to moment bolesnego przejścia od swobodnego spaceru po łące do żelaznej dyscypliny torów, które kierują nas nie tam, gdzie chcemy, a tam, gdzie należy. Z myślą o jednych i drugich proponuję niniejszym 12 literackich ćwiczeń, które powinny nas wdrożyć w powakacyjną rzeczywistość.

1. Szkoła jest fajna

Tu mamy szerokie pole do popisu, bo i Akademia Pana Kleksa, cykl o Harrym Potterze z Hogwartem, czy większość książek Niziurskiego, a z nowości Mieszko, ty wikingu! czy Kazimierzu, skąd ta forsa? Grażyny Bąkiewicz, w których to dzieciaki przenoszą się w przeszłość, by poznać jej tajniki. Z tym że to lektury dla młodszego czytelnika, a więc przyniosą one ulgę tylko dzieciom i rodzicom. Cała reszta ma wspaniały i szeroki wachlarz prozy campusowej, która odmalowuje życie na anglosaskich uniwersytetach w dość smutnych barwach (patrz chociażby Tajna historia Donny Tart czy wydany po latach w Polsce Profesor Stoner Johna Williamsa), co może skutkować ociepleniem nastrojów wobec uczelni krajowych. Tak też zamiast wzdrygać się przed powrotem na polskie uczelnie, załamujmy ręce nad losem biednych anglosaskich studentów i wykładowców.

Grażyna Bąkiewicz Kazimierzu, skąd ta forsa? Wydawnictwo Nasza Księgarnia

2. Praca jest wspaniała

Wspaniała i przynosi korzyści. Kto wątpi, niech poczyta Ayn Rand (Źródło, czy Atlas zbuntowany), ale ostrzegam, że to lektury dość staroświeckie i irytujące dydaktyzmem. Mniej oczywistą wizją świata dzieli się w swojej, bardzo ostatnio popularnej trylogii Elena Ferrante. Tu główna bohaterka radzi sobie z dość ciężkim i skomplikowanym życiem chyba przede wszystkim za pomocą pracy.

3. Lato jest przereklamowane

Tego twierdzenia oczywiście nie da się, mimo komarów i tłoku na Krupówkach, obronić. Co sprawia, że ten krok jest najtrudniejszy. Można go osiągnąć pośrednio, to jest obrzydzając sobie miejsca jednoznacznie kojarzące się z wakacjami. I tak do Mazur można się zniechęcić za pomocą Gniewu Miłoszewskiego – tu mazurska stolica maluje się dość koszmarnie mimo znajdującej się w jej granicach nieprzebranej ilości jezior; czy cyklu kryminalnego Katarzyny Puzyńskiej, w którym na Mazurach aż roi się od przestępców, a w trakcie przechadzki po Puszczy Piskiej można się napatoczyć na ludzkie szczątki. Z marzenia o wypadzie nad morze spokojnie wyleczy nas Kazimierz Orłoś swoim Letnikiem z mierzei – tu melancholia Półwyspu Helskiego jest tak przytłaczająca, że nie ma wątpliwości co do tego, że należy zostać w domu.

4. Koniec sezonu kostiumowego

A co się z tym wiąże koniec diet, koniec kompleksów, no i koniec obcowania z „obrzuszonym” narodem. Są oczywiście wyjątki, ale jednak większość obywateli wygląda przyzwoiciej w strojach pełniejszych niż plażowe. Koniec sezonu plażowego jest jednocześnie początkiem sezonu lodowego, rozbuchana i nieograniczona konsumpcja lodów, w tym, o zgrozo!, wprost z pojemnika, na długie miesiące zastąpi wątpliwe uroki plażowania. Jak wiadomo lody są doskonałym panaceum na każdą chandrę, nie tylko jesienną i nikt o tym tak zgrabnie nie pisał jak Helen Fielding w Dziennikach Bridgite Jones. Kolejna ekranizacja już za chwilę na ekranach, ale ja gorąco namawiam do lektury tej najnormalniej w świecie zabawnej książki.

5. W mieście też można się dobrze bawić

Co więcej, nie tylko bawić, ale i uprawiać to, co w wakacjach najistotniejsze, czyli podróżowanie. Co więcej, jak wiadomo literatura w tym względzie ma nieskończone możliwości, a właśnie książki zapraszające do miejskich podroży obrodziły z iście jesienną intensywnością. I tak jeżeli ktoś ma ochotę na odrobinę miejskiej egzotyki to warto sięgnąć po O północy w Pera Palace. Narodziny współczesnego Stambułu Charlesa Kinga. To opowieść o powstawaniu stambulskiej metropolii z perspektywy jednego miejsca. Dla stroniących od podroży zagranicznych interesująca wyda się nowa książka o stolicy Tatr, która w tym roku przeżyła prawdziwe oblężenie i doprowadziła do niejednej wakacyjnej traumy. Zupełnie inne oblicze Zakopanego jawi się w książce Nieobecne miasto (autorów aż trzech: K. Szpilka, P. Mazik i M. Krupa) i to jawi w sensie ścisłym, gdyż wybornych zdjęć dawnego Zakopanego jest tu pod dostatkiem.

Charles King O północy w Pera Palace. Narodziny współczesnego Stambułu. Wydawnictwo Czarne

6. Na wakacje można pojechać zawsze

Jeżeli doszliśmy do tego punktu, czyli do połowy, należy nam się krótki urlop poza sezonem, np. na austro-węgierską prowincję, która jest opisana w Felix Austrii Sofii Andruchowycz tak plastycznie, że niewiele brakuje, by można było z niej wrzucać zdjęcia na FB.

felix_austria_2

Sofija Andruchowycz Felix Austria. Wydawnictwo Czarne

7. Lato tli się wszędzie i zawsze

Krótka przerwa kroku 6 mogła nas rozleniwić i na nowo rozbudzić wakacyjne apetyty, najlepiej je natychmiast ostudzić, chyba w tym wypadku pomocna może być poezja, a konkretnie tomik Wiersze organiczne Kacpra Bartczaka, w których biurowe przestrzenie czy nudne prezentacje i analizy tętnią życiem niczym czerwcowa łąka.

8. Jesień to najpiękniejsze pora roku,

9. a… zima, która zaraz nastąpi jest chyba jeszcze wspanialsza od jesieni

Tu proponuję klasyczny esej Henry Davida Thoreau, w którym jesień, wiadomo, nowoangielska, najpiękniejsza z możliwych, a zima łagodna jak baranek. Zresztą Thoreau entuzjastycznie przekonuje czytelników, że niewygody związane z chłodem, nawet tym zimowym, są czysto iluzoryczne i świadczą jedynie o naszym oddaleniu od przyrody. Taka wiedza na pewno nie rozgrzewa, ale jakoś raźniej z nią marznąć.

10. Zawsze można uciec w płomienny romans

Albo nawet lepiej w prawdziwą, długotrwałą miłość, która kończy się wianuszkiem roześmianych pociech i ślicznym wiejskim domkiem w urzekających okolicznościach przyrody. I tu współczesna literatura jest właściwie bezradna, ale kto powiedział, że nie można wrócić do klasyki i tu na przykład takie Błogosławieństwo ziemi Knuta Hamsuna trafia w sedno.

11. Ostatecznie można uciec w używki

Takich propozycji jest w literaturze polskiej i obcej od groma i chyba nie trzeba, czy wręcz nie należy ich rekomendować, wszak jak wiadomo używki są umiarkowanie zdrowe i generalnie nie nadają się do rozwiązywania jakichkolwiek problemów. Z jednym wyjątkiem, który znaleźć można w książce, a jakżeby inaczej, dla dzieci pt. Pluk z wieżyczki Annie M.G. Schmidt. Jej autorka to taka holenderska Astrid Lindgren, po latach nieobecności wydana w Polsce. Jej książka jest chyba jedyną w historii literatury, w której znajduję przykład użycia substancji odurzających, który zyskałby uniwersalną społeczną akceptację. Zdradzenie szczegółów byłoby nagannym spoilerem, powiem więc tylko tyle, że za pomocą pewnych owocków bohaterski Pluk wraz z przyjaciółmi ratuje Ogród Turkawek, jednocześnie wprowadzając urzędników miejskich we wcale nienajgorszy nastrój.

12. Ostatnia deska ratunku

Ostatnią deską ratunku jest jednocześnie krok, którego nikt o zdrowych zmysłach nie powinien podejmować, ale pominięcie go milczeniem byłoby nie na miejscu. W obliczu totalnej klęski pozostaje nam jedynie destrukcja, przemoc i zniszczenie. Literackich przykładów tak daleko posuniętej desperacji jest całkiem sporo, ja osobiście polecam Fight Club Chucka Palahniuka. Tu kluczowe jest zakończenie, a nawet dwa, bo filmowe i książkowe. W filmowym do zniszczenia dochodzi, ale wraz z nim dochodzi do finału, który jest klasycznym happy endem, pełnym nadziei i wzruszającym. W książce bomba, która miała pogrzebać skorumpowany świat nie wybucha, ale koszmar zdaje się być jedynie odroczony. Najlepiej spróbować obu.

Chuck Palahniuk Fight Club. Wydawnictwo Niebieska Studnia

Te 12 kroków jest pozbawionych atestu polskiego towarzystwa psychologicznego czy jakiejkolwiek innej instytucji posiadającej formalne uprawnienia i praktyczne zdolności opiekowania się samopoczuciem Polaków, dlatego też stosowanie zalecane jest wyłącznie na własną odpowiedzialność. Pamiętajmy też o tym, że krokiem „0”, zastępującym wszystkie inne, jest jakakolwiek aktywność czytelnicza. Miłej lektury!

Szymon Kloska
Szymon Kloska
dziennikarz, bloger, książkofil. Czyta kilka książek jednocześnie. Pracuje w Instytucie Książki. Współtwórca Festiwalu Literatury dla Dzieci. O książkach opowiada w radiu (RMF Classic) na papierze (Ryms, Tygodnik Powszechny) i w sieci (subiektywny blog Poczytane). W For Her poleca tytuły obok, których nie można przejść obojętnie.

Dodaj komentarz: