Odlep uśmiech z twarzy i wyrzuć różowe okulary! Duński sposób na szczęście

Gdzie żyją najszczęśliwsi ludzie? W Danii. Stąd też krążące po naszych księgarniach bestsellery o duńskim hygge. I stąd wertowana przeze mnie lektura o tym, jak wychować dziecko, by było w życiu szczęśliwe.

Warto nauczyć się optymistycznego patrzenia na rzeczywistość. Fot. Unsplash

Wiecie gdzie żyją ludzie z ogromnymi pokładami wiary we własne siły i pewnością siebie? W Stanach Zjednoczonych. Wiecie gdzie żyją najbardziej wyluzowani ludzie? W Australii. Wiecie gdzie żyją najspokojniejsi ludzie ever? W Kanadzie. A wiecie gdzie żyją ludzie, którzy sami sobie przylepili łatkę malkontentów? W Polsce.

Nie jest tajemnicą, że jesteśmy narodem narzekającym. Złośliwi twierdzą, że to nasza ulubiona dyscyplina sportowa. Tak nas ukształtowała bezlitosna historia XX wieku, nieufność zasiana w komunistycznym reżimie i stres generowany przez wyzysk zniekształconego kapitalizmu. Dlatego dorastałam wśród dorosłych podejrzliwych i kombinujących. Dlatego pokolenie naszych dziadków i rodziców, to nierzadko ludzie emocjonalnie zamarznięci, którzy swoje problemy rozwiązują przez brzęk wzniesionych kieliszków lub filozofię „dywanów”, czyt. wszystkie brudy zamiatamy pod dywan. Naszym dzieciom zlęknieni dorośli zafundowali poznawanie świata zza ogrodzonych osiedli, placów zabaw i parków. Bogu dzięki, jak stwierdziła pewna mądra kobieta: prawdopodobnie jesteśmy pierwszym, zdrowym pokoleniem. I przebudzamy się na oczach starego pokolenia. Bo coraz bardziej świadomi swoich mocnych i słabych stron, świadomi swoich potrzeb, poddający autorytety krytycznej ocenie i aktywnie szukający… szczęścia.

WARTO PRZECZYTAĆ: Hygge – duński sposób na zimową depresję”

A gdzie żyją najszczęśliwsi ludzie we wszechświecie? W Danii. Stąd też krążące po naszych księgarniach bestsellery o duńskim hygge. I stąd wertowana przeze mnie pieczołowicie lektura o tym, jak wychować dziecko, by było w życiu szczęśliwe. Kusząca obietnica, więc nie mogłam nie sięgnąć po panaceum na wszelkie zło tego świata, a przynajmniej świata, w którym przyszło mi dorosnąć.

Wiemy już, że szczęścia nie da się kupić. Nie da się go udawać. Że szczęście można przeżywać na 40 metrach kwadratowych z pięciorgiem rodzeństwa i dzieleniem się ubraniami. A zupełnie nie doświadczyć go w domu ze złotymi klamkami.

Wiemy też, że szczęście to wybór, choć nie zawsze prosty i oczywisty.

Mistrzami w dokonywaniu dobrych wyborów są właśnie Duńczycy. „Duński przepis na szczęście. Najskuteczniejsza filozofia wychowania” Jessiki Alexander i Iben Sandahl, to książka, która z każdą przerzuconą stroną uświadamiała mi coraz mocniej, że wbrew oczekiwaniom nie ma żadnego kursu na hygge. Że to nie podręcznik, z którego mogę wyłożyć wiedzę w praktyce będąc dalej tą samą kobietą, żoną i mamą. Że nie chodzi o wyuczone zwroty i zachowania, które wykuję na pamięć. Że właściwe wzmacniające komunikaty i gesty, które dadzą moim dzieciom odporność psychiczną, będą wypadkową moich wyborów. Tylko ucząc się właściwego rozeznania, mogę zmienić swoją marudną i szarawą mentalność. Bo zmiana musi zacząć się we mnie.

WARTO PRZECZYTAĆ: Uczmy się od najszczęśliwszych”

Jedną z kluczowych cech Duńczyków jest realistyczny optymizm, którego narzędziem do zmiany postrzegania rzeczywistości jest tzw. sztuka przeramowania. Ich optymizm nie ma nic wspólnego z przylepionym do twarzy uśmiechem, który wydaje się sztuczny i nieadekwatny, albo z przytwierdzonymi na stałe różowymi okularami, przez które nie jesteśmy wstanie dostrzec wielobarwności życia.

Duńczyk mocno stąpa po ziemi, nie włącza trybu ucieczki w zetknięciu się z przykrymi odczuciami i przeżyciami, ale (i to jest znaczące!) koncentruje się na pozytywnych aspektach.

„Realistyczni optymiści po prostu odfiltrowują niepotrzebne negatywne informacje. Uczą się ignorować negatywne słowa i zdarzenia oraz wyrabiają w sobie nawyk interpretowania sytuacji niejednoznacznych w sposób pozytywny”. Nie ma tu żadnego pstryknięcia palcami, jest świadoma lub mniej świadoma praca nad oceną konkretnych sytuacji życiowych i odpowiednim użyciem języka. A to oznacza, że możemy zrobić dokładnie tak samo i w tym kluczu wychować swoje dzieci do szczęścia! Jeśli jesteście zainteresowani szczegółami duńskiej filozofii, zachęcam do przeczytania tej książki. Nie pożałujecie, a może nawet założycie sobie nową etykietkę: najszczęśliwszych ludzie we wszechświecie!

 

Natalia Białobrzeska
Natalia Białobrzeska
Żona Maćka, mama Wiwi i Jasia. Wraz z mężem prowadzą fanpage’a i bloga DrużynaB. Pozytywnie o małżeństwie oraz zaangażowanym rodzicielstwie.

Dodaj komentarz: