Skomplikowane relacje z… fitnessem. Co przekonało mnie, żeby ćwiczyć?

W zeszłym roku całkowicie zmieniłam moje podejście do treningów. Wprowadziłam zaledwie kilka zmian, ale rezultaty były niesamowite! Pokażę ci, jak je osiągnąć.

Treningi nie muszą być wcale bardzo intensywne, by przyniosły ci korzyści. Fot. Lumina | Stocksy United

Od zawsze moje relacje z fitnessem były skomplikowane – raz się nienawidziliśmy, raz kochaliśmy (skoro to czytasz, prawdopodobnie wiesz, o czym mówię). Uwielbiam to, jak czuję się po ćwiczeniach fizycznych, ale nienawidzę się pocić. I dlatego właśnie poranne treningi nie stały się moją rutyną. Wolę zostawać dłużej pod kołdrą, a potem wstawać wolno, sącząc przy tym kawę i stopniowo uruchamiając mózg. Wieczorem historia się powtarza – łatwo odwodzę się od ćwiczeń mówiąc, że a) jestem zbyt zmęczona, b) rozpraszają mnie rodzinne obowiązki, c) właśnie zaczyna się kolejny odcinek ulubionego serialu. Znacie to?

To nie tak, że nie zdaję sobie sprawy, jak wielkie korzyści przynoszą regularne treningi. Wiem, że ćwiczenia pomagają mi w radzeniu sobie z pewnymi dolegliwościami zdrowotnymi, a to powinno (teoretycznie) skłonić mnie do aktywności fizycznej.

Mam też świadomość, że regularne ćwiczenia pozwalają łatwiej skupić się w ciągu dnia, być elastyczną i silniejszą w radzeniu sobie z życiowymi wyzwaniami.

W minionym roku całkowicie zmieniłam podejście do aktywności fizycznej i dzięki temu konsekwentnie trzymałam się treningowej rutyny przez 12 miesięcy. Tak, przez cały rok! Teraz, kiedy rozpoczął się 2017 r., nie muszę zmuszać się do zdrowotnych postanowień – już wcieliłam je przecież w życie.

WARTO PRZECZYTAĆ: Noworoczne zmiany, które warto wprowadzać w życie

Co się zmieniło? Fitness zaczął sprawiać mi radość. Wcześniej ćwiczenia fizyczne po prostu do mnie nie przemawiały. Moje treningi o umiarkowanej intensywności załatwiły sprawę – nie powodują już tego poczucia porażki, którym owocowały ćwiczenia bardzo wymagające i skomplikowane. Jak się okazuje, nauka zgadza się z moją filozofią: nie-nakręcaj-się-do-szaleństwa.

Dla przykładu: badania Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej (LSHTM) i szwedzkiego Instytutu Karolinska wykazały, że mniejsza intensywność fizycznej aktywności „zasadniczo zmniejsza ryzyko przedwczesnej śmierci”. To chyba całkiem niezły powód, by zasznurować trampki na nogach, prawda? Przede wszystkim dlatego, że nikt nie wymaga od ciebie, byś stała się kulturystką albo alpinistką. Badania opublikowane w International Journal of Epidemiology, poświęcone ludziom prowadzącym siedzący tryb życia, którzy rozpoczęli aktywność fizyczną, pokazują: „nie musisz stać się treningowym maniakiem, by czerpać korzyści z ćwiczeń”. „Osiągając zalecany poziom aktywności (30 minut dziennie, 5 razy w tygodniu) zmniejszasz ryzyko przedwczesnej śmierci o 19 procent. Aktywność 7 dni w tygodniu znosi je do 24 proc.”.

WARTO PRZECZYTAĆ: 3 ćwiczenia przed poranną kawą

Nawet Klinika Mayo zgadza się, że nie musimy zamęczać się ćwiczeniami, by zauważyć ich zalety: „Co jest kluczem, by poczuć się i wyglądać lepiej, a także wzmocnić swoje zdrowie? Ćwiczenia. Umiarkowany wysiłek trwający ok. 30 min dziennie może przynieść niewiarygodne korzyści dla twojego nastroju, zdrowia, wagi oraz poczucia niezależnego, spełnionego życia. Ćwiczenia nie muszą być wcale trudne ani atletyczne. Badania pokazują, że nawet 30-minutowe spacery w szybkim tempie pomagają zwalczyć niektóre dolegliwości zdrowotne. Wykonaj potem kilka ćwiczeń rozciągających, a efekty będą jeszcze większe”.

WARTO PRZECZYTAĆ: Pływanie jest dobre na wszystko. Prosty sposób, by poczuć się lepiej!

Jeśli jesteś taka jak ja i sama myśl o sapaniu i prychaniu (zwłaszcza w miejscu publicznym) skutecznie cię odstrasza, skorzystaj z mojego zeszłorocznego doświadczenia. Rób cokolwiek co najmniej kilka razy w tygodniu. Nie musisz biegać w maratonach, by twoje ciało było w dobrej kondycji. Skup się na tym, by znaleźć aktywność, która cię cieszy. Jeśli nie znosisz muzyki hip-hop, zapomnij o zumbie. Proste!

Oto kilka pomysłów na dobry początek:

  • Podnoś małe ciężarki, kiedy robisz inne rzeczy, np. oglądasz telewizję
  • Tańcz po domu w rytm ukochanych dźwięków
  • Wyjdź na zewnątrz i poskacz na trampolinie – nawet bez dzieci!
  • Kiedy masz do wyboru windę i schody, wybierz schody
  • Trzymaj małe hantle w samochodzie – przydadzą się, gdy stoisz na przejeździe kolejowym lub na kogoś czekasz
  • Spaceruj po parku, gdy twoje dzieci grają w piłkę
  • Poszukaj 20-minutowych treningów online (możesz także wypożyczyć płytę DVD), na wypadek brzydkiej pogody
  • Zaplanuj sobie godzinny trening z przyjaciółką. Zamiast wspólnego posiłku, pogadajcie ze sobą na spacerze
  • Zorganizuj wspólny fitness z rodziną. Ja i mój mąż wychodzimy czasem na poranny spacer, przed jego pracą, albo wieczorem, po kolacji.
  • Wybierz się na aktywną „randkę”. Carey i ja wzięliśmy lekcje tańca country i balowego. Bardzo nam się spodobało (choć na początku nie byliśmy przekonani). Mieliśmy też okazję nieźle się spocić!

I w końcu – nie zapomnij nagradzać się (w zdrowy sposób) za przestrzeganie treningowego planu. Zafunduj sobie nowy strój, dzień w spa albo uroczy sportowy ciuch. Zarobiłaś na to!

Styczeń to idealny czas na ustalenie celów dla zdrowia. Zamiast robić listę super nierealistycznych postanowień, które złamiesz, czując się potem winna – podejmij próbę włączenia łagodnych i dających radość ćwiczeń w codzienny harmonogram.

Dena Deyr
Dena Deyr
Jej artykuły były publikowane w wielu amerykańskich magazynach m.in. Reader's Digest, Woman's World, Family Circle, Redbook i Today's Christian Woman. Jest autorką i współautorką ośmiu książek. Jej ostatnia publikacja Love at First Fight: 52 Story-Based Meditations for Married Couples to pełna humoru opowieść o oddaniu i małżeńskiej medytacji, którą Dena napisana wraz z mężem Careyem

Dodaj komentarz: