Hipster Katoliczka: Mały kurs modlitwy w związku

Jak zacząć się razem… modlić? To pytanie jest warte prawdopodobnie milion dolarów. Albo dwa. A może warto przełamać się właśnie w Walentynki?

Fot. Marek Straszewski

Nie macie wrażenia, że przełamanie się do wspólnej rozmowy z Bogiem jest trudniejsze, niż jakakolwiek inna, intymna sytuacja? Pierwszy pocałunek, pierwsze “kocham cię” czy pierwsze wspólne stanie w kolejce do spowiedzi są milowymi krokami, ale jakoś tak… same wychodzą. A do modlitwy naprawdę ciężko się zebrać.

W jednym z ostatnich vlogów o. Szustaka fajnie opowiada o tym Dawid, który razem z żoną Asią spędza “rok poślubny” na misji w Ekwadorze. – Pocałować Asię pierwszy raz było trudno, ale pomodlić się… to już kosmos – mówi.

Wspólna modlitwa to oczywiście nie warunek, zasada, ani obowiązek. To możliwość. Świetny sposób na spotkanie się na neutralnym gruncie i w obecności Osoby trzeciej. W takiej rozmowie można się zdziwić, co tkwi w drugim człowieku. Za co jest wdzięczny, co mu się nie podoba i co potrafi wybaczyć.

Dlatego myślę sobie, że Walentynki to idealny moment, żeby się przełamać i spróbować się razem pomodlić. Ale jeżeli jeszcze nigdy tego nie robiliście, przyda wam się konkret. Jest on ważny szczególnie dla panów. Bo problemem często nie jest odpowiedź na pytanie “czy” pomodlimy się razem, ale “JAK” to zrobimy?

Dla poetów

Pierwszą, delikatną i piekną formą modlitwy jest wspólne przeczytanie Pieśni nad Pieśniami. Z podziałem na role. To dobre rozwiązanie, szczególnie jeśli wstydzicie się nawet rozmawiać o “wspólnej modlitwie”. Może akurat wystarczy proste: “Przeczytamy sobie Pieśń nad Pieśniami?”.

Obok Pieśni nad Pieśniami warto też poczytać razem Psalmy. Przekazują przeróżne emocje i nie owijają w bawełnę trudnych uczuć. Pomagają stanąć przed Bogiem w szczerości i otwartości. A to chyba najlepszy początek dobrej relacji.

Dla konkretnych

Jeżeli twój chłopak lub dziewczyna lubią konkrety, warto zaproponować dziesiątkę różańca albo po prostu jedno małe Ojcze Nasz. Jezuicka zasada małych kroczków jest naprawdę genialna. W końcu nie musimy sobie niczego udowadniać. W modlitwie chodzi o to, żeby usiąść z Bogiem i przyznać się przed sobą, że On jest w naszym życiu obecny.

Dla nieśmiałych

“Mały kroczek” to oczywiście pojęcie względne. Dla niektórych będzie nim “Ojcze Nasz”, dla innych wspólna Msza Święta, a dla jeszcze innych… kwadrans ciszy. To dobre rozwiązanie dla nieśmiałych, introwertyków i… (szczególnie!) dla nieśmiałych introwertyków. Bo wystarczy, że usiądziecie obok siebie i będziecie się modlić po cichu.

Możecie do tego włączyć utwór, który pomoże wam się skupić na Bogu. Choćby ten:

Dla hard core’ów

Ale jeżeli modlitwa we dwójkę to dla was oczywista oczywistość, wyluzujcie się i po prostu zacznijcie rozmawiać, opowiadać, oddawać Bogu wszelką chwałę i cześć, proście o uzdrowienie swoich serc, emocji, pragnień, chorób, problemów. A może urządzicie sobie małe, domowe wielbienie na kanapie, albo odmówicie cały różaniec?

W modlitwie nie ma rygorów ani twardych ram. To trwanie w Bożej obecności, zapraszanie i przyjmowanie Go ciągle na nowo. Bo Bóg jest totalnie niepojęty. Ale nie martwcie się, że rozmowa z Nim przychodzi tak trudno. To bardzo intymna i delikatna relacja. Nie musicie się zmuszać do wspólnej modlitwy. On sam Was do niej zachęci.

Może o to też warto pomodlić się w Walentynki?

Jola Szymańska Hipster Katoliczka
Jola Szymanska
Z-ca red. naczelnej Magazynu For Her i autorka bloga hipsterkatoliczka.pl. Z wykształcenia prawnik i muzyk. Relaksuje ją kaleczenie sonat Beethovena na pianinie, brytyjski YouTube i... modlitwa.

Dodaj komentarz: