Miłość nie zazdrości

A co z miłością między rodzeństwem, kiedy brat czy siostra oskarża, że rodzice zawsze woleli ciebie?

Rodzicielska miłość to sztuka dzielenia się czułością, uwagą i wsparciem. Fot. Geber86 | Getty Images

W moim pokoju dziecięcym to była wojna. Brat był o rok młodszy. Toczyliśmy nieustanne bitwy. O co? Chyba o wszystko. Wiem, że rodzeństwo zawsze się kłóci, ale z tego się wyrasta. U nas jest inaczej. Ten konflikt cały czas jest żywy, wyznaje prawie czterdziestoletnia Joanna. – Mój brat gorzej sobie radzi w życiu. Odszedł od żony do młodszej kobiety, która go potem rzuciła. Płaci alimenty. Zapuścił się. Jest otyły i burkliwy. Pewnego dnia tata wygadał się, że pomagają mu finansowo. Mama jest na emeryturze, ale jako księgowa bierze dodatkowe prace. To mnie wzburzyło. Nie chodzi o te pieniądze, ale o to, że mama nigdy nie ma czasu dla mojego kilkuletniego syna. Przecież wnuk może poczekać, a księgowość jakieś firmy nie. Kiedy wykrzyczałam rodzicom, że czuję się mniej kochana, byli oburzeni i próbowali się bronić. Przecież „traktowaliśmy was jednakowo”, „nikogo nie wyróżnialiśmy”, „wszystko było po równo”, a ty „jesteś zazdrosna o rodzonego brata, zamiast mu współczuć, bo nie miał tyle szczęścia w życiu”. Nie wiem, na czym ma polegać to moje szczęście? Że się staram, nie poddaję się, że mąż ode mnie nie odszedł, że nie zostawiłam dzieci, że jestem zadbana… Oni nic nie rozumieją. Nie jestem zazdrosna. Czuję się pokrzywdzona. A oni w ogóle tego nie widzą! Ale dlaczego mnie to ciągle dziwi, przecież rodzice zawsze byli wpatrzeni tylko w mojego brata! – Joanna jest wyraźnie rozżalona.

Czekolada na pół, a co z uczuciami

No cóż, dzieciństwo nie kończy się w momencie, kiedy przestajemy być dziećmi. Potrafi mocno rezonować w dorosłym życiu, wpływa na nasze nastroje, na związki i na to, jak sobie radzimy w życiu. Złe dzieciństwo nie musi boleć przez całe życie, a miłość do jednych rodziców może łączyć, a nie dzielić.

Przeszłości nie uda nam się zmienić, ale można zacząć inaczej o niej myśleć.

Które dziecko bardziej kochasz? To pytanie brzmi niemądrze, ale niestety ma swoje realne przełożenie w codziennym życiu. Czekolada na pół. Dziś ty zmywasz, jutro brat. Właściwie większość rodziców stara się, żeby było sprawiedliwie. Z równym podziałem słodyczy nie ma większego problemu, ale troski, zrozumienia i uwagi często nie da się odmierzyć równą miarką. Niezależnie od dobrych zamiarów i intencji.

Niekiedy jedno jest bardziej chorowite i czujemy, że wymaga od nas większej pomocy. Potem jest zdrowe, a my nadal na nie nadmiarowo chuchamy. A kiedy jeden maluch wymaga szczególnej, nadmiarowej obecności, niejako automatycznie możemy już nie być tak obecni w życiu drugiego dziecka.

To, które nie radzi sobie z nauką, dostaje złe oceny to dla nas znak, że musimy być bliżej. A kiedy dziecko nie sprawia problemów, jest grzeczne, nie zawodzi, to znaków nie daje. A może cierpi, bo to że sobie radzi w szkole wcale to nie oznacza, że nie ma problemów również z brakiem pochwały, komplementów. „Bezproblemowe” dziecko też wymaga dobrego słowa. To mu się należy. Bardziej niż równo odmierzona czekolada.

WARTO PRZECZYTAĆ: „Miłość cierpliwa jest”

Dramat dobrego dziecka jest niewidzialny

Rodzice całkiem nieświadomie stają się niedostępni emocjonalne. W domu Joanny nie było awantur i psychicznego nękania. To poczucie skrzywdzenia, które odczuwa dobre dziecko wcale nie są łatwiejsze do przepracowania, niż dorastanie w cieniu nałogu rodzica czy fizycznej przemocy. Zazwyczaj bagatelizuje się ten rodzaj cierpienia. Przecież nic takiego się nie stało. Nie ma siniaków. Nie ma płaczu, a więc o co ci chodzi?!

Rodzice Joanny mogą być za starzy, by zrozumieć swoje postępowanie. Nie potrafią dokonać roztropnego wglądu w swoje motywacje. W takich pozornie patowych sytuacjach zaproponowałabym nowe spojrzenie na rodziców. Oni też mieli swoje dzieciństwo, które ich tak a nie inaczej ukształtowało do bycia ojcem czy matką. Nie chcieli krzywdzić. Pragnęli jak najlepiej. Coś im się udało, a coś zepsuli. Jak to rodzice. Koszty ponoszą również oni.

Warto o tym pamiętać, bo często widzimy swoją dziecięcą krzywdę, a empatia w stosunku do rodziców pozwala ją w sposób naturalny zmniejszyć. I już jakby mniej boli.

Joanna ma słuszny żal, że jej mama nie wchodzi w rolę babci tak bardzo jak ona by tego chciała. Nie ma czasu dla wnuka, bo mimo podeszłego wieku pracuje by pomóc synowi. To jest argument, by porozmawiać z rodzicami. Bez nadziei, że zobaczą że wspieranie finansowe syna może wzmacniać jego poczucie bezradności i depresyjne nastroje, o których może świadczyć spora nadwaga i zaniedbanie.

Myślę, że ten mężczyzna nie ma łatwo. A im bardziej będzie korzystał z pomocy rodziców tym będzie jeszcze trudniej. Rodzice znoszą mu do domu ryby, a to nie mobilizuje żeby zarobić na wędkę.

Brat Joanny czuje wsparcie rodziców, ale jednocześnie może czuć się przez nich psychologiczne krzywdzony. Wszystko zależy od tego atmosfery, jaka towarzyszy gestom pomocy. Mama przyniesie pieniądze i mimochodem, ale jednak z dumą powie, że Joasia to sobie kupiła nowy samochód. Joasię ta duma matki by uszczęśliwiła, a brat czuje się zawstydzony, gorszy, nieudany. Siostra ma zawsze lepiej. I już nie odbiera pieniędzy rodziców jako manifestacji miłości. To dla niego upokorzenie. Kolejne w życiu.

Nawet nie pomyśli: małżeństwo mi nie wyszło, dziecka prawie nie widuję, ukochana odeszła, ale za to to mnie rodzice kochają bardziej!

Często rywalizujemy z rodzeństwem o miłość rodziców, bo nie potrafimy wczuć się w niełatwe uczucia drugiej strony. A koszty emocjonalne takiej zaborczej miłości są zapewne większe, niż w przypadku dziecięcej wojny na poduszki.

I tak oto rodzice się lękają, starają, pracują, a mogliby odpocząć, a nadal żadna ze stron nie jest zadowolona.

WARTO PRZECZYTAĆ:Miłość nie unosi się pychą. Klucz do lepszego związku”

Tak samo trudno mówić o miłości, jak trudno ją równo okazywać

A może zamienić słowa. Zamiast „sprawiedliwie” powiedzieć: „wyjątkowo”. Bo każde dziecko jest inne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Dlatego wymaga innej troski wymaga, ale i innej pochwały. Innej uważności, innego gestu, który zapewni je, że jest najważniejsze na świecie dla rodziców.

Tę podstawową i najważniejszą potrzebę można zaspokoić, kiedy się zobaczy, że nie trzeba dziecku wynagrodzić tego, czego od świata nie dostało, ale żeby pokazać, co ma, z czego może być dumne.

Joanna zapewne była bardzo kochana, ale nie tak jak tego chciała. I tu jest ta subtelna, ale ważna różnica. Każde dziecko chce być kochane tak, jak tego pragnie. Ważne, żeby się nastroić na te dziecięce potrzeby. Zobaczyć każde dziecko w jego indywidualnym wymiarze. W jego unikalności. Niepowtarzalności.

To miał być tekst dla Joanny, ale jakby sam się zaadresował do jej rodziców. Ale tylko pozornie. Bo przecież Joanna zamiast wypominać im niesprawiedliwość i zaniedbanie, może im powiedzieć, że się cieszy, że ma ich obydwoje. I, że chce tylko, żeby pokazali, że i oni tak samo są szczęśliwi, że mają i córkę i syna. Myślę, że to pozwoli zrozumieć, że Joanna nie jest zazdrosna o brata, ale stęskniona ich miłości. A to przecież różnica, prawda?

Zyta Rudzka
Zyta Rudzka
Absolwentka psychologii Akademii Teologii Katolickiej. Laureatka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej za dramat „Zimny Bufet” . Telewizyjna realizacja jej sztuki teatralnej „Cukier Stanik” zdobyła złoty medal na prestiżowym Worldfest Independent Film Festival w Houston. Jej twórczość tłumaczono na niemiecki, rosyjski, angielski, chorwacki, włoski, czeski, francuski i japoński.

Dodaj komentarz: