„Milczenie” skłania do refleksji nad wiarą – na 3 sposoby!

Chociaż obejrzenie „Milczenia”, najnowszego filmu Martina Scorsese, stanowi wyzwanie, nauczyło mnie ono kilku rzeczy związanych z wiarą.

Shin'ya Tsukamoto jako Mokichi i Andrew Garfield jako Ojciiec Sebastião Rodrigues w filmie "Milczenie". Fot. Materiały dystrybutora Gutek Film.

Reakcje na film, który portretuje pracę dwóch księży w brutalnie opresyjnej Japonii XVII wieku są bardzo zróżnicowane. Niektórzy zarzucają mu powolne tempo, inni twierdzą, że jest nazbyt depresyjny czy przygnębiający, jeszcze inni odbierają go jako inspirującą i wzruszającą opowieść o wierze.

Z pewnością jest to trudny film. Nawet teraz, tydzień po tym jak zobaczyłem go po raz pierwszy, wciąż nie wiem, co o nim myśleć.

Musi to znaczyć ni mniej ni więcej, że jest to całkiem dobry film. Nie spędzam wiele czasu rozmyślając o złych filmach, które recenzuję. Ulatniają się one z moich myśli niemal w momencie napisania ostatniego zdania. Z dobrymi filmami jest inaczej.

Dobre filmy stają ością w gardle, kotłują się w głowie. Drażnią i domagają się uwagi.

Milczenie jest dla mnie jednym z takich obrazów. Pokazuje i wyostrza on pewne kwestie związane z naturą wiary; na swój sposób naświetla też moje własne przemyślenia. Trudno jest mi powiedzieć, że dobrze się na nim bawiłem; niektóre filmy, szczerze mówiąc, nie mają bawić. Na pewno cieszę się, że mogłem go zobaczyć. Oto trzy powody dlaczego:

1. Inspirująca moc wiary

W Milczeniu dwójka jezuitów, Sebastião Rodrigues i Francisco Garrpe, wyrusza do Japonii w poszukiwaniu swojego przewodnika duchowego, Ojca Ferreiry, a zarazem przedstawiciela tamtejszych chrześcijan, praktykujących w obliczu narastających represji. Mężczyźni wiedzą, że Japonia nie jest dogodnym i bezpiecznym miejscem do kultywowania ich religii; jednak to co spotykają na miejscu wprawia ich w zdumienie.

Adam Driver jako Ojciec Francisco Garupe oraz Andrew Garfield jako Ojciec Sebastião Rodrigues. Fot. Materiały dystrybutora Gutek Film.

Ich przewodnik Kichijiro prowadzi ich do pierwszej wioski, która wydaje się w całości zapełniona chrześcijanami i w której księża witani są niemal jak sami bogowie, tak wielki jest tam głód sakramentów i nauczania. Jedna z kobiet oferuje ojcu Rodriguesowi posiłek, który ten zaczyna pochłaniać z wielkim apetytem. W połowie opamiętuje się i przypomina sobie o dobrych manierach.

– Dlaczego nie jesz? – pyta ją.

– To Ty nas nakarmisz – odpowiada mu kobieta.

To jeden z wielu pięknych momentów, w których widzimy okrutnie prześladowanych chrześcijan głodnych tak bardzo chleba życia. Na swój sposób ich pasja wywołuje moją zazdrość.

WARTO PRZECZYTAĆ: Wiara nie jest twoim biletem do szczęścia, ale do czegoś znacznie lepszego

W naszych czasach wiara jest czymś stosunkowo łatwym. Od niewielu wymaga się poświęcenia w jej imię. Czasami przez to zapominamy, jak ważną i kształtującą życie jest ona siłą.

2. To, jak tłumaczymy naszą wiarę ma znaczenie

Rodrigues zostaje w pewnym momencie złapany i wtrącony do więzienia, w którym szef inkwizycji, Inoue Masahige, nakłania go do odrzucenia wiary. Inoue wyciąga asa z rękawa: Ojca Ferreirę, ukochanego nauczyciela Rodriguesa, który najwyraźniej wyparł się swojej wiary lata temu. Ferreira przychodzi do Rodriguesa i tłumaczy mu, że japońscy chrześcijanie tak naprawdę nie podążają wcale za naukami Jezusa – a już na pewno nie w sposób rozumiany przez jezuitę (albo przez nas). Dawny mentor bohatera twierdzi, że umysł Japończyka nie jest w stanie pojąć idei czegoś, co leży poza granicami naturalnego świata i że dla nich Syn Boży to dosłownie słońce. Zamiast zmartwychwstać po trzech dniach ich bóg powstaje każdego ranka.

Liam Neeson jako Ojciec Cristóvão Ferreira. Fot. Materiały dystrybutora Gutek Film.

Nie jestem pewien czy Ferreira jest sprawiedliwy wobec japońskich wyznawców, umierających za swoją nową wiarę. To prawdopodobnie wymówka, którą próbuje usprawiedliwić apostazję w oczach innych czy swoich. Jednak Shūsaku Endō, autor książkowego oryginału Milczenia, na podstawie którego Scorsese nakręcił swój film, wyraźnie siłował się z kwestią różnic kulturowych.

WARTO PRZECZYTAĆ: Jak nie zwątpić w kościół, mimo że nas rozczarowuje

W Milczeniu Japonia wielokrotnie jest określana jako „bagno”, na którym nic nie wyrośnie, już z pewnością nie chrześcijaństwo. Twierdzą tak zarówno Ferreira jak i Inoue. Jednak kiedy Rodrigues mówi, że Japonia była dla chrześcijaństwa żyznym gruntem zanim „zatruł” ją Inoue, brzmi to wiarygodnie. (Warto zauważyć, że „ukrywający się wyznawcy” zostali w Japonii na wieki).

Która z tych wizji jest zatem prawdziwa? Milczenie jest odpowiednio lakoniczne w tej kwestii: zarówno książka jak i film znacznie lepiej zadają pewne pytania, niż na nie odpowiadają. Jako japoński katolik, sam Endo wyraźnie odczuwał różnicę między jego wschodnią kulturą i zachodnim katolicyzmem. – Zostałem ochrzczony, kiedy byłem dzieckiem – powiedział kiedyś w wywiadzie – Innymi słowy, moja wiara była pewnym gotowym kostiumem, sam musiałem zdecydować, czy chcę dostosować go do mojego ciała czy pozbyć się go i znaleźć strój, który jest do mnie lepiej dopasowany.

Zdecydowanie bardzo ważną kwestią jest problem dopasowywania naszej wiary do innych kultur. Jak sprawić, by ten duchowy kostium „pasował”, nie zamieniając go jednocześnie w coś zupełnie innego?

W naszych czasach konfrontujemy się z tym samymi wyzwaniami. Oczekuje się, że jako chrześcijanie będziemy w stanie obronić istotę i potrzebę wiary w tym coraz bardziej świeckim i technologicznie zaawansowanym społeczeństwie.

Prawda pozostaje taka sama, inne są za to środki jakich musimy użyć do jej przekazania. Na przestrzeni wieków, zaczynając od Pawła mówiącego o „nieznanym bogu” na Areopagu, widzieliśmy chrześcijan po mistrzowsku włączających to przesłanie w otaczające ich kultury, by opisać uniwersalne prawdy, które nas wyzwolą.

Andrew Garfield jako Ojciec Sebastião Rodrigues. Fot. Materiały dystrybutora Gutek Film.

– Wiara katolicka się nie zmienia – mówi nigeryjski kardynał Francis Arinze. – Jednak język i sposób jej manifestowania może zmieniać się w zależności od ludzi, czasów i miejsca. Ciężko jest wyczuć granicę między herezją, czającą się z jednej strony i utratą znaczenia z drugiej. Chrześcijaństwo przetrwało 2000 lat częściowo dlatego, że udało mu się znaleźć balans.

3. Nawracające pytanie: Co ja bym zrobił?

Pod koniec filmu Inoue stawia Rodriguesa przed niemożliwym wyborem: publicznie zaprzeć się wiary i ocalić życie chrześcijan, których Inoue torturuje lub trzymać się wiary i patrzeć jak umierają powolną, okropną śmiercią.

Kiedy w filmach widzimy podobny dylemat, intuicyjnie wydaje nam się, że znamy „właściwą” odpowiedź. Bohaterowie poświęcają dla innych wszystko, nieprawdaż? To właśnie czyni z nich bohaterów. Jednak tutaj właściwy wybór nie jest tak oczywisty. Czy powinniśmy poświęcić naszą wiarę – i potencjalnie nasze dusze – dla tych cierpiących wyznawców?

Milczenie niesie trudne, problematyczne przesłanie i nie jestem pewien jak na nie zareagować. Historia naszej wiary pełna jest opowieści o męczennikach, którzy nie wyparli się Boga niezależnie od okoliczności. Ale co ja uczyniłbym w miejscu Rodriguesa, stojąc ze stopą zawieszoną w powietrzu, gotową zdeptać podobiznę Zbawiciela?

WARTO PRZECZYTAĆ: Tolkien jakiego nie znamy

W miarę jak oglądałem obrazy cierpienia i śmierci japońskich chrześcijan, zastanawiałem się, czy byłbym tak silny. Widząc jak Rodrigues zmaga się z wyborem właściwej ścieżki, a nawet samym Bogiem, który niemal przez cały film milczy myślałem, czy moja własna walka byłaby równie honorowa, czy też pozwoliłbym sobie na ziemskie tchórzostwo.

Yoshi Oida jako Ichizo. Fot. Materiały dystrybutora Gutek Film.

Obawiam się, że w pewien sposób, mógłbym być jak przewodnik Kichijiro, uniżony i wyrachowany mężczyzna, który wypiera się Jezusa za każdym razem, kiedy wybór jest zbyt trudny. Depcze on obraz Chrystusa, spluwa na krzyż, zaś w krytycznym momencie zdradza księży nie za 30, a 300 srebrników. Jednak znowu i znowu, Kichijiro powraca, by wyznać swoje grzechy, oddając się na łaskę Boga oraz tych samych księży, których zdradził. Zadaje sobie pytanie, dlaczego nie mógł urodzić się wiek wcześniej, kiedy chrześcijaństwo było w Japonii akceptowane.

Ja też się zastanawiam, co zrobiłbym gdybym urodził się w miejscu i czasie, kiedy trzymanie się wyznawanej przeze mnie wiary było czymś niebezpiecznym. Gdzie niesienie krzyża lub odmawianie modlitwy mogło znaczyć śmierć lub coś gorszego. Czy byłbym jak jeden z odważnych japońskich wyznawców, których widzimy w Milczeniu, jak umierają z pieśnią na ustach? Czy byłbym jak Kichijiro?

Nie wiem. Po prostu nie wiem.

Paul Asay
Paul Asay
Krytyk filmowy Plugged. Współpracuje także z innymi portalami i gazetami takimi jak Time, The Washington Post and Beliefnet.com. Jest autorem i współautorem wielu książek. Najnowsza nosi tytuł "Burning Bush 2.0: How Pop Culture Replaced the Prophet"

Dodaj komentarz: