Medjugorie – stąd wraca się odmienionym

O Medjugorie nie trzeba wiele mówić – tam trzeba po prostu pojechać. Cud Maryjnego wstawiennictwa w niezwykły sposób objawia się jednak również w słowach wracających od Niej pielgrzymów. Może w świadectwie któregoś z nich usłyszysz, jak Maryja zaprasza Ciebie?

MONKPRESS I EAST NEWS

Niewielka miejscowość położona na południu Hercegowiny jeszcze kilka dekad temu była małą wioską, składającą się z trzech niewielkich osad. Za sprawą rzekomych regularnych objawień, które mają tam miejsce od początku lat 80., Medjugorie stało się tętniącym życiem pielgrzymkowym centrum, pełnym sklepów z pamiątkami i turystycznych pensjonatów. Mimo że medjugorskie cuda, przez które Maryja chce nawoływać do pokoju, modlitwy i postu, do tej pory nie zostały oficjalnie zatwierdzone przez Watykan, każdego roku Górę Objawień odwiedzają setki tysięcy ludzi z całego świata. Niektórzy wpadają tu przejazdem – zrobić kilka zdjęć i kupić pamiątkowe różańce. Ci prawdopodobnie niewiele mogliby powiedzieć o niezwykłej Łasce wypełniającej to miejsce.

Potwierdzają to ci, którym medjugorskie doświadczenie pomogło w pełni zaufać Bogu i zmienić życie.

Maryja zaprasza

– Jestem przekonana, że tam zaprasza Matka Boska. Do Medjugorie nie jedzie nikt, kogo Ona sama nie zaprosi – mówi Marta Pawłowska, dla której Medjugorie było doświadczeniem przemiany i całkowitego zawierzenia Maryi. W życiu osobistym, jak i w zawodowej pracy trenera rozwoju osobistego, w której odwołuje się również do chrześcijańskich wartości.

Wystarczy jednak kilka dni i otwartość na działanie Ducha, by z Medjugorie wrócić nie tylko z naładowaną na chwilę duchową baterią, ale przede wszystkim, z odmienionym sercem.

– Zawsze miałam problem z Maryją. Tu Bóg, tu Jezus, tu święci, a z tą Maryją jakoś tak… nie umiałam zbudować relacji. I jak pojechałam do Medjugorie, Ona mnie nauczyła relacji z sobą. A co było dla mnie największym szokiem: Medjugorie okazało się moim najcudowniejszym spotkaniem z Synem, bo Maryja nigdy nie prowadzi do siebie, nigdy. W każdej sekundzie miałam wrażenie, że Ona jest tylko takim przezroczystym pociągiem, takim tunelem do Syna. W Medjugorie oddałam życie Maryi i tam też doznałam takiego mojego cudu, mojego bardzo indywidualnego, osobistego i niewiarygodnego cudu ufności. Jestem chodzącym dowodem na to, jak Ona prowadzi. To jest Mama. Jak zawołamy „Mamo!”, to Ona się zawsze obróci, zawsze.

Dodatkowe koło na życiową trasę

Pamiętam, jak rozmawiając z Łukaszem kilka tygodni po jego powrocie z Medjugorie usłyszałam, że stamtąd nie wraca się jak z wycieczki: – Nie myślałem o tym, że znowu muszę wracać do szarego świata. Cieszyłem się życiem. Każdy mój dzień wygląda teraz zupełnie inaczej.

WARTO PRZECZYTAĆ: Samotna podróż – lekarstwo dla duszy

Łukasz Grabowski, student łódzkiej Politechniki i gitarzysta jezuickiego zespołu, do Medjugorie trafił przypadkiem, poproszony o muzyczne wsparcie przez opiekuna jednej z pielgrzymek. Nie był przekonany do nagłego wyjazdu – bo uczelnia, bo pieniądze, bo nieznana grupa… Maryja, jak mówi załatwiła wszystko – od opłaty za wyjazd po otwartość towarzyszących mu w rekolekcjach ludzi, w których mógł doświadczyć żywego Jezusa i przeżyć swoje „Jesteś kochany”.

Rzecz w tym, żeby takie doświadczenia nie były tylko ładowaniem akumulatorów, ale początkiem życia na co dzień tym, co daje Maryja.

– To było dwa lata temu. Na pewno ten cały zachwyt już dawno ze mnie zszedł. Wtedy, przez parę miesięcy po prostu fruwałem. Nie przejmowałem się tym, co będzie jutro. Miałem w sobie taką radość, że po prostu żyłem tu i teraz. W Medjugorie uciekają smutne myśli, które sprawiają, że nasze życie traci na jakości. Maryja daje poczucie, że jesteś kochany i to w zupełności wystarcza. Kiedy miałem gorsze dni, przypominałem sobie Medjugorie i słowa usłyszane w czasie rekolekcji. Często nie zauważamy tego, co jest wokół nas. Patrzymy na czarną kropkę na kartce i widzimy tylko czarną kropkę, całej kartki już nie, a gdy odczuwamy smutek, skupiamy się już tylko na nim. Zastanawiałem się, dlaczego nie mogę wrócić do tego stanu, do tego sposobu życia, czy choćby myślenia.

To medjugorskie doświadczenie dało mi takie dodatkowe koło, dzięki któremu łatwiej mi jechać do przodu, lepszą oponę, dzięki której będę łatwiej sunął po powierzchni.

Przychodzi do każdego

– Sama byłam w Medjugorie tylko raz. Ale tak naprawdę byłam tam trzy razy – opowiada Anna Krakowiak, która wracała do świętego miejsca łącząc się w modlitwie z pielgrzymującym mężem. Oboje podkreślają, że najbardziej istotne w medjugorskich doświadczeniach jest pragnienie serca i duchowe wsparcie kapłana. – Matka Boża przychodzi do każdego serducha, jeśli się tylko tego chce – twierdzi mężczyzna. – Tu chodzi o zmianę życia, nie o zwiedzanie i turystyczne ciekawostki.

– Kiedy pierwszy raz tam pojechałam, pół roku przed ślubem, nic nie przeżyłam, żadnego uniesienia. Wszyscy mówili o przeżyciach i cudach, a ja wierzyłam w te objawienia, ale nie przeżywałam tego wewnętrznie. W drodze powrotnej, w autokarze, opiekujący się nami o. Śpiołek powiedział, że Matka Boża przyszła do każdego, tylko w różny sposób będzie się to objawiać: jedni przeżyją euforię i duchowe uniesienie, a inni dopiero po pewnym czasie odkryją owoc tego spotkania. Już po miesiącu mogłam powiedzieć, że faktycznie wiele się zmieniło, że inaczej patrzyłam na wiele spraw.

WARTO PRZECZYTAĆ: 7 miejsc, w których znajdziesz ciszę

Potem, gdy byłam w ciąży z trzecim dzieckiem, Andrzej pojechał sam i jeszcze raz, w zeszłym roku, też był sam. Duchowo byłam tam z nim. To niezwykłe, że można tak coś przeżywać. Budziłam się tu o szóstej rano, codziennie i duchowo doświadczałam tego samego, co on tam. Kiedy po powrocie opowiadał, o tym co przeżywał, zaczęliśmy to konfrontować z tym, co ja przeżywałam tutaj i rzeczywiście nasze relacje się pokrywały.

On przyjechał pełen pokoju, a ja tutaj, w Łodzi byłam pełna pokoju. To duchowe promieniowanie było dla mnie potwierdzeniem, że Medjugorie to święte miejsce.

– Jak pojechałem do Medjugorie, to przywiozłem do domu taką młodą pannę – mówi Andrzej. – Poważnie mówię. Wracając stamtąd, zadzwoniłem do żony. Mówię: Aniu, słuchaj, posprzątaj w domu, bo wiozę do nas młodą dziewczynę. Mówi: Ale jaką?Fajną taką, tylko nie mogę za bardzo mówić. Posprzątaj, przygotuj nową pościel, będziemy mieli gościa.Ale kto? – Na miejscu Ci powiem, nie mogę rozmawiać. No i przyjechałem z Nią, zobacz, Matka Boża – mężczyzna wskazuje na stojącą w salonie Krakowiaków białą figurę. – Mieliśmy wybudować kapliczkę i Matka Boża miała stać w ogrodzie, ale jak ją postawiliśmy tutaj, stwierdziliśmy, że już nigdzie nie pójdzie, do żadnego ogródka. Mieszka tu z nami.

Medjugorie to nie tylko chwilowe wzruszenia i emocjonalne wzloty. To spotkanie z Maryją, która wraz z pielgrzymami wraca do ich domów, rodzin i codziennych obowiązków. O historii objawień mówiono już wiele, ale tym, co najlepiej potwierdza medjugorskie cuda są ludzie, w których głosach słychać zachwyt, spokój i dziecięcą miłość do Matki.

EN_00908502_1783

Fot. Jacek Rajkowski/REPORTER/EAST NEWS

Marta Klimek
Marta Klimek
Marta Klimek. Niepoprawna idealistka przyglądająca się światu szeroko otwartym socjologicznym okiem. Zafascynowana ludzkim umysłem, poszukiwaczka małych radości i Bożego szczęścia. Lubi długodystansowe biegi i krótkie przypadkowe spotkania. Mieszka w Łodzi.

Dodaj komentarz: