Chcesz odnieść mądry sukces? Nie naśladuj króla Salomona

Nigdy na świecie nie było mądrzejszego władcy. Ale popełnił jeden podstawowy błąd.

AKG Berlin I East News

O mądrości Salomona po raz pierwszy usłyszałam jako mała dziewczynka. Historia o dwóch matkach, które wydzierają sobie dziecko i królu, który rozumie ludzkie emocje i potrafi wyciągnąć na wierzch niewidoczną słuszność, zrobiły na mnie wielkie wrażenie.

Od tego czasu codziennie modliłam się o to, żeby być jak on, ale ostatnio wróciłam do historii Salomona jeszcze raz. I zrozumiałam, że to nie do końca pozytywna postać.

Mądrość to wyzwanie

Pewnie też często słyszycie o świętych, których wielkość polegała na zewnętrznej małości. W życiu byli często obiektem pogardy (św. s. Faustyna) albo niezrozumienia (św. Franciszek), ale prowadzili niewidzialne dla innych ludzi, niezwykłe życie z Bogiem. Ale nie każdy ma to szczęście. Św. Tomasz z Akwinu był absolutnym, intelektualnym geniuszem. Swobodnie cytował z pamięci traktaty filozoficzne, wszyscy go podziwiali, a mimo to nigdy nie uważał się za lepszego od innych.

Życie Salomona też zapowiadało się wzniośle. Był synem słynnego króla Dawida, a kiedy przejmując władzę nad Izraelem mógł poprosić Boga o dosłownie wszystko, wybrał mądrość i wiedzę.

Miał objąć sprawiedliwymi rządami ludzi słabych, biednych i pozbawionych praw. Dzięki władzy, uznaniu i dobrej sławie miał pomagać tym, z którymi nikt się nie liczy. I długo mu się to udawało.

Salomon jakoś szczególnie przypomina mi, że osobom uznawanym powszechnie za autorytety wcale nie jest łatwo. Szczególnie, gdy są mądrzy. Na każdym kroku mają możliwość wykorzystania swojej pozycji. Łatwo też mogą poczuć się ważniejsi, niż reszta świata. Stawanie w pokorze przed prawdą o sobie jest świadectwem prawdziwej mądrości.

Dla Boga nie działa się „po taniości”

Na prośbę samego Boga, Salomon wybudował dla Niego świątynię. I zrobił to najpiękniej, najlepiej i najdrożej jak się dało. Tego też powinniśmy się od niego uczyć.

Świątynia była zbudowana z bloków skalnych i wykończona najdroższymi rodzajami drewna – cedrowego i cyprysowego. Rzeźbione pąki i kielichy kwiatowe były pokryte czystym złotem, złota była podłoga we wszystkich pomieszczeniach i wyrzeźbieni na drzwiach cherubowie z drewna oliwkowego. Nawet łańcuchy były tam pozłacane. Budowa trwała siedem lat i była absolutnym oczkiem w głowie izraelskiego króla.

To dla mnie dosyć prosty komunikat. To, co robię dla Boga, ma być najlepszej możliwej jakości. Buduj jak Salomon, bo tak jak mówił ks. Kaczkowski, mamy już dość „katolipy”.

Sukcesy są dobre

W czasach Salomona Izrael stał się potęgą. Jego mądrość, intuicja inwestycyjna, wiedza, i zaangażowanie we współpracę z innymi władcami skutkowały pełnym skarbcem i najedzonym ludem.

To trzecia rzecz, którą potwierdza życie Salomona, a o której rzadko w Kościele się słyszy: sukces to dobra rzecz. Zarabianie dużych pieniędzy, wysokie stanowisko, władza – to wszystko jest dobre. Niebezpieczeństwo nie tkwi w powodzeniu. Ono tkwi w nas. Ale dopóki w naszych życiu króluje Bóg, nasze ziemskie możliwości służą Jego chwale. I są dobre.

Problem zaczyna się, kiedy zamiast ufać Bogu, zaczynamy ufać własnej sile.

Walcz o modlitwę

Niestety z biegiem lat, Salomon zaczął sobie odpuszczać. Zaczął wykorzystywać ludy, mieszkające na terenie Izraela, do niewolniczej pracy. Do tego stopnia, że ich życie przypominało życie Izraelczyków w Egipcie. W dodatku wziął za żony kobiety z krajów o innej wierze i z czasem zaczął ulegać ich religijnym tradycjom. Oddawał hołd innym bogom i budował dla nich miejsca kultu.

Jego jedym zadaniem było zaprowadzenie swoją mądrością sprawiedliwości, ale on wolał skupić się na osiąganiu coraz większych sukcesów. Z upływem lat przestał walczyć o swój czas z Bogiem, przestał Go słuchać. I zagłuszył swoje sumienie.

Grzechy Salomona nie były czymś niespotykanym u izraelskich władców. Król Dawid też robił straszne rzeczy. Zabił męża swojej kochanki, żeby nie wydał się ich romans. Ale za każdym razem w pokorze i z płaczem wracał do Boga.

Jego syn tego nie robił.

Bóg daje nam więcej szans, niż zasługujemy

Mimo to, Bóg ciągle na niego czekał. Ukazał mu się dwa razy, zabraniając czczenia innych bóstw. Dwukrotnie i bardzo wyraźnie dawał mu kolejne szanse.

Salomon Go jednak nie posłuchał i dalej czcił bóstwa swoich żon (a żon miał… tysiąc). W końcu Bóg powiedział, że zabierze jego rodowi Izrael, ale ze względu na Dawida zrobi to dopiero za panowania kolejnego władcy.

Nie dość, że Bóg dał mu dodatkowe szanse, to jeszcze uwolnił go od kary. I to ze względu na ojca, który wcale nie był niewiniątkiem. Jak bardzo Bóg musiał ich obu kochać!

Najmądrzejszy człowiek bez Boga tylko zaszkodzi innym

Salomon nie poniósł konsekwencji swoich błędów, dopiero jego syn stracił pełnię władzy. Ale skutki niewierności Salomona odczuł cały Izrael. Ludzie byli zmuszani do niewolniczej pracy, a państwo zostało podzielone.

Bóg chce dla nas najlepiej, nawet jeżeli się przewracamy. Ale to nie znaczy, że zło nie ma konsekwencji. One są często dużo szersze niż podejrzewamy i wpływają na innych ludzi. Właśnie dlatego Bóg chce, żebyśmy ich nie popełniali i wybierając myśleli nie tylko o sobie. Grzesząc zawsze coś tracimy. Ale nie dlatego, że to kara. Dlatego, że to konieczny skutek decyzji, w której uleglamy złu.

Warto wracać

Salomon przeoczył moment, w którym bogiem stała się jego mądrość, a nie sam Bóg. I jestem prawie pewna, że każdy z nas popełnia czasem ten błąd. Wszyscy mamy dary, które łatwo uznać za oczywistość i powód naszej – nie Bożej – chwały.

Ucząc się na przykładzie Salomona jednego możemy być jednak pewni – warto wracać. Nawet jeżeli wydaje się, że nasze błędy zaszły za daleko. A może szczególnie wtedy?

Jola Szymańska Hipster Katoliczka
Jola Szymanska
Z-ca red. naczelnej Magazynu For Her i autorka bloga hipsterkatoliczka.pl. Z wykształcenia prawnik i muzyk. Relaksuje ją kaleczenie sonat Beethovena na pianinie, brytyjski YouTube i... modlitwa.

Dodaj komentarz: