Karolina Strojecka: Praca nad związkiem to… zaciekawienie nim i dbanie o niego

Jeżeli terapia małżeńska powoduje, że jedna osoba odchodzi ze związku, to znaczy, że to była zła terapia czy zły związek? – z Karoliną Strojecką, psychologiem i psychoterapeutką z CBTSeksuolog rozmawia Krystyna Romanowska.

Fot. Evgenij Yulkin | Stocksy United

Krystyna Romanowska: Związek w kryzysie. Ona (albo on) decyduje się na terapię. Druga strona nie chce ani terapii własnej ani tym bardziej terapii par. Jakie mogą być scenariusze rozwoju sytuacji?

Karolina Strojecka: Terapia jednego z partnerów zaburza system, czyli status quo związku. Może się okazać, że więź, która ich łączy nie przetrwa tej próby. Zamiast rozciągnąć się jak gumka recepturka i po naciągnięciu wrócić na miejsce, rozerwie się.

K.R.: Ale co ma robić ta strona, która czuje, że potrzebuje terapii? Zrezygnować z niej dla „dobra związku”?

K.S.: Jeżeli mąż nie chce iść na terapię, a my czujemy motywację to idźmy na nią sami! Zrezygnowanie z terapii jest znacznie gorszym rozwiązaniem, bo nasili jeszcze konflikt między partnerami. Osoba chcąca zmiany poświęci się i zacznie odczuwać coraz silniejszą złość i frustrację. Pozbawienie siebie możliwości decydowania o sobie to błędne koło, które unieszczęśliwia wszystkie zainteresowane osoby. Moim zdaniem lepszym wyborem jest terapia indywidualna jednego z małżonkow niż tkwienie w sytuacji, która nam nie odpowiada. Efekty terapii jednej osoby mogą pozytywnie wpłynąć na parę.

K.R.: Czy pozytywne zmiany partnera(rki) pod wpływem terapii są dobrym bodźcem dla drugiej strony i zachęcają do udania się na terapię? A może wręcz przeciwnie?

K.S.: Udana terapia jednej osoby z pary jest motywacją do zmiany dla drugiej. Dzieje się tak we wszystkich bliskich relacjach nie tylko w związkach, często rodzeństwo lub przyjaciele pacjenta decydują się na psychoterapię.

K.R.: Co z sytuacją, jeżeli terapia powoduje, że jedna z osób decyduje się odejść ze związku? To niewłaściwa terapia czy zły związek?

K.S.: Psychoterapeuta nie podejmuje decyzji za pacjenta. To pacjent jest ekspertem od swojego życia i ma ten cudowny przywilej kierowana swoimi losami. Jeżeli tak zdecydował po przepracowaniu swoich wątpliwości to wspieram go w tej decyzji.

K.R.: Warto przekonywać drugą stronę, żeby poszła na terapię?

K.S.: Bardzo trudno jest przekonać kogoś do pracy nad sobą. Zdecydowanie najlepszym przykładem jesteśmy my sami. Gdy powołujemy się na własne doświadczenia jesteśmy najbardziej wiarygodni i wtedy możemy zmotywować drugą osobę. Dlatego jeżeli ktoś chce przekonać męża, żonę, przyjaciela, ojca, matkę itp. polecam, by sam się najpierw zgłosił. „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. (M. K. Gandhi)

K.R.: Czy fakt, że druga strona nie chce pracować nad związkiem jest wystarczającym powodem, żeby się rozstać?

K.S.: Jeżeli szukamy pretekstu do rozstania – to tak. A jeżeli zależy nam jeszcze na stawiającym opór – trzeba to przegadać. Może nie chce pracować nad związkiem na terapii, ale jest chętny do pracy w parze. Może trzeba mu podsunąć ten artykuł …

K.R.: Co to właściwie znaczy „praca nad związkiem”? Ktoś kiedyś powiedział, ze jak słyszy „praca nad związkiem” to już wie, ze ci ludzie powinni się rozstać…

K.S.: Myślę, że to bardzo romantyczne podejście, że nad związkiem nie trzeba pracować. Jestem realistką i moim zdaniem należy pracować nad związkiem przez cały czas jego trwania. My się zmieniamy, więc i nasze związki. Słowo praca może się kojarzyć pejoratywnie, więc można je zamienić na zaciekawianie się swoim związkiem i dbanie o niego, czyli o łączącą nas więź.

K.R.: Czego najbardziej boi się druga (ta niepracująca nad sobą) strona? Ze mąż/żona się zmieni, stanie się silna, odejdzie?

K.S.: Druga osoba nieświadoma tego, jak wygląda terapia, obawia się, że jest „obgadywana”. Boi się, jak zostanie oceniona przez terapeutę, zdiagnozowana. Każdy z nas obawia się, że coś robi źle, że w jakimś zakresie jest gorszy, działa nieprawidłowo. W takiej sytuacji te lęki wychodzą ze zdwojoną siłą. Nasilają się, bo ta osoba nie zna terapeuty. Fantazjuje i wyobraża sobie, co się dzieje za drzwiami gabinetu, a te wyobrażenia przybierają katastroficzną formę, np. że partner opisuje go terapeucie w przykrych, raniących słowach.

K.R.: A nie opisuje?

K.S.: Z reguły tak się nie dzieje, bo konflikt lojalności nie pozwala pacjentowi oczerniać swojego ukochanego i o nieobecnym partnerze rozmawiamy podczas terapii indywidualnej jedynie w kontekście przeżyć osoby obecnej na terapii. Gdy mój klient opowiada podczas sesji, że jego druga połowa sceptycznie wypowiada się na temat terapii, omawiam to szczegółowo i zachęcam, by pacjent porozmawiał na ten temat z ukochanym/ukochaną. Dla mnie bardzo ważne jest, by mieć w partnerze pacjenta „koterapeutę”, który będzie wspierał zmiany zachodzące w moim kliencie, a nie je dewaluował. Wtedy pacjent nie będzie sabotował terapii. Gdy terapeutyzowana osoba zaczyna się rozwijać, jest np. bardziej samodzielna, pewna siebie, u drugiej osoby pojawia się lęk przed odrzuceniem. Obnażają się jej kompleksy, objawy niskiej samooceny. Na szczęście, jeżeli terapia idzie dobrze i związek jest rozwojowy to lęki znikają, a w zamian pojawia się większa bliskość i porozumienie. A partnerzy żyją długo i szczęśliwie…

Krystyna Romanowska
Krystyna Romanowska
Dziennikarka, mama 9-letnich bliźniaczek. Interesuje się psychologią społeczną. Współautorka ksiażek z prof. Zbigniewem Lwem Starowiczem.

Dodaj komentarz: