Katarzyna Wierzbowska i Dorota Czekaj: Kobiety potrafią się wspierać

Sieć Przedsiębiorczych Kobiet została założona przez kobiety i dla kobiet. O ambitnych pomysłach na biznes i na życie z twórczyniami sieci rozmawia Iwona Sitnik-Kornecka

Na zdjęciu Katarzyna Wierzbowska i Dorota Czekaj.

Pierwszy krem dla kobiet uczulonych na nikiel, pierwszy fundusz inwestycyjny dla kobiet, pierwsze firmy… Słowem nowe ścieżki. To chęć udowodnienia, że kobiety potrafią czy marzenie o odkrywaniu nowych lądów?

Katarzyna Wierzbowska: Jedno i drugie ( śmiech). Zauważyłyśmy po prostu, że kobiety na różnych etapach życia myślą o tym, by wziąć los w swoje ręce i założyć własną firmę.

Dorota Czekaj: Z jednej strony bardzo tego chcą, ale z drugiej mają opory, zahamowania. Boją się zaryzykować. Dlatego powstała Sieć Przedsiębiorczych Kobiet.

K.W.: Tworzymy skuteczne środowisko wsparcia. Mogą znaleźć u nas mentorkę, czyli kobietę, która już sobie poradziła na rynku i wie, jak pomóc się na nim odnaleźć. Mogą się wyszkolić, żeby potem odnieść sukces.

Ale to nie zawsze są proste, typowo kobiece jak czasem się mówi pomysły na biznes.

K.W.: To nas bardzo cieszy. Kobiety mają śmiałe, bardzo ambitne i innowacyjne pomysły na biznes, jak choćby wspomniany krem dla kobiet uczulonych na nikiel. Oczywiście cieszymy się z każdego projektu. Każda nowa firma daje kobietom zatrudnienie. Nie siedzą na bezrobociu, nie zastanawiają się, co mają ze sobą zrobić. Zarabiają na siebie, na rodzinę i na podatki. Z drugiej strony powstają firmy, które robią rzeczy innowacyjne, duże firmy, które są chlubą dla Polski. Polska bardzo potrzebuje innowacyjnych pomysłów, dobrych patentów czy wynalazków. Także po to, by wzmocnić gospodarkę i budować PKB.

Złośliwi mówią jednak, że kobiety lubią ze sobą rywalizować, że rzadko sobie pomagają.

D.CZ.: Często jesteśmy o to pytane (śmiech). Faktycznie, zwłaszcza w korporacjach mówi się o zjawisku strącania z drabiny czy kopania dołków, ale my takich kobiet wokół siebie nie widzimy. Budujemy solidarną społeczność, więc przyciągamy kobiety, które chcą sobie pomagać a nie szkodzić, co doskonale widać chociażby w naszym klubie mentorek. Mamy w nim prawie 90 kobiet z dużym doświadczeniem w biznesie. To właścicielki firm, ale także menadżerki z różnych korporacji oraz liderki organizacji pozarządowych. Mimo że zajmują często bardzo wysokie stanowiska i są bardzo obciążone obowiązkami zawodowymi znajdują czas, żeby wpierać inne kobiety, te które w biznesie stawiają dopiero pierwsze kroki.

K.W. : Dlatego organizujemy spotkania czy śniadania, podczas których kobiety mogą nawiązać kontakty, swobodnie porozmawiać o swoich pomysłach i liczyć na wzajemną pomoc: ja ci to wytłumaczę, znam kogoś kto może nam pomóc albo chodź, razem się wyszkolimy… Z takiego budowania wsparcia rodzi się coś bardzo pozytywnego. I to działa w dwie strony. Korzysta nie tylko ta, która dostaje, ale także ta, która daje. Tak więc wokół nas są kobiety, które chcą pomagać i się wspierać. I jest ich coraz więcej.

Na zdjęciu Katarzyna Wierzbowska i Dorota Czekaj.

Kobiety myślą o firmie inaczej niż mężczyźni?

K.W.: Biznes nie ma płci, ale kobiety są bardziej zapobiegawcze, bardziej się boją albo się nie doceniają. I ustawiają sobie wysoko poprzeczkę. Mówią: ja się na tym nie znam, to nie dla mnie… To nie dotyczy tylko własnego biznesu, ale także poszukiwania pracy. Ludzie, którzy rekrutują do firm mówią, że kobiety są bardzo krytyczne w stosunku do siebie. Jak np. patrzą na listę kompetencji potrzebnych, by starać się o jakieś stanowisko i z całej listy są np. dwie z dwudziestu, których nie spełniają mówią: przepraszam, to stanowisko nie jest dla mnie. Mężczyzna, który spełnia ich tylko połowę mówi: jestem świetny, to coś dla mnie nie przejmując się zupełnie, że połowy rzeczy nie wie. Ten strach wynika więc przede wszystkim z zaniżania swoich kompetencji. To się zdarza codziennie. Rozmawiałam dzisiaj z bardzo doświadczoną w biznesie kobietą, proponując jej, by dołączyła do klubu mentorek. Odnosi realne sukcesy na rynku, ale jej pierwsza reakcja była: ojej, ale ja nie wiem czy się nadaję.

Co jest większym problem: strach czy brak funduszy na start?

K.W.: Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Bycie kobietą wiąże się z prowadzeniem domu. Opieka nad dziećmi czy typowo domowe obowiązki spadają przede wszystkim na kobiety, mężczyźni są nimi obciążeni w dużo mniejszym stopniu. Kobiety mają też może mniej czasu i takiej dyspozycyjności potrzebnej do rozkręcania własnego biznesu. Bo tu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Pieniądze… Jest coraz więcej możliwości, by po nie sięgnąć. Banki, instytucje finansowe, sieci Aniołów Biznesu czy fundusze VC. Myślę nawet, że ponieważ kobiet, które mają śmiałe pomysły jest mniej niż mężczyzn, jeśli już się pojawiają z jakimś ambitnym projektem biznesowym to jest im łatwiej, są bardziej doceniane właśnie dlatego, że jest ich mniej i wybijają się na na polu bycia kobietą, która coś wymyśla.

Sieć Przedsiębiorczych Kobiet to programy wsparcia dla studentek, dla inwestorek, dla kobiet, które poszukują finansowania swoich pomysłów… Komu łatwiej pomagać?

D.CZ.: Wychodzimy z założenia, że taki parasol rozpięty nad społecznością kobiecą, niezależnie od wieku czy pomysłu na działalność biznesową, ma dobre działanie. Chroni trochę przed agresywnym światem biznesu, pozwala się wzmocnić, doszlifować pomysł i wyjść na rynek. Inwestorkami w Klubie Black Swan są kobiety, które też mają sporo życzliwości w stosunku do innych kobiet.

Kobiety lepiej się czują w swoim własnym, biznesowym, kobiecym gronie?

K.W.: Od samego początku słyszałyśmy na organizowanych przez nas spotkaniach networkingowych, że taka kobieca formuła bardzo kobietom odpowiada. Na mieszanych networkingach jest zawsze więcej mężczyzn i kobiety czują się tam często niezręcznie, mogą np. podejść pierwsze do mężczyzny czy raczej nie wypada… Kody kulturowe mieszają się z reakcjami biznesowymi, a ponieważ środowiska biznesowe są często zmaskulinizowane postanowiłyśmy dla przeciwwagi zrobić coś kobiecego, w dobrym znaczeniu słowa.

D.CZ.: Ale to nie znaczy, że nie współpracujemy z mężczyznami. Nie dzielimy środowiska biznesowego na kobiece i męskie. Tym paniom, które już się trochę wzmocniły pokazujemy także tę pozostałą część świata. Mężczyźni pojawią się na naszych spotkaniach i to nie tylko jako eksperci. Podoba się nam, że mężczyźni wspierają kobiety bo trzeba przyznać, że kobiety myślące o własnym biznesie często nie dostają wsparcia od swoich bliskich. Sceptycyzm najbliższego otoczenia, nie tylko rodziny, ale także przyjaciół skutecznie podcina skrzydła. Na naszych śniadaniach spotykamy dziewczyny, które przyznają, że rozkręcają biznes w tajemnicy: bo mama mnie wyśmiała a mąż powiedział, że się do tego nie nadaję. Więc powiem im jak już założę firmę.

K.W.: To także był jeden z naszych mitów założycielskich, skoro kobiety nie mogą liczyć na wsparcie najbliższych to my musimy stworzyć społeczność, która będzie je wspierać.

Na zdjęciu uczestniczki spotkania Be The Change.

Najważniejszy projekt Sieci Przedsiębiorczych Kobiet?

D.CZ.: Najbardziej nowatorskim projektem jest zdecydowanie Black Swan Fund. Sieciowaniem kobiet zajmuje się wiele oganizacji, akceleratory dla firm prowadzonych przez kobiety także powstają, a Black Swan to pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych w ogóle funduszy inwestycyjnych dla kobiet. Tworzenie kobiecych sieci Aniołów Biznesu to zupełnie nowy trend.

K.W.: Chodzi nie tylko o namawianie kobiet, by angażowały swoje pieniądze w firmy innych kobiet. To jest oczywiście bardzo ważne. Ale równie istotna jest edukacja rynkowa, czyli mówienie w uczciwy i otwarty sposób, o co w tym wszystkim chodzi, jakie są plusy i minusy inwestowania w startupy, o potrzebie dywersyfikacji portfela…

Udaje się?

K.W.: Liczby mówią same za siebie. Po półtora roku działalności mamy na koncie trzy transakcje, powstały trzy syndykaty inwestorek, które w większości postawiły na startupy i zainwestowały w trzy nowatorskie projekty. I, co ważne, grono się rozrasta. Na dniach zostaną sfinalizowane dwie kolejne transakcje.

Gdy pewnego pięknego dnia, kilka lat temu postanowiły Panie zmienić coś w swoim życiu zawodowym przypuszczały Panie, że to będzie tak duża i tak dynamiczna zmiana?

D.CZ.: Nie (śmiech). Szukałyśmy po prostu czegoś nowego, każda z innych powodów. Ale wybór był dobry. Chociaż, jak zaczynałyśmy nie widziałyśmy do czego dojdziemy i dalej właściwie tego nie wiemy, ale jesteśmy pewne, że to była słuszna decyzja, bo to co robimy spotyka się z bardzo dobrym przyjęciem.

K.W.: Kobiety, które zakładały pierwsze firmy dzięki naszej pomocy teraz chętnie do nas wracają jako mentorki w kolejnych programach akceleracyjnych. Czyli udało się stworzyć skuteczny i samo nakręcający się mechanizm. Poza tym powstaje kultura wspierania i robienia czegoś dla innych i to nas cieszy najbardziej.

 

 

Iwona Sitnik-Kornecka
Iwona Sitnik-Kornecka
Redaktor naczelna For Her. Pierwsze artykuły publikowała w meksykańskiej gazecie El Sol Veracruzano. Potem korespondentka polskiego wydania ELLE i dziennikarka TVP Kraków. Była reporterem, autorem reportaży, wydawcą serwisu informacyjnego, który także prowadziła, autorem licznych wywiadów.

Dodaj komentarz: