Leonard Cohen: Jest w każdym słowie światła błysk

Nie żyje Leonard Cohen. Kiedy odchodzi ktoś, kto był od zawsze, trudno znaleźć słowa. Przychodzi na myśl właściwie tylko jedno: Tajemnica.

Leonard Cohen, 1934 - 2016  Fot. Rob Verhorst | Redferns | Getty Images

Mrok, rozświetlany błyskami jasności. Spośród nas, śmiertelnych, tylko poeci wiedzą, jak zajrzeć za tę zasłonę. Jak dotknąć tego czegoś, o czym zwyczajnie mówić się nie da. Jak – między słowami o miłości, namiętności, bólu i rozpaczy, trudnym szczęściu, chwilowych olśnieniach – zamknąć przeczucie, zaledwie przeczucie, najgłębszego sensu istnienia. Bez złudzeń o doskonałości. Bez przekonania, że jest w ludzkiej mocy pojąć to kiedykolwiek.

„Podróżuję bez zbędnego bagażu, a to jest pożegnanie, już późno, zamykają bar” – to słowa ballady z jego ostatniej płyty…

„Traveling Light”, jedna z ballad z “You Want It Darker”, ostatniej płyty Leonarda Cohena.

Wychowaliśmy się na jego pieśniach. Polszczyźnie przyswoił je Maciej Zembaty, ale przecież poezję tak trudno przełożyć… To były czasy bez Internetu, spisywało się teksty z taśmy i wertowało słowniki, żeby dotknąć tego nieprzekładalnego, rozmontować sens niepojętych metafor. Bez wielkiej przesady – moje pokolenie dużo Cohenowi zawdzięcza, jeśli chodzi o angielszczyznę.

„Suzanne”, pierwszy wielki przebój Cohena, napisany w 1967 roku

A więcej jeszcze, jeśli chodzi o wrażliwość. Dał nam niezwykłą, lekką jak pajęczyna delikatność słów, którymi można dotykać najboleśniejszych i najsmutniejszych spraw – tak, żeby nie bolało. Tak, żeby się goiło.

Po poetach nie zostaje pustka.

Cohen nie był showmanem. Mówią, że nie bardzo nawet lubił publiczne występy. Surowość ascetycznego wizerunku łagodził ciepłym barytonem i cudownym, zgryźliwym poczuciem humoru, także na temat własnej pozycji jako artysty. Wychowany w żydowskiej tradycji, w latach 70. zainteresował się buddyzmem, porzucił później karierę, wstąpił do buddyjskiego klasztoru i został mnichem. Przyjął wtedy imię Jikan – Cisza. Ale pisał nadal. I wrócił na scenę. Tworzył do ostatniej chwili. Jego syn, Adam, powiedział New York Times, że ojciec odszedł „w przekonaniu, że nagrał swoją najlepsza płytę”. (album „You Want It Darker” ukazał się 21 października).

“Hallelujah” ballada z 1984 roku, najcześciej wykonywany przez innych muzyków utwór Leonarda Cohena.

 

Leonard Cohen “Alleluja”

Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się, gdy Dawid grał
Ale muzyki nikt tak dziś nie czuje
Kwarta i kwinta, tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w moll
Nieszczęsny król ułożył Alleluja

Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja

Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze Cię podbiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła Cię, już nie masz sił
I z gardła ci wydarła Alleluja

Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja

Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne, czy usłyszy dziś
Najświętsze, czy przeklęte Alleluja

Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja

Tak się starałem, ale cóż
Dotykam tylko, zamiast czuć
Lecz mówię prawdę, nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed Panem Pieśni stawię się
Śpiewając tylko jedno – Alleluja

Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja

Tłumaczenie Macieja Zembatego

Joanna Kiszkis
Joanna Kiszkis
Z wykształcenia historyk sztuki. Gdańszczanka, od 10 lat mieszka we Wrocławiu, jest rzeczniczką Teatru Muzycznego Capitol i Przeglądu Piosenki Aktorskiej. A lubi: "milczeć, deszcz, słowniki, ilustrowane tygodniki..." (i dalej, jak w "Kwiatach polskich" Tuwima).

Dodaj komentarz: