Jedenaste – Nie przeklinaj (jak nie musisz)

Czy jesteśmy w stanie choć jeden dzień nie używać niecenzuralnych słów? Przekonajmy się o tym w Dniu bez przekleństw, który przypada 17 grudnia. Tym bardziej, że aż 9 na 10 Polaków nie lubi słuchać wulgaryzmów, a równocześnie 80 proc. z nas ich używa…

Fot. Boris Jovanovic | Stocksy United

Ewelina od czterech lat pracuje jako policjantka. W jej domu nigdy się nie przeklinało, obracała się w kręgu ludzi, którzy rzadko używali niecenzuralnych słów. Wiedziała, co to są wulgaryzmy, ale przeklinała sporadycznie. Do czasu, kiedy poszła do pracy. – Po pierwszym dniu zwiędły mi uszy – wspomina. – To było szokujące, ile razy w ciągu paru minut można było użyć słów na k i ch – opowiada. Szybko się jednak przyzwyczaiła i co więcej, nauczyła od starszych stażem kolegów kilku solidnych wiązanek. – Nic tak dobrze nie pozwala na odreagowanie emocjonalne, jak siarczyste przekleństwo. Są sytuacje, które trudno zrozumieć i z którymi trudno się pogodzić, np. widok młodego samobójcy czy ogólnie: ludzka krzywda. Po czymś takim nie da się nie rzucać mięsem. To pomaga – wyjaśnia Ewelina. W pracy używa przekleństw jeszcze w innym celu – Jako skróconej formy wypowiedzi, zrozumiałej w naszym środowisku. Nikt nie powie, że wykonane czynności nie miały żadnego sensu, tylko że to była *** – tłumaczy policjantka. Używa wulgaryzmów wyłącznie w pracy, w domu bardzo rzadko, kiedy np. kot zrzucił telewizor na podłogę lub nadepnęła na rozbity wazon bosą stopą.

Jan Peszek, znany aktor w wywiadzie dla Wysokich Obcasów opowiada o tym, jak zdawał do szkoły teatralnej. – Byłem wtedy panienką z dobrego domu (…). Zażądano, żebym użył najgorszych słów, jakie tylko mogą mi przejść przez usta. Wydobyło się ze mnie coś w rodzaju: nie pozwolę sobie w kaszę dmuchać! Komisja mnie zdenerwowała tym zadaniem, zamiast „w kaszę” powiedziałem „w ucho”. Pokładali się ze śmiechu, Janek Nowicki wył. Gdy kazali mi salta robić, nie miałem najmniejszego problemu, z przeklinaniem było gorzej – wspomina aktor. A teraz? – Klnę ostro, to mnie stabilizuje. Gadam straszne rzeczy w samochodzie, przeklinam na zajęciach ze studentami, nie hamuję emocji.

Warunek jest jeden – nie można przesadzać z wulgaryzmami. Jeśli wejdą w do naszego codziennego słownika, nie będą zmniejszać wewnętrznego napięcia.

Przeklinać za to nie nauczyła się 43-letnia Agnieszka, nauczycielka języka polskiego w szkole średniej. – To nie jest tak, że nie znam wulgaryzmów i nigdy ich nie wypowiadam – tłumaczy. – Pilnuję się, żeby nie przeklinać w pracy, co jest oczywiste, ale też w życiu prywatnym. A nuż mi się potem jakiś niecenzuralny wyraz wymsknie wśród uczniów – podkreśla. Agnieszka nie czuje, żeby cokolwiek traciła. – Język polski oferuje nam taką gamę słów dla odzwierciedlenia różnych emocji, że nie muszę sięgać po „epitety” – dodaje. Opowiada o swoich uczniach, którzy za pomocą 4 wulgarnych słów są w stanie opowiedzieć sobie całe swoje życie, albo przekleństwami upraszczają rzeczywistość. – Pytam ucznia, co sądzi o filmie, a on odpowiada, że był „zajebisty”. I wszystko jasne. Ale żeby mógł mi opowiedzieć innymi słowami, musiałby je znać – podkreśla i pesymistycznie zauważa, że to przejaw tendencji do tego, aby wszystko upraszczać, nie tylko język. – Kiedyś żeby się z kimś poznać, trzeba było wyjść z domu, spotkać ludzi i nawiązać kontakt, najpierw wzrokowy, potem werbalny itp. Teraz wystarczy jednym kliknięciem dodać do znajomych na Facebooku i zalajkować jego posty…

Kreatywny mechanizm

No właśnie – w przekleństwach chodzi głównie o emocje. Naukowcy z Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego opublikowali dane z badania, z których wynika, że przeklinanie może być pomocne w życiu. Uczestników eksperymentu poproszono, aby przypomnieli sobie niecenzuralne słowa, jakie znają, a potem, aby zagrali w brutalne gry komputerowe. Następnie mieli ponownie wymienić przekleństwa. Tym razem padło ich więcej niż przed grami. – Gry sprawiły, że badani poczuli agresję, dlatego ich język był bardziej emocjonalny i przeklinali – wyjaśnia dr Richard Stephens. Naukowcy doszli do wniosku, że przeklinanie jest mechanizmem, który pomaga nam radzić sobie w stresujących sytuacjach i czyni nas bardziej odpornymi.

– Dorastając uczymy się różnych wyrazów tabu, jedne są bardziej cenzuralne, inne mniej. Używamy ich podczas pobudzenia emocjonalnego, dzięki czemu jesteśmy silniejsi – podkreśla ekspert. Warunek jest jeden – nie można przesadzać z wulgaryzmami. Jeśli wejdą w do naszego codziennego słownika, nie będą zmniejszać wewnętrznego napięcia.

Nie lubimy a robimy

Polacy nie lubią przekleństw, uważają, że to nie mieści się w społecznej normie. Aż 91 proc. respondentów w sondażu CBOS z 2013 roku przyznało, że ma poczucie, że przeklinanie to coś złego i razi ich, gdy inni używają niecenzuralnych słów. Tylko co 11 respondent (9 proc.) jest przyzwyczajony do przekleństw. Ta niechęć do wulgaryzmów nie idzie w parze z praktyką – do przeklinania przyznało się ośmiu na dziesięciu dorosłych Polaków (79 proc.). Dwie trzecie przeklinających robi to pod wpływem emocji, a jedna siódma włącza je do swoich wypowiedzi również po to, by coś mocniej i dosadniej wyrazić. Tylko co piąty badany (21 proc. ) w ogóle nie przeklina. Częściej przeklinają mężczyźni niż kobiety oraz młodsi niż starsi badani.

Najczęściej przeklinamy w trakcie spotkań towarzyskich (25 proc.) i w rozmowach w domu (23 proc.). Jedna szósta badanych przyznała, że przeklina w samotności, gdy nikt ich nie słyszy.

Gdy szef klnie

Do przeklinania w pracy przyznało się 23 proc. badanych Polaków. Dlaczego ludzie używają wulgaryzmów w miejscu pracy? Na to pytanie próbowała odpowiedzieć Amerykanka Danielle Paquette z „Washington Post”. Dziennikarka przebadała 1,5 tys. różnych pracowników z amerykańskich firm. Pytała ich o to, kiedy, dlaczego i jak często przeklinają. Na pytanie – „Czy klniesz w pracy regularnie” 66 proc. mężczyzn i 55 proc. kobiet odpowiedziało twierdząco. Dlaczego? 66 proc. pracowników stwierdziło, że przeklina, ponieważ robi to ich szef. Inne odpowiedzi były związane z wolnością słowa.
Używanie wulgaryzmów w pracy może być jednak ryzykowne. Jeśli w danej firmie nie ma zwyczaju przeklinania, panuje wewnętrzny regulamin określający normy współpracy, a pojawi się pracownik, który nadużywa niecenzuralnych słów – może się to dla niego skończyć karą. Zgodnie z art. 100 Kodeksu Pracy, można mu zarzucić łamanie zasad współżycia społecznego, co w konsekwencji może doprowadzić do upomnienia lub nagany.

Przekleństwa pomagają nam radzić sobie z trudnymi emocjami, redukują ból i ułatwiają relacje w pracy, ale aby zadziałały, muszą być na co dzień dawkowane bardzo oszczędnie, albo wcale.

Jeszcze gorsze konsekwencje przeklinania mogą spotkać osoby, które klną na ulicach. Zgodnie z artykułem 141 Kodeksu wykroczeń używanie nieprzyzwoitych słów w miejscach publicznych może nas kosztować nawet 1,5 tys. zł grzywny. Dotyczy to też umieszczania nieprzyzwoitych napisów lub rysunków w przestrzeni publicznej – choć w tym przypadku kara może być dotkliwsza – takie akty „twórczości” podpadają pod niszczenie mienia, czyli wandalizm. Takie sprawy określa art. 288 Kodeksu Karnego, zgodnie z którym „Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5″.

Motyla noga!

Przekleństwa pomagają nam radzić sobie z trudnymi emocjami, redukują ból i ułatwiają relacje w pracy, ale aby zadziałały, muszą być na co dzień dawkowane bardzo oszczędnie, albo wcale. Jak zatem odreagowywać codzienne troski tak, aby żyć w zgodzie ze sobą i nie ocierać się o wulgarność i chamstwo? Kościół katolicki nie ma indeksu przekleństw i słów zakazanych, nie kodyfikuje ich także prawo kanoniczne. Z pomocą przychodzi emerytowany biskup archidiecezji częstochowskiej Antoni Długosz, który parę lat temu opracował listę wulgaryzmów dla katolików – tych których można używać bez ograniczeń, a także tych zakazanych. Może dla niektórych brzmieć infantylnie, dla innych – bez sensu, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Plusy takiego rozwiązania są ogromne – nasi znajomi i przyjaciele nie będą musieli wysłuchiwać brzydkich słów, a my sami zwiększymy moc prawdziwych przekleństw, które mogą nam pomóc w ekstremalnych sytuacjach.

Dozwolone przekleństwa (z przymrużeniem oka):

– Psiakostka!
– Motyla noga!
– Kurza stopa!
– Piernik jasny!
– Kurczę blade!
– Kurtka na wacie!
– Do kroćset fur beczek!
– Na krowie kopytko!
– Krucze pióro!
– Kurczę pieczone!
– Kuchnia felek!
– Kurza melodia!

 

Katarzyna Kozak
Katarzyna Kozak
Dziennikarka. Interesuje się psychoonkologią i Wielką Brytanią. Uwielbia podróże, góry i Jurę Krakowsko-Częstochowską. Mieszka z mężem i kotem, nie do końca oswojonym.

Dodaj komentarz: