Jedenaste: nie obmawiaj. Zwłaszcza w pracy

Zazwyczaj zaczyna się niewinnie – od komentarza, że współpracownik ma zagracone biurko lub non stop słucha smooth jazzu. A potem może przybrać na sile, zniszczyć wizerunek i zatruć nawet najbliższe relacje w pracy.

Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe. Plotki w pracy. Fot. Trinette Reed | Stocksy United

Może się wydawać, że plotka integruje, redukuje lęk i sprzyja przepływowi informacji, ale to nieprawda. Krytykując innych, ich wady, dziwactwa, styl, pokazujemy jakimi jesteśmy i kim jesteśmy. Na dłuższą metę plotka niszczy środowisko pracy i reputację.

Papież Franciszek nazwał plotkę chorobą tchórzy. – To po prostu obdzieranie ze skóry, wyrządzanie komuś krzywdy. To tak, jakby się chciało umniejszyć drugą osobę (…), ten drugi staje się mniejszy ode mnie, a ja czuję się wielki – mówił papież. I oczywiście, rozsiewanie plotek to tchórzostwo. Zamiast rozwiązania problemu, stanięcia oko w oko z drugim człowiekiem, plotkarze rozsiewają niepokój. Zdrowiej dla atmosfery w pracy byłoby powiedzieć wprost do współpracownika, że dźwięk jego non stop dzwoniącego telefonu nas rozprasza. Zamiast tego narzekamy do kogoś innego. Słuchacz wyolbrzymia słowa i przesyła wiadomość dalej. Nieraz dochodzi do efektu głuchego telefonu, gdzie ostateczna wersja niewiele ma wspólnego z tym, co zostało powiedziane na początku. I zanim się zorientujemy, wizerunek kolegi w pracy został mocno nadszarpnięty.

Na plotce traci każdy

Socjolog Tim Hallet uważa, że plotka biurowa może być formą „wojny wizerunkowej”, która bardzo destrukcyjnie wpływa na atmosferę w pracy. W wywiadzie udzielonym „The New York Times” opowiadał o swoich dwuletnich badaniach nad tym zjawiskiem. Dr Hallet przyglądał się plotkom w szkole podstawowej, a dokładniej – śledził negatywny efekt sarkazmu, obmowy i innych negatywnych zjawisk wśród kadry pedagogicznej i personelu. – Plotka ma trzystopniowe działanie. Może zaszkodzić w równym stopniu temu, kto ją wypowiada, jak i słuchaczowi oraz osobie, o której mowa – podkreśla naukowiec.

Przekonała się o tym Carolyn, redaktorka, matka trójki dzieci, która przez kilka lat pracowała w niewielkim wydawnictwie w Chicago. Pewnego dnia dowiedziała się, że jej współpracowniczka powiedziała innym, że Carolyn zapłaciła za prywatną podróż z pieniędzy firmowych. Zanim wiadomość dotarła do niej, już wszyscy o tym wiedzieli. – Bardzo mnie to zraniło, czułam się wściekła – mówi Carolyn – Było kilka powodów, dla których koleżanka z pracy mogła puścić taką plotkę. Wiem, że zawsze chciała pracować na moim stanowisku – wspomina. I mimo że Carolyn była w stanie udowodnić, że zarzut jest nieprawdziwy, trudno jej było naprawić atmosferę w pracy. Co więcej, niby wszyscy wiedzieli, że to nieprawda, a jednak został jakiś niesmak i brak zaufania do Carolyn. Niedługo po tym, jak prawda wyszła na jaw, osoba, która rozsiała plotkę, opuściła firmę. Czy to, co zrobiła miało wpływ na jej odejście? Carolyn nie wie, wie natomiast, że plotka oddziałuje jeszcze przez długi czas. – Codziennie w pracy musiałam mierzyć się z tym, że zaufanie współpracowników do mnie było nadwyrężone. Musiałam również pamiętać, że nie mają powodu, aby mi nie ufać – wspomina Carolyn i podkreśla, że bardzo żałuje, że nie skonfrontowała się z osobą, od której wyszło pomówienie. – Bardzo chciałabym od niej wprost usłyszeć, dlaczego oskarżyła mnie o popełnienie przestępstwa.

Syndrom trójkąta

Becca, asystentka z Illinois była również ofiarą plotki biurowej, ale zdarzało się jej też obmawiać współpracowniczki. Kilka lat temu współpracowała z dwiema kobietami i zawsze, kiedy spotkała się z jedną z nich, plotkowały o trzeciej. – Czułam się okropnie, gdy zdałam sobie sprawę, że kiedy są razem, a mnie z nimi nie ma, to mówią o mnie w taki sam sposób, jak ja z każdą z nich o tej, której nie ma – wspomina Becca. – Dzisiaj staram się załatwiać wszystkie sprawy bezpośrednio i unikam podobnej trójkątnej konfiguracji – dodaje.

Plotka może doprowadzić nawet do porzucenia pracy. Lynn, asystentka lekarza w Rhode Island odeszła z firmy, bo musiała uciec od toksycznej atmosfery. Miała dosyć spekulacji współpracowników na temat życia seksualnego kolegi, lekceważenia innych osób w firmie i komentarzy o tym, jak kto wygląda. – Część tych uwag była bardzo niestosowna. Uważam, że takie plotki mogą zniszczyć czyjąś karierę zawodową – podkreśla. Lynn opowiada, że było to dla niej tak obciążające, że odeszła z pracy i potem przez kilka lat nie szukała nowej. – Można powiedzieć, że ta cała sytuacja wywołała u mnie zespół stresu pourazowego – mówi. Teraz pracuje w firmie, gdzie panują zdrowe relacje i nikt nie pozwoli sobie na obmawianie innych za plecami.

Ofiarą plotki była również Ewelina, zatrudniona w dużej warszawskiej korporacji. – Jedna z moich koleżanek nie mogła znieść, że przez kilka miesięcy pod rząd otrzymywałam najwyższe premie za wyniki. Trudno było jej sobie wyobrazić, że był to efekt mojej ciężkiej pracy. Puściła więc plotkę, że mam romans z szefem – wspomina Ewelina. Opowiada, że pewnego dnia wychodząc z biura szefa zobaczyła dziwne uśmieszki innych kolegów z biura, a kiedy przechodziła korytarzem, rozmowy milkły. Minęło jeszcze parę tygodni, zanim zorientowała się, o co chodzi. – Poczułam się okropnie, to było dla mnie bardzo krzywdzące. Tym bardziej, że jestem dwa lata po ślubie, mam cudownego męża i dziecko. Z przełożonym mam bardzo dobry kontakt i nigdy nie przeszłoby mi przez głowę, żeby wikłać się w inne relacje – opowiada wzburzona kobieta. Następne trzy miesiące w pracy były koszmarem. Każdy sukces zawodowy był szeroko komentowany w kuluarach. – Wszystko było interpretowane jako bonus od kochanka, a nie wynik mojej pracy. Wreszcie miałam tego dosyć. Zaczęłam szukać innej pracy i złożyłam wypowiedzenie. Szef omal nie spadł z krzesła, jak mu je wręczyłam, poprosił, żebym się wstrzymała jeszcze tydzień – wspomina. Nie miał pojęcia o plotce. Kolejne spotkanie działu przeprowadził z każdym indywidualnie. – Nie wiem, co im nagadał, ale od tej pory atmosfera w pracy zaczęła powoli wracać do normy. Nigdy nie było tak jak wcześniej, ale dało się pracować – mówi Ewelina.

Dlaczego plotkujemy?

Piotr Gajdziński w swojej książce „Imperium plotki, czyli amerykańskie śniadanie z niemowląt” wyróżnia trzy podstawowe motywacje plotkowania. Pierwszą z nich jest pustka wewnętrzna, związana z monotonią życia, w którym nie dzieje się nic ciekawego. Plotka w tym przypadku wypełnia nudę, dzięki niej plotkarze ubarwiają swoje życie. Kreują siebie najczęściej na osoby dobrze poinformowane, które wiedzą wszystko o wszystkich. Mamy tutaj do czynienia z tzw. mechanizmem podczepienia, polegającym na życiu sprawami innych ludzi, zamiast własnymi.

Drugą motywacją plotki jest wrogość i nienawiść w stosunku do obmawianej osoby. Autorowi plotki towarzyszy zawiść, a plotka pozwala mu wyładować negatywne emocje. Plotka ma tutaj działanie oczyszczające – plotkarz przeżywa swoiste katharsis. Jest sędzią, który w nieprzychylny sposób wypowiada się na temat innych. Dzięki temu czuje się lepszy od pozostałych.

Kolejny mechanizm plotki wyróżniony przez Gajdzińskiego to treść plotki, związana z osobowością plotkującego. Obmowa stanowi tutaj projekcję własnych myśli i stłumionych emocji. Mówi bardzo wiele o autorze pomówienia, który zazwyczaj krytykuje u innych to, co postrzega u siebie jako słabość.

Zaangażowanie się w plotki może sprawić, że poczujemy bliskość z rozmówcami, albo że jesteśmy lepsi od pozostałych. Jednak prawda jest taka, że niszczenie wizerunku innych osób jest bardzo niebezpieczne. Najlepiej zdusić plotkę jeszcze w zarodku, odejść od osób, które plotkują lub zasugerować zmianę tematu, albo konfrontację z ofiarą pomówienia.

Jennifer Grant
Jennifer Grant
Pisarka, dziennikarka, aktywna na chicagowskiej scenie literackiej. Mama czworga nastolatków, żona Davida, zapalonego rowerzysty. Znajdź ją online: jennifergrant.com.

Dodaj komentarz: