Jak zaprzyjaźniłam się z lesbijką wychowującą trójkę małych dzieci

Jestem katoliczką. Jako młoda matka zaprzyjaźniłam się z inną młodą matką. Z lesbijką, żyjącą w homoseksualnym związku. Ta przyjaźń umocniła mnie w wierze – pisze Christina Kleehammer, amerykańska blogerka i dziennikarka.

Fot. Hero Images | Getty Images

Kiedy urodziłam moje pierwsze dziecko, miałam już kilka znajomych matek, przede wszystkim z grupy mam w naszej parafii. Tak się złożyło, że ich dzieci były już starsze, więc ich doświadczenie pomogło mi wejść w nową dla mnie rolę. Ale brakowało mi kontaktu z mamami niemowlaków, takich jak mój synek. Znajomych, z którymi mogłabym pogadać o problemach z karmieniem piersią, kolkach, nieprzespanych nocach, ale także o tych wspaniałych chwilach, kiedy twoje dziecko po raz pierwszy odwzajemni twój uśmiech. Szukając takiego wsparcia, znalazłam w sąsiedztwie grupę mam, które właśnie dopiero co urodziły swoje dziecko. Była to bardzo zróżnicowana grupa kobiet, pochodzących z różnych środowisk, każda z nas miała własne poglądy i przekonania. To, co nas łączyło, to te małe stworzenia, które w podobnym momencie pojawiły się na świecie i w naszym życiu. Dzieliłyśmy te same doświadczenia. Zmagałyśmy się z emocjami rozchwianymi poporodową burzą hormonów. Razem było nam łatwiej zaakceptować, że nasze ciała po ciąży nie są już takie same, tu i ówdzie przybyło kilku kilogramów i ulubione dżinsy nie leżą już tak świetnie jak rok temu.

Jedną z mam, którą wtedy poznałam, była lesbijka, żyjąca w homoseksualnym związku.

Od początku naszej znajomości, która przerodziła się później w przyjaźń, towarzyszyło nam jedno ważne zdanie: nie zawsze się zgadzamy, ale… Wypowiadałyśmy tę frazę wiele razy, bo ja jestem katoliczką i staram się żyć według moralnych wskazań mojej wiary, a Reese jest lesbijką, wychowującą w homoseksualnym małżeństwie trójkę małych synków. Było więc oczywiste, że w wielu sprawach zupełnie się nie zgadzałyśmy. Ale…

Obie zmagałyśmy z wiszącymi godzinami przy piersi niemowlakami, obie na wpółprzytomne wstawałyśmy nocami do płaczących dzieci. Obie poznałyśmy doświadczenie trudnego połogu, kiedy wyobrażenia o słodkim maluszku śpiącym w kołysce brutalnie rozbijają się o twardą rzeczywistość nieprzespanych nocy. Był to dla mnie, młodej matki, bardzo trudny okres. Wyrzucałam sobie, że jestem złą matką, bo moje macierzyństwo nie było takie jak sobie idealistycznie (i naiwnie) wyobrażałam podczas dziewięciu miesięcy oczekiwania na upragnione dziecko. Starsza i bardziej doświadczona Reese okazała mi wiele wsparcia. Nauczyła mnie większej wyrozumiałości i cierpliwości nie tylko dla mojego małego synka, ale przed wszystkim dla mnie samej.

Pomogła mi też w wielu przyziemnych sprawach. Obie jesteśmy fankami noszenia dziecka w chustach, a Reese nauczyła mnie jak zakładać nosidełko na plecy, co było znacznie wygodniejsze i zdrowsze dla mojego kręgosłupa. Wierzcie mi, zawiązanie chusty z niemowlakiem na plecach to nie jest łatwa sztuka!

Znalazłyśmy też inne wspólne tematy. Ostatnio okazało się, że obie jesteśmy zdegustowane poziomem kampanii prezydenckiej w USA. Kiedy napisałam na moim blogu o zniechęceniu polityką, od razu dostałam mail od Reese: Moja droga, nie zawsze się zgadzamy, ale tym razem myślę zupełnie tak samo jak ty. Pomyślelibyście kiedyś, że katoliczka i lesbijka mogą w podobny sposób myśleć o polityce?

Dobierając sobie przyjaciół, nie róbmy z innych wrogów

Społeczeństwa w dzisiejszym świecie stają się coraz bardziej różnorodne. Chcąc nie chcąc, musimy się odnaleźć w wielu sytuacjach i relacjach, które potencjalnie mogą być źródłem napięć i trudności. Niektórzy ludzie w takich razach reagują wycofaniem i odcinają się od osób, które mają inne poglądy, wyznają inną religię, czy prowadzą inny styl życia. Często wydaje nam się, że w sytuacji konfrontacji z ludźmi o innych przekonaniach powinniśmy zewrzeć szeregi, by nie dopuścić wrogów do naszego bezpiecznego świata.

Prowadzi to podziałów, do tworzenia grup „my” i „oni”. Zaczynamy dzielić ludzi według jednowymiarowych kategorii. Przypinamy im etykiety i myślimy o nich jak o abstrakcyjnych konceptach należących do równie abstrakcyjnej grupy jakichś ,,onych” czy ,,tamtych”. Tymczasem to żywi ludzie, o złożonych tożsamościach, posiadający tak jak my wrażliwe dusze.

Moim zdaniem, najlepszym sposobem, by przezwyciężyć te wzajemnie izolujące i odczłowieczające podziały, jest budowanie szczerych relacji pomiędzy konkretnymi ludźmi. To pozwoli uniknąć etykietowania i stygmatyzowania osób, które spotykamy w codziennym życiu.

Jako katoliczka nie rezygnuję przy tym z perspektywy mojej wiary. Proponuję jednak, by skoncentrować się na tym, co jest jej istotą. Istotą relacji z drugą osobą. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że zasadą chrześcijańskiej moralności jest przekonanie, że każda ludzka osoba ma swoją godność, bowiem: Godność osoby ludzkiej ma podstawę w stworzeniu jej na obraz i podobieństwo Boże”.

Jeśli przyjmiemy tę prawdę, to powinniśmy się nią kierować w relacjach z każdym człowiekiem. Każde spotkanie powinno się rozpoczynać od uznania, że drugi człowiek jest wartością. Nie od etykiety „jesteś zły”, ale od stwierdzenia, że ,,jesteś kochany przez Boga, który Cię stworzył. Dostrzegam w Tobie Boże podobieństwo. I ponieważ Bóg Cię kocha, ja również.

W Katechizmie czytamy również, że każdy człowiek Zachowuje pragnienie dobra, ale jego natura nosi ranę grzechu pierworodnego.

Człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z tego też powodu całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna, między dobrem i złem, między światłem i ciemnością.

Ta prawda dotyczy nas wszystkich. W takim samym stopniu mojej przyjaciółki, Reese, jak i mnie oraz wszystkich innych przedstawicieli ludzkiego gatunku. Dobre skłonności przenikają się z ciemniejszymi dążeniami naszej ludzkiej natury.

Nauka Katechizmu pozwala mi popatrzeć na moje relacje z innymi ludźmi w nowym świetle. Ludzie różnią się między sobą, ale mają też wiele wspólnego. Dlatego w przyjaźni szukam tego, co wspólne i staram się koncentrować na dobrych cechach moich przyjaciół.

Bardzo trafnie ujęła to amerykańska poetka Maya Angelou. W wierszu ,,Rodzina ludzka”, napisała: ,,Bardziej jesteśmy do siebie podobni niż niepodobni, moi drodzy”.

Wiara bez wyzwań nie może być żywa

Czy moja przyjaźń z Reese była zawsze zgodna i harmonijna? Czy nie zdarzały nam się spięcia, chwile pełne zakłopotania czy niezrozumienia? Przeciwnie. Staramy się jednak szczerze rozmawiać o tym, co nas dzieli. Każda taka rozmowa wymaga dojrzałości, szacunku, odwagi i wyrozumiałości po obu stronach. Nasza przyjaźń nie jest łatwa, ale jest warta wysiłku w przezwyciężaniu napięć, które się nieuchronnie pojawiają.

Myślę, że prawdziwą przyjaźń można porównać z żywą wiarą. Wyzwania, przed którymi stajemy, mogą być okazją do umocnienia i pogłębienia zarówno naszej wiary, jaki i przyjaźni. Każda trudność, którą uda nam się pokonać, sprawia, że lepiej rozumiemy w co wierzymy i jakie są podstawy naszej wiary. Podobnie jest z przyjaźnią.

Uważam, że życie zgodnie z zasadami, jakich naucza katolicka teologia ciała, jest absolutnie do pogodzenia z okazywaniem dobrej woli tym, którzy tych zasad nie podzielają. Obie te postawy, życie zgodne z zasadami wiary i życzliwość dla innych, mają swoje źródło w tym samym miejscu: w Bożym sercu. I obie są możliwe do osiągniecia jedynie z Bożą pomocą.

Przekażmy sobie znak pokoju

Nasze maleństwa, dzięki którym zaprzyjaźniałam się z Reese, urosły i zmieniły się w pełne energii dwulatki, których energia uniemożliwiała długie, spokojne rozmowy. Później Reese wraz ze swoją rodziną przeprowadziła się do innego stanu. Staramy się jednak utrzymać ze sobą kontakt, co na szczęście w czasach Internetu i portali społecznościowych, nie jest to bardzo trudne.

Kiedy kilka miesięcy temu szaleniec otworzył ogień w gejowskim klubie w Orlando na Florydzie, zabijając 43 osoby, natychmiast skontaktowałyśmy się ze sobą. Reese pisała, jak głębokim wstrząsem była masakra w Orlando dla społeczności LGBT.

Jest mi bardzo przykro, odpisałam, jak w tej sytuacji mogłabym Ci pomóc?

,,Twoje współczucie jest dla mnie ważne” , odpowiedziała moja przyjaciółka Nie zawsze się zgadzamy, ale wiem, że mogę liczyć na twoją wrażliwość.

Powiedziałam: Wiesz, że jesteście dla mnie ważni, Ty i Twoja rodzina. Nasza przyjaźń była dla mnie wyzwaniem. Zmusiła mnie do postawienia mojemu Bogu wielu pytań. Dzięki tej przyjaźni moja wiara jest bardziej dojrzała, a ja nauczyłam się, że mogę jednocześnie szanować własne religijne przekonania i szanować innych ludzi. Jestem Ci za to bardzo wdzięczna. Chcę, żebyś wiedziała, jak jest mi przykro, że twoja społeczność pogrążona jest w bólu.

Ja też, odpowiedziała Reese, dołączając ,,śmieszka”.

Jesteśmy z Reese nadal w kontakcie, wymieniamy emaile i posty na FB. Do większości, choć nie do wszystkich, dołączamy uśmiechniętą ikonkę.

Christina Kleehammer
Christina Kleehammer
Żona, mama, dziennikarka telewizyjna. Autorka książki "Catholics on Spotlight."

Dodaj komentarz: