Hipster Katoliczka: Historia (nie)jednej toksycznej znajomości

Kim jest toksyczna osoba, dlaczego wydaje się silna i jak sobie poradzić, kiedy stajemy się jej ofiarą?

Fot. Marek Straszewski

Zaczyna się bardzo niewinnie. Często sympatycznie. Ale w pewnym momencie zaczynasz źle się czuć. Druga osoba okazuje ci niechęć, bagatelizuje twoje słowa, podkreśla swoją wyższość. Jesteś wierzący i dzielnie to znosisz. Wybaczasz, dajesz kolejne szanse, nie wspominasz kolejnych złośliwych uwag. Wierzysz, że po prostu coś źle zrozumiałeś.

Mijają tygodnie, a kolejne gesty, zachowania i słowa tej osoby są coraz bardziej cyniczne. Czasem jest miła i masz ochotę zwierzyć się jej, porozmawiać i zbudować relację od początku. Ale zaraz potem spojrzy na ciebie z wyższością, albo kąśliwie podsumuje coś dla ciebie ważnego. Nigdy nie wiesz czego się po niej spodziewać.

Zła wiadomość

Zastanawiasz się, co z tobą nie tak. Może naprawdę jesteś kiepski? Może ta osoba czuje się dużo bardziej wartościowa od ciebie? Może ma cię dość? Ale w takim razie… dlaczego sama zagaduje, podtrzymuje kontakt, a kiedy się od niej odsuwasz, daje ci do zrozumienia, że “jej przecież zależało”?

W końcu, kolejny raz doprowadzony do palpitacji serca, załamany i poniżony, bo “ta osoba” znów wyszydziła cię przy znajomych, zaczynasz mieć serdecznie dość jej obecności. Rzeczywistość bez jej niepokojącego spojrzenia wydaje ci się rajem na ziemi. Ale wciąż wierzysz, że ona wreszcie zrozumie. Że się znudzi. Że da ci spokój.

Mam dla ciebie złą wiadomość: to się samo nie skończy.

Dlaczego?

Trafiłeś na toksyczną osobę, która czerpie siłę i buduje swoje poczucie wartości deprecjonując ciebie. Czegoś ci zazdrości, czegoś jej brakuje, a nie jest na tyle dojrzała, żeby zrozumieć i zweryfikować swoje emocje i motywacje.

Ja byłam w tym miejscu jakieś osiem razy – w rodzinie, w szkole, na studiach, w zespole. Zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak? Dlaczego ktoś upatrzył sobie akurat mnie? Czy jest we mnie jakiś irytujący gen? Jakim cudem mimo, że sama nikogo nie oceniam i lubię ludzi, ktoś tak bardzo mnie nie cierpi? Aż wreszcie zobaczyłam tą sytuację z innej perspektywy.

“Silny” narcyz kontra wrażliwiec

Osoba, która uderza w ciebie na każdym kroku, podkreśla twój brak wartości, wynosi się (często wręcz w bardzo przesadzony sposób), to osoba, która z czymś sobie nie radzi. Choć nie zawsze ma tego świadomość. Nie rozumie uwag albo nie chce ich przyjąć. Zawsze odbiera je jako atak. Często to osobowość narcystyczna, wypierająca swoje kompleksy, przerzucająca winę za swoje niepowodzenia na innych. Czująca permanentną potrzebę wydawania się najbardziej wartościową, atrakcyjną i ważną w grupie.

Ale niech nie zmylą cię pozory. Mimo zewnętrznej maski “silnej” i “bezwzględnej” osoby, gdzieś w środku (choć nie zawsze jest tego świadoma) potrzebuje sama poczuć się wartościowa, atrakcyjna i ważna. Walczy o to tak jak potrafi – a potrafi to robić bierną agresją.

Spotkanie z taką osobą jest bardzo trudne i przykre. Nie tylko dlatego, że jesteśmy przez nią bezzasadnie i niesłusznie poniżani i dyskredytowani. Ale także dlatego, że widzimy człowieka, który nie radzi sobie z tym, kim jest.

Jak postawić granicę?

Na studiach byłam w grupie z osobą, której trudno było zaakceptować moje ambitne plany, a potem sukces (okupiony ogromną pracą, ale osoba taka nie patrzy na sytuację racjonalnie, stara się ją tłumaczyć w kluczu, w którym to ona jest poszkodowana). Bardzo często – w czasie zajęć i spotkań, szeptała do mnie bardzo złośliwe uwagi. Kiedy rozmawialiśmy w gronie znajomych, podważała każde moje zdanie i szydziła z niego. Miała ewidentną potrzebę dyskredytowania każdej mojej wypowiedzi. Sugerowała znajomym, że wszelkie moje osiągnięcia to wynik oszustw.

Pewnego wieczoru, kiedy kolejny raz doprowadziła mnie do załamania nerwowego i płaczu, z którego długo nie mogłam się uspokoić, powiedziałam sobie: basta. I przestałam się do niej odzywać.

Zaczęłam konsekwentnie i bardzo wyraźnie ją ignorować. Nie widziałam jej, nie słyszałam, nie reagowałam na jej liczne zaczepki. Po jakimś czasie, kiedy kolejny raz pytała mnie, o co mi w ogóle chodzi, odparłam tylko: “domyśl się”.

Już nigdy się nie spotkałyśmy, ale do dziś pamiętam paniczny lęk tego pierwszego dnia milczenia. Nie jestem ideałem, ale wrażliwość, empatia i życzliwość to moje mocne strony. Jestem miła dla ludzi i lubię to. Wtedy pierwszy raz w życiu postawiłam zdrową granicę: granicę szacunku do siebie samej.

To jedna z kilku moich toksycznych znajomości. Od tego czasu każdą kolejną ucinałam. I wiecie, co? Wokół mnie zaczęli się pojawiać dobrzy, mądrzy i pozytywni ludzie.

Dziś mam cudownych przyjaciół, życzliwych i otwartych znajomych, w rodzinie jesteśmy spokojni i ufni wobec siebie. W moich relacjach wreszcie czuję się bezpieczna. I nie jest to nic “nadzwyczajnego”. To normalny skutek stosowania między sobą prostej zasady: szanuj bliźniego swego, jak siebie samego.

Czy to uczciwe?

Zmierzenie się z toksycznym człowiekiem to kosmos i ogromne wyzwanie, ale też walka o swoją godność i prawo do siebie. Ale są różne stopnie toksycznych relacji. Ich uzdrawianie zawsze warto zacząć od rozmowy, tłumaczenia problemu, prośby o zmianę zachowania. Ale kiedy nic nie skutkuje, a nasz stan emocjonalny to dziurawy żagiel na wietrze humorów innej osoby, trzeba postawić granicę. Z miłości do życia, które dał nam Bóg.

Taka postawa to jasny komunikat: nie toleruję twojej postawy. Nie toleruję pomiatania innymi ludźmi, szydzenia z nich, poniżania. Pozwalanie komuś na zawładnięcie twoim życiem jest krzywdą dla ciebie, ale też dla niego – bo wciąż żyje w fałszywym przeświadczeniu, że takie metody budowania swojego poczucia własnej wartości są dopuszczalne.

“Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie!” – mówi Mądrość Syracha (zob. Syr 2, 1-11). Zgodnie z nią należy zachować spokój serca, być cierpliwym i nie tracić równowagi. Przylgnąć do Boga. Zły z każdej strony szuka w nas luk. Warto badać, czy jedną z nich nie jest nasza pobłażliwość. Ona wcale nie jest okazywaniem miłości. Ona jest wyrazem lęku.

Dbanie o siebie, swój rozwój, dojrzałość emocjonalną i duchową, to bardzo uczciwe podejście. Zawsze.

Jola Szymańska Hipster Katoliczka
Jola Szymanska
Z-ca red. naczelnej Magazynu For Her i autorka bloga hipsterkatoliczka.pl. Z wykształcenia prawnik i muzyk. Relaksuje ją kaleczenie sonat Beethovena na pianinie, brytyjski YouTube i... modlitwa.

Dodaj komentarz: