Jak krytykować po Bożemu?

Jak krytykować, żeby nie musieć się z tego spowiadać? Kilka słów o (pobożnych) dyskusjach.

Fot. Monsuno | Stocksy United

Każdy ma granice swojej cierpliwości. Całkiem niedawno się do nich zbliżyłam. W komentarzach pod jednym z filmów ktoś konsekwentnie powtarzał kłamstwa i uproszczenia, wmawiał innym nieprawdę. To strasznie przykre, kiedy chrześcijanin oczernia, obśmiewa lub szydzi z drugiego, ale… utwierdza mnie to w kilku wnioskach.

Bo opracowałam plan ratunkowy, na wypadek wyprowadzenia się z równowagi. Szczególnie w internecie.

1. Odpowiedz sobie: co cię wkurza

Nie zawsze udaje mi się zamknąć komputer na czas. Szczególnie, gdy ktoś uderza w moich przyjaciół, szydzi z czegoś, co jest dla mnie ważne, albo wylewa na mnie w internecie wiadro zła, z którym nie mam nic wspólnego. Ale życie to jedna wielka lekcja Jezusowego odpłacania dobrem na zło. Dlatego, zanim coś napiszę, zastanawiam się po co i dlaczego chcę coś skrytykować. I co mnie tak naprawdę zdenerwowało.

Czasem widzimy w ludziach z internetu cyborgi sukcesu. Kto nie zazdrości Krzysztofowi Gonciarzowi czy o. Szustakowi popularności, fajnego życia? No, mało kto. Dlatego ludzie tak bezrefleksyjnie w nich uderzają. Złośliwość i szyderstwo to najbanalniejszy wyraz bezsilności. Im bardziej jest agresywny, tym bardziej smutny. Przypominam sobie o tym, kiedy ktoś bardzo stara się dopiec drugiemu, a na usta ciśnie mi się soczysta riposta.

2. Zakładaj dobre intencje

Nie jesteśmy w stanie dociec prawdy i zbadać serca każdego człowieka. Nie łudzę się, że przeczytanie całej twórczości danej osoby da mi pewność co do jej intencji. Ale wiecie co, to nie jest dla mnie ważne. Zakładam, że autor chciał dobrze, bo chcę otwierać się na ludzi. Nawet, jeżeli ich nie rozumiem.

Bo jest wielu chrześcijan, których nie rozumiem. Mam wrażenie, że żyjemy w różnych rzeczywistościach, ale zwyczajnie to szanuję. Bo nikt nie ma obowiązku spełniać moich oczekiwań. Chcę uwalniać się od irytacji, szyderstw i spiskowych teorii. I chociażby świat w mojej głowie był lepszy niż ten w realu, to nie szkodzi. Wolę kochać niż się wymądrzać i tracić czas na komentarze.

3. Zrób sobie dzień oddechu

Jeżeli ktoś naprawdę wyprowadzi mnie z równowagi, mówię do siebie: “Policja! Przyjeżdżajcie szybko na Facebooka!”. Wyobrażam sobie tą Policję i całe dochodzenie, i chce mi się śmiać. Bezsensowność wielu internetowych wypowiedzi, uwag, złośliwości jest tak rażąca, że trudno brać je poważnie.

Ale jeszcze lepiej od humoru pomaga mi czas. Wyłączenie komputera, spojrzenie w okno, weekend poza domem. Z tej perspektywy głupi komentarz naprawdę nie ma znaczenia.

4. Napisz prywatną wiadomość

Jeżeli ktoś komentuje publicznie, sypiąc sarkazmem i złośliwością, trudno zakładać, że chodzi mu o dobro drugiego człowieka. Dlatego, jeżeli naprawdę trudno nam przełknąć czyjąś wypowiedź, warto napisać do niego prywatnie. I wyjaśnić sprawę bez publiki. I bez igrzysk na kontrargument. To nieco ambitniejsza, ale jedyna skuteczna droga do zrozumienia się nawzajem i wybaczenia sobie. Bo przecież o to powinno nam chodzić.

5. Bądź merytoryczny i otwórz się na własny błąd

Ale jeżeli już piszesz… Nigdy nie kłam, nie naginaj faktów i nie używaj ogólników. Pisz konkretnie, jasno, prosto. Napisz o swoich odczuciach i obawach. Powiedz, dlaczego piszesz i kim jesteś. Wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy wciąż się uczą. I naprawdę zdecydowana większość z nas chce dobrze.

Dopuść też możliwość, że możesz nie mieć racji. Że może kogoś błędnie oceniłeś. Że czyjś styl ci nie odpowiada, ale bardzo odpowiada innym. To fajne! I rozwijające. Także duchowo. Bo uwalnianie się od złości i poczucia wyższości to prosta droga do Boga.

A jeżeli to druga strona cię bagatelizuje, zwyczajnie odpuść. Może jeszcze nie dorosła. Może ma trudny dzień. Bądź wolny i zwyczajnie jej wybacz.

6. Nie obserwuj ludzi, którzy cię irytują

Jeżeli zaczniemy od tego punktu, istnieje duża szansa, że pozostałe nie będą nam potrzebne. Wiem to, bo kilka miesięcy temu przeczyściłam listę stron, które obserwuję. Zostawiłam tylko te, które są pozytywne, przedstawiają treści, które mnie ubogacają i nie burzą mojego pokoju wewnętrznego. Wciąż czasem ktoś podeśle mi link do artykułu, którzy przyprawi mnie o zawał, ale na codzień odcinam się od newsów, szoków, podejrzeń i mediów, które chcą mi sprzedać biało-czarną rzeczywistość.

Szkoda mi życia na złość. Naprawdę mam z kim rozmawiać i z kim budować, nie muszę przekonać całego internetu, że jestem ważna. Nie chcę żyć przecież “z internetem”. Chcę żyć z Bogiem.

Mam nadzieję, że mój plan ratunkowy będzie się rozwijał i doskonalił. Dodacie do niego własne punkty?

Jola Szymańska Hipster Katoliczka
Jola Szymanska
Z-ca red. naczelnej Magazynu For Her i autorka bloga hipsterkatoliczka.pl. Z wykształcenia prawnik i muzyk. Relaksuje ją kaleczenie sonat Beethovena na pianinie, brytyjski YouTube i... modlitwa.

Dodaj komentarz: