Szymon Kloska. Encyklopedie, leksykony dla dzieci

Książki, które warto podsunąć dzieciom. Krótki przewodnik po kompendiach wiedzy dla najmłodszych.

Ilustracje Agaty Dudek pochodzą z książki "Alfabet polski". Wydawnictwo: Muchomor

„Nie męcz mamy i taty pytaniami co znaczy: legumina, ambaras, rokoko…” – tak zaczyna się pieśń pochwalna na cześć encyklopedii śpiewana swojego czasu przez Miki Mola. Tu wyjaśnienie: Miki Mol to mały bohaterski robaczek, stworzony przed laty przez Ryszarda Antoniszczaka, który promował czytelnictwo w czasach, gdy jego upadek jeszcze nie był tak oczywisty jak dziś. Czasy się zmieniły, ale w dalszym ciągu encyklopedia pozostaje podstawowym źródłem wiedzy o świecie i znaleźć w niej można odpowiedzi na wszystko, przynajmniej jak ma się lat mniej niż naście.

Polski rynek książki dziecięcej ostatnimi czasy opanowuje tzw. non-fiction. I to są książki najróżniejszej proweniencji, no bo nie tylko biografie Messiego (czego można by się spodziewać) czy historia mody (co też jakoś mieści się w naszym wyobrażeniu o tym, co mogą czytać dzieci), ale też np. biografia Artura Schopenhauera. To, co dziwi dziwić nie powinno, dzieciaki wiedzą dziś więcej i wcześniej niż kiedyś, nawet jeżeli jest to wiedza chaotyczna i niepełna. Dość dobrym sposobem na jej uporządkowanie są od pewnego czasu, tj. od oświecenia włącznie, encyklopedie, leksykony i inne kompendia. Tu też nastąpiła pewna zmiana dość istotna, a mianowicie chyba nigdy teksty tego typu adresowane do najmłodszego czytelnika nie powstawały tak licznie i z tak pełną świadomością możliwości i potrzeb odbiorców.

O.G.R.Ó.D
Tekst: Ewa Kołaczyńska, Ilustracje: Adam Wójcicki, Wydawnictwo: Dwie Siostry
O.G.R.Ó.D
O.G.R.Ó.D

Zobacz wszystkie zdjęcia

Kiedy to się wszystko zaczęło? Trudno stwierdzić. Na pewno istotnym momentem przełomowym była publikacja książki pt. D.O.M.E.K. stworzonej przez małżeństwo Mizielińskich, którzy od tego czasu stali się międzynarodowymi gwiazdami literatury dziecięcej z książkami tłumaczonymi od Chin po Stany Zjednoczone. Po latach otrzymujemy kolejny już tom z serii, a mianowicie Olśniewające Grządki i Rabatki Ówczesne i Dzisiejsze czyli O.G.R.Ó.D. Ewy Kołaczyńskiej (tekst) i Adama Wójcickiego (ilustracje). Ta książka to po prostu katalog kilkudziesięciu najciekawszych ogrodów świata ze wskazaniem na te najdziwniejsze, wykonana z poszanowaniem założycielskiego pomysłu Mizielińskich – tzn. duże ilości treści przekazane są za pomocą ciekawych rozwiązań ikonograficznych. O tych książkach wystarczy powiedzieć jedno – dzieci nie są w stanie się im oprzeć. To ten typ lektury, do której się wraca i wraca, kartkując aż do rozpadnięcia grzbietu i totalnego rozkładu książki, co – mimo solidnego wykonania – jest możliwe, widziałem na własne oczy.

Jak zdobyć nagrodę Nobla?
Tekst: Katarzyna Radziwiłł, Ilustracje: Daniel de Latour, Wydawnictwo: Muchomor
Jak zdobyć nagrodę Nobla?
Jak zdobyć nagrodę Nobla?

Zobacz wszystkie zdjęcia

Kolejny leksykon, na który warto zwrócić uwagę to Jak zdobyć nagrodę Nobla? Katarzyny Radziwiłł. Dzieci, jak wiadomo, mają skłonność do krańcowych stopni przymiotników, wszystko musi być „naj”: czy to najmniejsze czy największe – nie ma znaczenia. Nobel pasuje jak ulał. To nagroda największa, najbardziej znana i najważniejsza. Aż dziw, że nikt nie wpadł na ten pomysł wcześniej. Z tym, że ta książka to więcej niż katalog i zbieranina mistrzów. Najpierw jest kilka stron poświęconych samej nagrodzie i jej historii. To wbrew pozorom jest kluczowe, dzieci wszak bardzo często w swoich planach mają nie tylko prezydenturę RP czy podróże kosmiczne, ale Nobla właśnie. I jak biedny rodzic, najczęściej o skromniejszych ambicjach, ma odpowiedzieć na oczywiste pytanie: co trzeba zrobić żeby dostać Nobla? Teraz wszystko jasne, wystarczy sięgnąć po książkę Katarzyny Radziwiłł.

Mniej więcej w tym samym czasie i w tym samym wydawnictwie, wyszedł Alfabet polski Anny Skowrońskiej. Muszę przyznać, że w pierwszym odruchu nie wzbudziła mojego entuzjazmu, a po lekturze kilku haseł miałem wrażenie, że napisane są one zbyt poważnie. Szybko się okazało, za sprawą ingerencji dzieci oczywiście, że popełniłem najpowszechniejszy i najbardziej oczywisty błąd z możliwych, to jest bezczelnie przyłożyłem swoją miarę do książki adresowanej do dzieci. Na usprawiedliwienie mogę dodać tylko, że nie była to moja miara w sensie ścisłym, a raczej moje wyobrażenie o oczekiwaniach dziecięcego czytelnika. Po pierwsze pomyślałem: aha, już widzę jak dzieci rzucają się na leksykon traktujący o Polsce, to musi być coś egzotycznego (a są takie rzeczy np. testowana z powodzeniem książka Zofii Fabianowskiej-Micyk o Japonii). Nic bardziej mylnego. Dzieci wszystkie i bez wyjątku są naturalnymi patriotami, co sprawia, że opowieści o Polsce są dla nich po prostu atrakcyjne. Co prawda ta Polska bardzo często zlewa się z innymi płaszczyznami swojskości – tj. rodzinne miasto, gmina, czy nie daj Bóg województwo. Wszyscy przecież znamy te dylematy – czy Polska leży w Warszawie czy na odwrót. Niezależnie od topograficzno-administracyjnych dylematów, poznawanie tego co „nasze” jest dla dzieci bezsprzecznie ciekawe i ważne, tym lepiej, jak się okazuje, że części składowe tej naszości są tak różnorodne i nieoczywiste, jak w tym wypadku. Skowrońska nie rezygnuje z tego, co oczywiste, a więc i musowe, są więc tu Andrzejki, Fortepian Chopina, Lany Poniedziałek, Wawel, Wisła i Zamość. Sporo tu też kobiet i to takich, z którymi jest po co i dlaczego się utożsamiać, mamy więc zamiast Marysieńki Olgę Boznańską i zupełnie współczesną Gosię Baczyńską. Co ciekawe, czasem ich postacie są przedstawione w sposób nieoczywisty: na przykład Wisława Szymborska jest wprowadzona za pomocą hasła o limerykach.

Alfabet polski
Tekst: Anna Skowrońska, Ilustracje: Agata Dudek, Wydawnictwo: Muchomor
Alfabet polski
Alfabet polski

Zobacz wszystkie zdjęcia

Jednym z moich absolutnych faworytów jest leksykon Grzegorza Kasdepke 45 puknięć w głowę. Już sam tytuł jest dość obiecujący. Kasdepke wybiera różne terminy, które domagają się wyjaśnienia, pogrupowane są w trzy kategorie: ludzie, abstrakcje i cechy. Każde z pojęć wytłumaczone jest za pomocą innego gatunku literackiego czy tekstu użytkowego. Na przykład: arogancja jest wytłumaczona za pomocą listu gończego, demokracja z kolei pojawia się jako przedmiot anonsu towarzyskiego, jest też dowcip, ściąga, epitafium czy scenariusz filmowy, słówko „dyktator” jest wytłumaczone w erracie, wiadomo wszak, że dyktatorzy błądzą. To jedna z tych książek, której życie tak naprawdę zależy od czytelnika, no bo zarówno definiowane terminy, jak i formy literackie można mnożyć właściwie w nieskończoność. Marzą mi się nauczyciele, którzy wykorzystywali by ją w szkole, to przecież wymarzone ćwiczenie z twórczego podejścia do tekstu, ale też wspaniały sposób na pełne zrozumienie trudnych słów. Wiadomo przecież, że wygłupiać się można tylko z materią dobrze oswojoną, rozpoznaną. Kto wie, może już jacyś pedagodzy wzięli tę książkę na warsztat. Jeżeli nie, to gorąco namawiam.

Narwańcy, uwodziciele, samotnicy
Tekst i ilustracje: Adrienne Barman, Tłumaczenie: Maciej Byliniak, Wydawnictwo: Dwie Siostry
Narwańcy, uwodziciele, samotnicy
Narwańcy, uwodziciele, samotnicy
Narwańcy, uwodziciele, samotnicy

Zobacz wszystkie zdjęcia

No i jeszcze słówko o zwierzakach. Nie mogłoby ich w tej wyliczance zabraknąć, w końcu kto jak kto, ale malcy mają do nich szczególną słabość. I tu wybór książek jest imponujący, ograniczę się do dwóch, które ostatnio zrobiły na mnie spore wrażenie. Pierwsza z nich to Narwańcy, uwodziciele, samotnicy. O tych, co fruwają, skaczą i nurkują Adrianne Barman. Pomysł jest prosty, zwierzęta są pogrupowane w rodziny, ale nie jest to systematyka oficjalna, a taka przykrojona do dziecięcej wyobraźni, i tak są tu zwierzęta: cytrynowe, udomowione, truciciele, osiadłe, podróżnicy, liliputy itp. Proszę zwrócić uwagę na rodzinę niedoścignionych – te okazały się tak szybkie, że czmychnęły z kartki! Ilustracje świetnie dopełniają ten zamysł – są dość zabawne i umiarkowanie poważne. Inaczej jest w wypadku albumu Animalium. To prawdziwe dzieło sztuki, ilustracje Katie Scott spokojnie mogłyby się znaleźć w „dorosłym” atlasie zwierząt. Ilość szczegółów, wspaniale stonowane, jak najdalsze od krzykliwości kolory i rozwiązania kompozycyjne sprawiają, że to jeden z tych nielicznych przypadków, gdzie ilustracja przewyższa fotografię i to nie tylko pod względem czysto estetycznym, ale informacyjnym również. Tekst Jenny Broom też traktuje czytelnika z pełną powagą i mimo, że przedstawionych zwierząt jest tu stosunkowo mało, to są one dobrane i opisane tak, by wszystkie podstawowe zagadnienia zoologiczne się tu pojawiły, od systematyki, przez ewolucję po środowisko i budowę wewnętrzną. To lektura przede wszystkich dla tych dzieci, które nie lubią infantylizacji przekazu, tu poczują się traktowane poważnie, jak naukowcy pełną gębą.

Animalium
Tekst: Jenny Broom, Ilustracje: Katie Scott, Wydawnictwo: Dwie Siostry
Animalium
Animalium
Animalium

Zobacz wszystkie zdjęcia

No i na koniec jeszcze encyklopedia dla absolutnie najmłodszych. To picture book Jana Kallwejta pt. Moja pierwsza encyklopedia obrazkowa. Takich książek zawsze było sporo – dom, wieś, miasto, pory roku, rodzina, emocje, jedzenie… te wszystkie rzeczy, które dzieci wałkują w przedszkolu tu pojawiają się na kolorowych planszach wykonanych z niezniszczalnej chyba tektury. Rysunki są dość proste, schematyczne, wszyscy ludzie obowiązkowo uśmiechnięci – dla dorosłego trudne jest to do przełknięcia, ale dla dziecka jak najbardziej. I tak chyba musi być nic innego się tu nie da wymyśleć. Encyklopedie służą porządkowaniu świata, a świat malucha jest niewielki, schematyczny, nieznośnie kolorowy i, miejmy nadzieje, pełen uśmiechniętych buziek.

Moja pierwsza encyklopedia obrazkowa
Autor: Jan Kallwejt, Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Moja pierwsza encyklopedia obrazkowa
Moja pierwsza encyklopedia obrazkowa

Zobacz wszystkie zdjęcia

 

Szymon Kloska
Szymon Kloska
dziennikarz, bloger, książkofil. Czyta kilka książek jednocześnie. Pracuje w Instytucie Książki. Współtwórca Festiwalu Literatury dla Dzieci. O książkach opowiada w radiu (RMF Classic) na papierze (Ryms, Tygodnik Powszechny) i w sieci (subiektywny blog Poczytane). W For Her poleca tytuły obok, których nie można przejść obojętnie.

Dodaj komentarz: