Dlaczego nie chciałam znać płci dziecka przed urodzeniem

Przyjaciele, rodzina i ja sama byliśmy absolutnie pewni, jakiej płci będzie moje drugie dziecko.

Fot. Lea Csontos | Stocksy United

Nieczęsto przytrafia nam się tak całkowite i urocze zaskoczenie. (Nawet jeśli przypominasz sobie najlepszą imprezę-niespodziankę zgotowaną ci przez przyjaciół, nie zdarza się to co roku, prawda?). Serio, czy jest na świecie coś lepszego od naprawdę dobrej niespodzianki?

Ronald Rolheiser mówi: „Przeciwieństwem depresji jest szczęście, spontaniczne zaskoczenie dobrocią i pięknem życia”. Ale tego nie da się wymyślić i zorganizować, to musi się zdarzyć samo.

Tytuł autobiograficznej książki C.S. Lewisa, „Zaskoczony radością” („Surprised by Joy”) sugeruje, że szczęście dopada nas znienacka, w chwili kiedy nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak jesteśmy szczęśliwi. I – niespodzianka! Lewis wybrał taki tytuł, zanim jeszcze spotkał kobietę imieniem Joy, która stała się jego wielką miłością i żoną, największą niespodzianką pod koniec życia.

WARTO PRZECZYTAĆ: Lekcja C.S. Lewisa o 4 rodzajach miłości

Postanowiłam niedawno, że pomogę trochę mojemu szczęściu i poczekam aż do porodu, żeby poznać płeć dziecka. Zrozumiałam, że prawdziwą radość może dać nam też oczekiwanie na rozwiązanie tej zagadki.

Nie oceniam nikogo, kto decyduje się poznać płeć dziecka wcześniej. Dziś wiele kobiet chce się tego dowiedzieć jak najszybciej, między innymi moja najlepsza przyjaciółka. Były chwile, że sama chciałam to wiedzieć i byłam już prawie zdecydowana.

Trudno opóźniać taki moment radości. Ale dla mnie byłoby to jak otwarcie prezentu przed czasem.

Postanowiłam, że zaczekam do rozwiązania, przy pierwszym i przy drugim dziecku, że przyjmę tę ciekawość, która towarzyszyła mi cały czas, i to oczekiwanie na niespodziankę, którą będzie dziecko – właśnie takie, jakie ma przyjść na świat w naszej rodzinie.

WARTO PRZECZYTAĆ: Dlaczego przed porodem nie chcę znać płci mojego dziecka?

Gdy byłam w drugiej ciąży, naprawdę dziwiłam się sama sobie: nagle okazało się, że po raz drugi znacznie trudniej jest cierpliwie czekać na tę wiadomość. Kusiło mnie, żeby spojrzeć na ultrasonogram i wynajdywałam kolejne powody, żeby poznać płeć dziecka, zanim się urodzi. Najtrudniej było znieść ciekawość otoczenia. Przy pierwszym dziecku nikt nie ma zdecydowanego zdania, nikt ci nie mówi, że „powinnaś” urodzić chłopca albo dziewczynkę, bo dziecko nie ma poprzednika.

Za drugim razem połowa moich bliskich miała nadzieję na inną płeć, tak żebyśmy mieli „parkę”, a druga połowa uważała, że dzieci powinny być tej samej płci, żeby mogły się przyjaźnić w ten szczególny sposób, jak robią to siostry albo bracia w podobnym wieku.

WARTO PRZECZYTAĆ: Czy obcy ludzie też głaskali Maryję po brzuchu, gdy była w ciąży z Jezusem?

Ja tymczasem rozmyślałam, czy mam iść na strych i zebrać te „właściwe dla płci” ubranka, które już miałam i wyprać je. Czy może powinnam iść na zakupy? Pokój dziecinny i tak pozostanie w kolorze bladej zieleni, próbowałam się sama uspokajać. Ale czy nowe dziecko będzie czymś znanym, czy zupełnie innym? Nie mogłam się uspokoić… A każda matka wie, że ciąża jest już wystarczającym wyzwaniem!

Nie chciałam jednak wiedzieć – to było jak ćwiczenie zen z nieprzywiązywania się. Pomału rezygnowałam z potrzeby kontroli i ćwiczyłam cierpliwość. (Uwaga: mam kłopoty z cierpliwością, lubię robić plany na zapas! Dlatego wiedziałam, że takie ćwiczenia dobrze mi zrobią). Im dłużej trwałam w niewiedzy, tym mocniej uświadamiałam sobie, że to nie ma znaczenia, że moje nadzieje i obawy w ogóle się tu nie liczą.

Trwałam w osłupieniu, przekonana, że się przesłyszałam…

Dziecko w końcu jest darem od Boga, i to, które się urodzi, będzie dla naszej rodziny najlepsze. Skoro już zdecydowałam, że się nie dowiem, nie robiłam sobie też nadziei na konkretną płeć, co wydawało się uczciwsze wobec oczekiwanego dziecka. To z jednej strony uczy pokory, a z drugiej – wprawia w euforię. W tym sensie rozmowy typu: „Chciałabyś tym razem chłopca?” czy „Urodzisz w końcu dziewczynkę?” bladły w porównaniu z Tajemnicą. Czekam na dziecko, które wybrał dla mnie Bóg, mówiła moja dusza na przekór wszelkim domysłom.

W czwartym czy piątym miesiącu ciąży całe otoczenie było już przekonane i zgodne co do płci dziecka. Jeden z krewnych przyniósł mi piękną, bujną hortensję w kolorze zwykle kojarzonym z przewidywaną przez rodzinę płcią. Zasadziliśmy ją przed domem. Podziwiałam ją i słuchałam domysłów rodziny. Niebawem sama byłam już pewna płci oczekiwanego dziecka. Mimo że nie chciałam wiedzieć, naprawdę myślałam, że wiem. Obłęd! Jeszcze dziś chce mi się śmiać.

WARTO PRZECZYTAĆ: Tego lepiej nie mów kobiecie w ciąży!

Możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie, kiedy po trudnym porodzie lekarz oznajmił: „To…” i oczywiście było odwrotnie, niż wszyscy się spodziewali. Prawie nie mogłam uwierzyć. Mój mąż szczerzył się od ucha do ucha, a ja trwałam w osłupieniu, przekonana, że się przesłyszałam. Kiedy zobaczyłam twarzyczkę dziecka i przytuliłam tę ciepłą słodycz, poczułam niewiarygodną radość. Nasze dziecko przyszło na świat rankiem w trzecią niedzielę po Wielkanocy – Niedzielę Biblijną, kiedy msza zaczyna się od słów: „Jubilate Deo omnis terra”, od zaproszenia do radości w Chrystusie.

Pomyślałam o Księdze Rodzaju, w której Sara śmieje się na wiadomość, że urodzi dziecko. Jeszcze dziś się śmieję, kiedy pomyślę, jak wszyscy wokół byli pewni płci maleństwa i jak sama myślałam, że będę miała rację… i ciągle jestem zadowolona, że nie wiedziałam tego wcześniej.

Moja niespodzianka przyszła na świat szeroko roześmiana i z dołeczkami w policzkach, i cały czas przypomina mi o tym, że Bóg ma cudowne poczucie humoru.

To dziecko przypomina mi o przywileju odpuszczenia sobie, o świętej przyczynie radości, którą nasza rodzina będzie odtąd świętować z wdzięcznością i pokorą w każdą trzecią niedzielę wielkanocną.

A ta hortensja? Zmieniła kolor wkrótce po narodzinach dziecka. Z różowej stała się niebieska… A może było odwrotnie?

Tak właśnie zaskoczyła mnie radość. Jestem pewna, że wielu z was ma podobne doświadczenia i życzę wam szczęścia. Cieszcie się tą przygodą.

Annabelle Moseley
Annabelle Moseley
Jest autorką dziewięciu książek, wykładowcą, profesorem literatury i religioznawstwa. Jej najnowsza książka to dwa tomy poezji A Ship to Hold the World and The Marionette’s Ascent (Wiseblood Books, 2014). Była stypendystką The Walt Whitman Birthplace Writer-in-Residence (2009-2010). W 2014 roku uzyskała tytuł Long Island Poet of the Year. Pisze o macierzyństwie i jego wartości dla Mother.ly, prowadzi blog na temat wiary, pisze też o sztuce dla DesertBread.org.

Dodaj komentarz: