Dlaczego 7 lat po ślubie zmieniłam w końcu nazwisko

Zostać przy panieńskim czy przyjąć nazwisko męża, a może zdecydować się na dwuczłonowe? Nie ma jednej, dobrej czy złej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko zależy od osobistego wyboru.

Dotąd dwoje, lecz jeszcze nie jedno, odtąd jedno, chociaż nadal dwoje. Karol Wojtyła. Fot. Jin Chu | EyeEm | Getty Images

Biorąc ślub, stajemy przed decyzją dotyczącą nazwiska. Czy powinnyśmy zachować rodowe? Czy może jednak lepiej będzie, jeśli dodamy do niego nazwisko męża? A może trzymać się wielowiekowej tradycji i zostać żoną swego męża?

Wiele z nas decyduje się na zmianę. Nie zawsze jednak jest to związane z konwencją czy tradycją. Sama przez 7 lat po ślubie nosiłam swoje panieńskie nazwisko „Kelly”. Kiedy jednak urodziło nam się dziecko, poczułam, że rodzina powinna mieć swoją tożsamość w postaci wspólnego nazwiska. To jedno słowo łączyłoby całą naszą trójkę.

Czy był to racjonalny powód? Nie. Znam wiele rodzin, w których wszyscy członkowie mają podwójne nazwiska, nawet jeżeli żadne z nich nie należy do najkrótszych. Wiele kobiet pozostaje także przy swoich nazwiskach panieńskich i nie mają problemu z tym, że ich dzieci mają inne. Potwierdza to tylko mój punkt widzenia, że wybór nazwiska to nie jest coś racjonalnego czy nieracjonalnego. To po prostu wybór osobisty, ponieważ dotyczy naszej tożsamości i więzi rodzinnej.

Nie chcemy polegać na logice, a na uczuciach.

Kościół katolicki naucza, że małżeństwo to dar od Boga. Młode pary mają obowiązek uczestnictwa w kursie przedmałżeńskim, Kościół nie narzuca im jednak decyzji o wyborze nazwiska. W niektórych kulturach kobiety zachowują swoje nazwisko i w żaden sposób nie jest to manifest feministyczny.

Egipcjanki na przykład nie przyjmują po ślubie nazwiska męża, bo w zasadzie nie istnieje w ich kulturze coś takiego jak nazwisko w europejskim znaczeniu – zarówno kobiety, jak i mężczyźni używają w tej roli kolejnych imion swoich przodków. Żony z innych kultur, jeśli chcą, mogą sobie wybrać którekolwiek z nich i dołączyć do swojego nazwiska. W Stanach Zjednoczonych natomiast decyzji na temat tego, jak się będziemy tytułować po ślubie natychmiastowo dopisuje się polityczne pobudki i każdy musi wyrazić swoje zdanie na ten temat. W zależności od tego, co wybierzesz, będziesz uważana albo za zbyt feministyczną albo wręcz przeciwnie – za zbyt „uległą” wobec męża.

Polki, które już coś osiągnęły pod własnym nazwiskiem – jak wiele aktorek, piosenkarek czy dziennikarek – traktują je jak markę i co najwyżej decydują się na nazwiska dwuczłonowe, którym posługują się w urzędach, pozostając przy własnym na scenie lub w mediach. Wciąż ogromną wagę przywiązuje się do tradycji i wiele rodzin, szczególnie ze strony pana młodego, traktuje tę sprawę honorowo. Większość polskich kobiet decyduje się zatem zmienić nazwisko, choć zdarza się i tak, że to mężczyzna przyjmuje nazwisko żony albo cała rodzina, łącznie z dziećmi, posługuje się nazwiskami dwuczłonowymi. Wszystkie kombinacje są możliwe, akurat w tej sprawie prawo nie narzuca ograniczeń.

WARTO PRZECZYTAĆ: Co chciałybyście wiedzieć na temat seksu w małżeństwie, ale bałyście się zapytać

Niektóre z nas dokonują wyboru ze względu na swoje uczucia i emocje, a nie dlatego, że coś jest uważane za „słuszne”. W takich sytuacjach nie chcemy polegać na logice, a na uczuciach. Wolimy, aby kierował nami nasz wewnętrzny głos, który doradza nam we wszystkich innych problemach życiowych. Dla niektórych kobiet niezmiernie ważne jest, aby zachować swoje nazwisko i nie ma w tym zupełnie nic złego.

Dla mnie natomiast ważna była zmiana nazwiska. W moim przypadku decyzja sprowadziła się do poczucia jedności w rodzinie. Chciałam, abyśmy wszyscy dzielili ten symbol więzi rodzinnej i nie do końca potrafię wytłumaczyć dlaczego. Podjęcie tej decyzji zajęło mi jednak siedem lat. Przyzwyczajałam się do małżeństwa. Wiele osób wierzy, że ich tożsamość po zawarciu małżeństwa pozostaje taka sama i chcą, aby ich nazwisko to odzwierciedlało. Nie zaprzeczam temu, jednak w moim przypadku czułam, że zmieniłam się po ślubie. Po urodzeniu dziecka zmieniłam się nawet jeszcze bardziej. Nie byłam już Bethanne Kelly – niezależną singielką z obiecującą karierą. Stałam się Bethanne Patrick – niezależną kobietą, która jednocześnie jest częścią rodziny, która jej potrzebuje, a ona jej. Moja kariera wciąż była obiecująca, ale pojawienie się męża, za którego wyszłam przed Bogiem, rodziną i przyjaciółmi, otworzyło nowy rozdział w moim życiu. Nowy rozdział zasługiwał na nową nazwę.

Wspólne nazwisko nas łączy.

Od czasu do czasu zastanawiam się jeszcze, czy nie powinnam była zachować swojego nazwiska przynajmniej w sferze zawodowej. Mam wiele znajomych, które tak postąpiły. W szkołach swoich dzieci znane są jako panie Kowalskie, ale w pracy występują już jako panny Anny Nowak. Jak najbardziej ma to sens. Ja jednak w tej chwili mojego życia jestem Bethanne Patrick dla świata i dla samej siebie.

Potrzebowałam czegoś, co mogłabym mieć wspólnego z mężem i z dziećmi. Nazwisko jest tym czymś, co nas łączy. Jest to pewnego rodzaju informacja dla świata, że idziemy przez życie jako rodzina zjednoczona miłością i przysięgami.

To poczucie rodzinnego zjednoczenie może i nie wynika z logicznego rozumowania, jednak czerpiemy z tego wiele korzyści. Być może w innej rzeczywistości, która rządziłaby się innymi prawami, nie chciałabym przyjąć nazwiska mężczyzny. Jednak dzisiaj interesuje mnie wszystko, co możemy mieć wspólne. Pragnę nauczyć moje córki, że to od nich zależy, jakie nazwisko będą wolały dla siebie. Mam nadzieję, że one z kolei zrozumieją mój wybór. Nie zmieniłam nazwiska ze względu na małżeństwo. Zrobiłam to, ponieważ małżeństwo zmieniło mnie.

Bethanne Patrick
Bethanne Patrick
Pisarka. Jej najnowsza książka to antologia : "The Books That Changed My Life: Reflections from 100 Authors, Artists, Musicians, and Other Remarkable People" ("Książki, które zmieniły moje życie : refleksje 100 twórców, artystów , muzyków i innych wybitnych ludzi" ( Regan Arts , 2016 ). Jej konto na twiterze @TheBookMaven śledzi ponad 215 tysięcy osób. Mieszka z mężem i córkami w Waszyngtonie, w okolicy metra gdzie można ją często zobaczyć czytająca na ganku.

Dodaj komentarz: