Denzel Washington – aktorstwo to nie całe życie

Szczęśliwy małżonek z wieloletnim stażem, kochająca rodzina, kilka Oscarów na półce, na ekrany właśnie wszedł najnowszy film z jego udziałem: Siedmiu wspaniałych. Życie aktora wydaje się dość… wspaniałe. Czy jest z niego dumny? Odpowiedź może nas zaskoczyć.

Denzel Washington przed premierą Siedmiu wspaniałych na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto, wrzesień 2016 Fot. George Pimentel | WireImage

W 2008 roku Oprah Winfrey spytała Denzela Washingtona, z czego jest najbardziej dumny.

Już wtedy aktor mógł wybierać z długiej listy swoich dotychczasowych sukcesów. Był pięciokrotnie nominowany do Oscara, zdobywając dwa z nich – jako najlepszy aktor drugoplanowy w 1990 roku i najlepszy aktor roku 2002. Wyreżyserował właśnie swój drugi film, Klub dyskusyjny, co dało mu wiele satysfakcji. Co prawda po dziesięciu latach oddał tytuł Najseksowniejszego mężczyzny nadawany co roku przez magazyn People, wciąż jednak w wieku 52 lat wyglądał młodo i silnie jak zawsze. Z żoną obchodzili dwudziestą piątą rocznicę ślubu, mając czwórkę wspaniałych dzieci. Powodów do dumy nie brakowało.

Aktor był jednak wstrzemięźliwy w ocenach: – Dumny? Podchodzę do tego słowa ostrożnie – mówił. – Jestem szczęśliwy, że przeczytałem Biblię od deski do deski.

Bóg przewodnikiem

Żeby zrozumieć aktora musimy sięgnąć do jego korzeni. Wiary.

Washington, chrześcijanin zielonoświątkowy, czyta Biblię codziennie. W 1995 roku przekazał 2,5 miliona dolarów na budowę nowego budynku West Angels Church of God in Christ, do którego należy. Nietrudno też zauważyć, zgłębiając życiorys zawodowy aktora, że wszystkie jego role mają jedną wspólną cechę – bohaterowie chcą zrobić coś dobrego. Niektórzy z nich są bardzo uduchowieni, jak Eli z Księgi ocalenia z 2010 roku. Niektórzy rozpaczliwie potrzebują wybawienia, jak kapitan William „Whip” Whitaker z filmu Lot, który głośno błaga Boga o ratunek. Nawet gdy Washington gra Alonzo Harrisa, skorumpowanego policjanta – też przekazuje widzom jakąś mądrość życiową. Według pierwotnego scenariusza Harris miał w filmie przeżyć. Denzel poprosił jednak o zmianę, by pokazać, że zły człowiek powinien dostać to, na co zasłużył.

Denzel Washington jako Eli w Księdze ocalenia. David Lee | Warner Bros. | Courtesy Everett Collection

– Miałem szczęście jako aktor – powiedział magazynowi Parade w 1999 roku: – Zrobiłem kilka interesujących filmów i myślę, że niektóre naprawdę ludzi dotknęły. Może to brzmi banalnie, ale wszystko staram się robić z miłości do Boga, wysyłać dobre wiadomości do świata.

WARTO PRZECZYTAĆ: Isabella Rossellini – mistrzyni wymyślania siebie na nowo

W remake’u Siedmiu wspaniałych, który właśnie wszedł do kin, Denzel Washington gra Sama Chisolma, jednego z łowców nagród, wynajętych przez mieszkańców małego, bezbronnego miasteczka do obrony przed bandytami. Cena może być wysoka. Szanse na przeżycie nikłe. Tym razem jednak Chisolm jest gotów oddać życie dla dobra innych. Można widzieć w takiej postawie echo wielkiego poświęcenia sprzed dwóch tysięcy lat.

Denzel Washington w filmie „Siedmiu wspaniałych”. Fot. Columbia Pictures | MovieStillsDB

– Wiara nie odgrywa w moim życiu roli – powiedział podczas wywiadu z Winfrey. – Ona jest moim życiem. Cała reszta jest po prostu dodatkiem. Jeślibym odszedł od tego, to po prostu wiem, że się zagubię. Aktorstwo nie definiuje mnie jako człowieka.

„Nie wolno nam było oglądać filmów”

Jako chłopiec Washington nigdy nie miał ambicji, żeby dostać się do tej branży. W istocie ledwie wiedział o jej istnieniu.

– Mój ojciec był pastorem, moja matka śpiewała w kościele – powiedział w wywiadzie dla The Hollywood Reporter. – Nie wolno mi było oglądać filmów.

Od tej zasady było tylko kilka wyjątków. Pozwolono mu oglądać opartego na Nowym Testamencie Króla królów, Dziesięcioro przykazań i to wszystko.

Denzel wychowywał się w Mount Vernon niedaleko Nowego Jorku ze starszą siostrą Lorice i młodszym bratem Davidem. Życie rodziny obracało się wokół kościoła. Co niedzielę w komplecie musiała iść do kościoła z ojcem, wielebnym Denzelem Washingtonem seniorem, będąc tam często niemal cały dzień. Nastoletni Denzel spędzał godziny, słuchając kazań ojca, dlatego gdy został poproszony o zagranie Malcolma X – kaznodziei innego rodzaju – miał wystarczająco wiele osobistych doświadczeń.

– Głoszenie to głoszenie – Washington powiedział magazynowi GQ w 2012 roku. – Pamiętam całe kadencje w kazaniach ojca, jakimi stawiał pewne problemy. Gdy miałem potem możność usłyszeć Malcolma X, mógłbym powiedzieć: „O! Stawia kwestie w taki sam sposób. Ten rytm. To niemal muzyka”.

Denzel Washington standing behind microphones on the city street in a scene from the film ‘Malcom X’, 1992. (Photo by Largo International NV/Getty Images)

Denzel Washington w scenie z filmu Malcom X. Archive Photos | Stringer | Getty Images

Kościół dla Denzela Washingtona był wtedy raczej obowiązkiem niż radością. – Mogę utożsamiać się z ludźmi, którzy nie przepadają za kościołem, bo dla mnie kiedyś to był obowiązek, praca – powiedział GQ. – Wszyscy przechodzą przez ten bunt.

Niemniej jednak niedziela była jednym z nielicznych dni, kiedy rodzina była razem. Poza posługą w swoim kościele, Denzel senior miał inne prace, często głosił kazania w innych kościołach. Matka, Lynne, prowadziła salon kosmetyczny, w którym spędzała większość czasu. Washington wspomina, że prawie ich nie widywał. Aktor twierdzi, że w czasie, gdy wstępował w wiek nastoletni rodzice mieli poważne problemy ze sobą nawzajem.

– Moi rodzice byli jak dzień i noc – powiedział magazynowi Parade w 1999 roku. – Matka urodziła się w Harlemie, w mieście. Ojciec to z kolei chłopak wychowany na farmie w Wirginii. Był za to uduchowiony, wypełniony wiarą aż do śmierci w 1991 r. Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają, ale moi rodzice tylko się od siebie oddalali.

Kiedy Washington miał 14 lat, rodzice rozwiedli się. To nie pomogło chłopcu, który miał wiele problemów ze sobą.

Rosnąc krzywo, wyrósł prosto

W Chinese Theatre w Hollywood, gdzie na płytach są odciśnięte dłonie i stopy największych gwiazd, w odcisku prawej dłoni Denzela Washingtona można zauważyć coś niezwykłego. Mały palec u prawej ręki jest wykrzywiony pod dziwnym kątem i wygląda jakby był pęknięty niczym marchewka.

To dlatego, że rzeczywiście był.

WARTO PRZECZYTAĆ: Julia Roberts, oskarowa supermama.

Washington złamał mały palec, kiedy jako chłopak grał w koszykówkę. Palec nie był wtedy prawidłowo nastawiony i Denzel długo żył z krzywym, nawet jeszcze w najlepszych czasach swojej kariery aktorskiej. Zdarzało się, że palec znów wyskakiwał z miejsca i wyglądał groteskowo. Aktor w końcu dał go sobie dobrze nastawić, ale gdy dzieci były małe, często przyprowadzały kolegów i prosiły, by pokazał im swój „magiczny palec”.

Nie ma nic dziwnego w tym, że jako dziecko cierpiał z powodu złamania. Jakiś czas później całe życie trochę mu się połamało.

– Przeszedłem przez wielki bunt – Washington powiedział Parade. Wpadł w złe towarzystwo, ściągając na siebie kłopoty. Gdy miał 14 lat, matka straciła do niego cierpliwość. Przyszły zdobywca Oscara wylądował w prywatnej szkole z internatem w północnej części stanu Nowy Jork. Była to decyzja, którą z perspektywy czasu aktor ocenia jako właściwą. – Zmieniła moje życie, bo nie przetrwałbym w tym towarzystwie. Chłopaki, z którymi wtedy trzymałem, dziś mają nawet czterdziestoletnie wyroki i siedzą w wiezieniu. To byli dobrzy goście, ale ulica ich zniszczyła.

Księżniczka Karolina Hanoverska wręcza Denzelowi Washingtonowi nagrodę Fundacji Księżnej Grace, Nowy Jork 2010 r. Fot. Matthew Peyton | Getty Images dla Princess Grace Foundation

Dziś aktor uważa, że to Bóg natchnął matkę. – Ręka Boga zdecydowała, że nie zmarnowałem swojego życia – mówi.

Wreszcie życie Washingtona juniora zaczęło zmierzać we właściwym kierunku. Prosto do sławy. Ukończył szkołę, zaczął uczęszczać na zajęcia w Fordham University w Nowym Jorku. Nie umiał się jednak tam odnaleźć, jego oceny były niskie. W końcu podjął decyzję o przerwaniu nauki. Jak wspomina – stanął przed biurem rekrutacyjnym i zastanawiał się czy nie zaciągnąć się do armii.

Nie zrobił tego, choć nie wiedział, jaką drogę obrać. Jak zwierzył się w wywiadzie dla Parade, odnalazł siebie, siedząc pewnego dnia w salonie kosmetycznym swojej matki.

Było popołudnie 27 marca 1975.

– W lustrze widziałem kobietę, które patrzyła na mnie. Tak źle szło mi w szkole, a tu nagle ta kobieta krzyczy: Niech mi ktoś da kawałek papieru! Mam wizję!

Kobieta zapisała swoje „przepowiednie” na małej kartce. – Będziesz mówił do milionów ludzi – powiedziała. – Zmierzasz do wielkich rzeczy. Washington był sceptyczny: – Pomyślałem: Tak, racja. Tylko kiedy? W poniedziałek?

Potem, w rozmowie z Parade Washington wspominał: – To był przełom, niedługo potem zacząłem grać.

<br data-mce-bogus="1"><br>

Denzel Washington i jego żona Pauletta Washington na premierze Księgi ocalenia w Grauman’s Chinese Theatre w Los Angeles. Barry King | Getty Images

Znajdując film, odnalazł wiarę

Washington wciąż ma ten skrawek papieru. Proroctwo z salonu kosmetycznego urzeczywistniło się. Ale ostatnio zaczął mieć wątpliwości, zastanawiał się czy zrobił w życiu to, co powinien. Czy życie mogło mu dać więcej niż tylko karierę aktorską? W wywiadzie, którego udzielił The Guardian w 2013 r. przyznał:

– Pamiętam, że kilka lat temu zapytałem pastora: Czy myślisz, że powinienem zostać kaznodzieją? A on odpowiedział: Cóż, jesteś nim. Masz swoją własną trzódkę.

Nie tylko jako aktor i reżyser, ale przede wszystkim prywatnie.

W 1977 roku pojawił się na planie filmu telewizyjnego, gdzie spotkał Paulettę Pearson. Denzel i Pauletta wzięli ślub 25 czerwca 1983 i są już razem ponad 33 lata. Mają czworo dzieci: Johna Davida, Katię i bliźniaki Olivię i Malcolma. Niektóre z nich poszły w ślady ojca, John David występujące obecnie w serialach HBO.

– Życie to dla mnie rodzina – powiedział w Parade. – Aktorstwo nie jest życiem dla mnie. To forma zarabiania na nie.

Denzel Washington z żoną i dziećmi podczas podczas 73 ceremonii rozdania Złotych Globów, styczeń 2016 Fot. Paul Drinkwater | NBCUniversal | Getty Images

I nawet mimo to, że aktor nie zamierza rezygnować ze sceny na rzecz ambony, na swój sposób zachęca ludzi do odkrywania i wiązania się z wiarą.

– Nigdy nie było tak, żeby Bóg nie czuwał nade mną, nie chronił mnie i nie sprowadzał na właściwą drogę – powiedział w przemówieniu inauguracyjnym podczas dorocznego bankietu charytatywnego „We Care” w swoim kościele w 2015 r.: – Były czasy, kiedy byłem mu mniej oddany. Ale on miał wiarę we mnie zawsze. Mam zamiar z pełną świadomością mówić o tym, co Bóg uczynił dla mnie, dla mojej rodziny.

W tym samym roku wygłosił przemówienie w Dillard University w Nowym Orleanie. Jego rada dla absolwentów była prosta.

– Po pierwsze: Bóg. Umieść Boga na pierwszym miejscu we wszystkim co robisz – powiedział. I dodał: – Modlę się, żebyście dziś wieczorem zostawili swoje pantofle pod łóżkiem tak żebyście musieli rano, gdy się obudzicie, schylić się po nie na kolanach – powiedział. – A gdy już klękniecie przy łóżku, powiedzcie: dziękuję. Dziękuję za łaski, dziękuję za zrozumienie, dziękuję za mądrość, dziękuję za rodziców.

Denzel Washington dostał wiele i ma za co dziękować. I nigdy nie zapomina, komu podziękować.

Paul Asay
Paul Asay
Krytyk filmowy Plugged. Współpracuje także z innymi portalami i gazetami takimi jak Time, The Washington Post and Beliefnet.com. Jest autorem i współautorem wielu książek. Najnowsza nosi tytuł "Burning Bush 2.0: How Pop Culture Replaced the Prophet"

Dodaj komentarz: