Czego Arystoteles nauczył mnie o przyjaźni

Ta odwieczna prawda wciąż jest aktualna: istnieją trzy rodzaje przyjaźni. Szukaj tej „szlachetnej”.

Użyteczna, przyjemna i szlachetna. Trzy rodzaje przyjaźni. Fot. Simone Becchetti | Stocksy United

Podniosłam do ust kubek z kawą. „Jak długo mogę udawać, żeby wyglądało to naturalnie?”, zastanawiałam się, wykorzystując długi łyk dla zamaskowania gonitwy myśli. Każdy kolejny temat rozmowy padał w gruzy jak mury Jerycha. Moje uprzejme zagajenia grzęzły po kolei w martwej ciszy, aż do chwili, kiedy przyszło mi do głowy pytanie: „To jak, masz jakichś kuzynów?”. Zdecydowanie, nie tak wyobrażałam sobie przełomowy początek przyjaźni. Byłyśmy w uroczej, rustykalnej kafejce. Rozpaczliwie szukałam sposobów na rozpoczęcie głębokiej, serdecznej rozmowy. Najwyraźniej ta przyjaźń nie miała się zdarzyć.

A przecież nie chcę być jedyną dziewczyną, która co tydzień przez resztę życia gra z mężem i jego kolegami w gry komputerowe. Pięć lat temu wyjechałam z Michigan – miałam skończyć studia, więc przysięgłam sobie i wszystkim przyjaciołom, których ze łzami w oczach żegnałam, że potrwa to „tylko dwa lata”. Zostawiłam dziewczynę z mojego plemienia, plemienia, które czytało Steinbecka, sączyło whisky i uprawiało monty-pythonowskie maratony. Zostawiłam kobietę, z którą płakałam, cieszyłam się, którą wspierałam i z którą się modliłam. Cztery miasta później osiadłam w Los Angeles. Próby znalezienia przyjaciół w tym zadymionym, cementowym bloku spełzły na niczym, czułam się samotna i odrzucona.

Brnęłam przez dziesiątki niezręcznych spotkań przy kawie, setki niedotrzymanych obietnic („koniecznie musimy się spotkać w przyszłym tygodniu”) i zbyt liczne warstwy gadki-szmatki, próbowałam odnaleźć swoją drogę w świecie dorosłych przyjaźni – to było straszne.

Znalazłam ukojenie w lekturze pewnego filozofa w sandałach: Arystotelesa. W „Etyce nikomachejskiej” dzieli on przyjaźń na trzy rodzaje: użyteczną, przyjemną i szlachetną, według wagi.

Przyjaźń „użyteczna”

Arystoteles opisuje ten typ przyjaźni jako relację, w której obie strony czerpią korzyść czy pożytek. Takie przyjaźnie są płytkie i nietrwałe.

Kiedy przeniosłam się do Los Angeles, były przyjaźnie, których nie trzymałam się z radością i swobodą, ale z rozpaczy. Groza braku towarzystwa była gorsza niż niedobre towarzystwo. Wolałabym wierzyć, że cenię każdego z moich przyjaciół za ich naturalną godność, ale wiem, że i tak stosuję system rankingowy, w którym pojęcie użyteczności odgrywa pewną rolę.

Są przyjaciele, z których mogłabym zrezygnować, jeśli pojawi się „lepsza opcja”. To ci, do których dzwonię, kiedy muszę obejrzeć nowy film Wesa Andersona, a nie chcę iść do kina sama. Znajomi, z którymi fotografuję się na Facebooku, żeby uniknąć ciszy i następnego dnia mieć jakiś dowód, że prowadzę życie towarzyskie. Arystoteles nie potępia użytecznej przyjaźni jako złej i samolubnej, po prostu twierdzi, że spośród wszystkich jej rodzajów ten jest najniższej wagi.

Przyjaźń „przyjemna”

Drugi rodzaj przyjaźni wiąże się wyłącznie z przyjemnością. To ludzie, do których nas ciągnie. Jest energia, pokrewieństwo dusz, poczucie bezpieczeństwa. Macie ten sam gust. Te przyjaźnie są ważne. Czym byłyby nasze studenckie czasy bez przyjaciół, którzy cenili tę samą dziwaczną hipsterską muzykę, głosowali na tych samych polityków albo wspierali te same organizacje społeczne? Tacy przyjaciele pomagają nam samym się określić. Miałam wielu takich przyjaciół. Pamiętam, jak koczowaliśmy u jednego z nich przez tydzień, kiedy rozstałam się z chłopakiem; pamiętam, jak jechaliśmy przez rozszalałą zamieć, żeby być z koleżanką na pogrzebie kogoś bliskiego. I oczywiście te niezliczone noce serialowych maratonów i zamieniania się na ciuchy – to było jak przeszczep dusz.

I znów, Arystoletes nie neguje takich przyjaźni, ale sądzi, że mogą być krótkotrwałe, bo nasze potrzeby i przyjemności zmieniają się z czasem. Nazywa je przyjaźniami ludzi młodych. Tacy przyjaciele mogą cię rozśmieszać, akceptować, możesz się z nimi identyfikować, ale nie pomogą ci wzrastać. By się rozwijać, potrzebujesz przyjaźni „szlachetnych”.

Przyjaźń „szlachetna”

Przyjaźń „szlachetna” płynie z wzajemnego podziwu dla charakterów i cnót. Obie strony dążą do tych samych ideałów. Te przyjaźnie wymagają kochania zamiast bycia kochanym. W takich przyjaźniach dążenie do „dobra” jest ważniejsze od samej przyjaźni.

Ale nie dostrzeżesz jej, jeśli naprawdę nie zapragniesz. Może wydawać się czymś innym niż pozostałe przyjaźnie. Możesz ją osądzać. Może nienawidzi imprez. Albo filmów. Możecie się różnić w ocenie absolutnie każdego popkulturowego zjawiska. Miałam tak z moją „szlachetną” przyjaciółką. Przez dziesięć pierwszych spotkań niemal jej nie zauważałam, właśnie z tego powodu, że wydawała mi się obca, niezgodna. Dziś te różnice wydają mi się nieznaczące i urocze.

PRZECZYTAJ TAKŻE : 8 typów przyjaciółek, jakie powinnaś mieć blisko siebie

Były wieczory, kiedy pocieszała mnie w najgorszych chwilach i wskazywała ścieżki nadziei. Przed moim zamążpójściem przygotowywała mnie emocjonalnie swoją siłą i mądrością w tak bezinteresowny sposób, jakiego wcześniej nie dane mi było poznać. Kiedy stawałam się gorszą wersją siebie samej, wymagała ode mnie siły w moim imieniu. I chociaż przedtem pragnęłam przyjaciółki, z którą będę mogła chodzić na koncerty, która byłaby lustrzanym odbiciem mojej osobowości, to właśnie ona dała mi tę głęboką formację osobowości, której nie umiałam wtedy nazwać przyjaźnią. A kiedy wreszcie to zrozumiałam, musiałam, ku swemu wielkiemu żalowi, przeprowadzić się do innego miasta.

Szukaj przyjaciela, który ostrzeże cię, kiedy popełniasz błąd, napomni, kiedy zbaczasz z drogi po marzenia, wesprze po cichu, kiedy będziesz tego potrzebować.

Jest taka książeczka, którą znają wszystkie amerykańskie dzieci, w Polsce mało znana, ale warta uwagi – „Żabek i Ropuch”.

Opowiada o nieprawdopodobnej przyjaźni dwóch zupełnie różnych płazów. Warto znaleźć swojego Ropucha. Poszukiwanie szlachetnej przyjaźni może zabrać trochę czasu. Może trzeba będzie pójść na przyprawiające o mdłości spotkania klubów książkowych albo, co gorsza, na kręgle. Trzeba się będzie wznieść ponad potrzebę posiadania kumpla i poszukać prawdziwego towarzysza. Szukaj przyjaciela, który ostrzeże cię, kiedy popełniasz błąd, napomni, kiedy zbaczasz z drogi po marzenia, wesprze po cichu, kiedy będziesz tego potrzebować. Kiedy go znajdziesz, zrozumiesz, że cała reszta jest stratą czasu.

Ktoś taki wart jest nieznośnych spotkań przy kawie, bo kiedy w końcu przełamiecie lody, zyskasz przyjaciela, który – według Arystotelesa – będzie „niezrównany”.

Pomyślałam więc o nadchodzącym weekendzie. O tym, jak wśród kabli od Nintendo rozmawiam z przyjaciółmi męża o umiejętności parkowania w ciasnych miejscach. Odstawiłam kawę na stolik, wzięłam głęboki oddech i wróciłam na ring: „To jak, masz jakichś kuzynów?”

Casey McCorry
Reżyserka filmów dokumentalnych. Współpracuje ze stroną internetową archidiecezji Los Angeles.

Dodaj komentarz: