Chciałabym nie być zazdrosna o ciążę mojej przyjaciółki

Za każdym razem, kiedy ktoś dzieli się ze mną nowiną o ciąży, staram się cieszyć się cudzym szczęściem. Chociaż świadomość, że sama nie mogę mieć więcej dzieci jest dla mnie bardzo bolesna.

Fot. Dimitrije Tanaskovic | Stocksy United

Odwraca się do mnie, jej oczy błyszczą z podekscytowania, jej skóra promienieje od sekretu, którego nie jest w stanie dłużej utrzymać. – Jestem w ciąży – piszczy. Moje ramiona automatycznie zaciskają się wokół niej. To moja najlepsza przyjaciółka. Od ponad dekady jest dla mnie jak rodzona siostra. Jednak kiedy płaczę ze szczęścia, jakaś część mnie roni także łzy smutku. Cieszę się cudzym szczęściem za każdym razem, kiedy ktoś dzieli się ze mną nowiną o ciąży. Jednocześnie muszę sobie radzić z bólem bo sama nie będę miała już więcej dzieci.

Z moją najlepszą przyjaciółką razem przeżywałyśmy pierwsze ciąże, nasi synowie przyszli na świat w odstępie zaledwie kilku miesięcy, z tym, że ja urodziłam bliźniaki. Jednak drogi prowadzące nas do rodzicielstwa były bardzo różne. Ona ledwie pomyślała o zakładaniu rodziny, a już spodziewała się dziecka. Dla mnie nie tylko zajście w ciążę było problemem. Także jej utrzymanie. W 27 tygodniu zaczęłam przedwcześnie rodzić. Lekarzom udało się przekonać moje dzieci, żeby nie spieszyły się tak bardzo na świat ale do czasu porodu musiałam leżeć – nie mogłam się prawie ruszać. Urodziłam w 33. tygodniu, a zanim wróciłam z synkami do domu, spędziliśmy sporo czasu na oddziale intensywnej terapii noworodków. Na szczęście teraz są zdrowymi trzylatkami, ale z uwagi na te wszystkie problemy, mój lekarz zdecydowanie odradził mi staranie się o kolejne dziecko.

Tymczasem wszyscy wokół mnie, przyjaciele i zaprzyjaźnieni rodzice, mają kolejne dzieci. Jestem jedną z niewielu mam, która nie nosi w ramionach noworodka ani nie chwali się zaokrąglonym brzuszkiem, więc pytanie o to, kiedy planuję dziecko pojawia się bardzo często. Rozumiem to, mam w końcu tylko 32 lata, jestem zdrowa i kocham dzieci. Z uwagi na to, że mam dwóch synów, ludzie często pytają czy teraz chciałabym urodzić dziewczynkę.

Rozumiem też, że wszystkie te pytania nie biorą się z niczyjej złej woli, jednak za każdym razem kiedy ktoś pyta dlaczego nie jestem w ciąży, albo nie staram się o kolejne dziecko, czuję jakby ktoś wbijał mi nóż w samo serce.

To przypomina mi, że coś jest ze mną nie tak, że nie jestem w pełni kobietą. Nie chcę rozklejać się i płakać gdy odwożę do przedszkola moich chłopców, nie mam też ochoty dzielić się intymnymi szczegółami mojej historii medycznej z ludźmi, których ledwo znam. Więc kiedy pada takie pytania, staram się unikać dyskusji, zbywając moich rozmówców odpowiedziami w stylu „może” czy „myślimy o tym”.

Jednak przez resztę dnia czuję się nieswojo wyobrażając sobie jak by to było, gdybym mogła znowu zajść w ciążę. Jak by to było znowu czuć w brzuchu kopniaki malutkich stópek. Staram się być wdzięczna, że dane mi było tego doświadczyć i nie koncentrować się na myśli, że nie mam już na to szans.

Czasem czuje się pogodzona z decyzją mojego lekarza, w końcu mam tylko dwie ręce, jak miałabym prowadzić za rączkę trójkę dzieci na raz. Posiadanie kolejnego dziecka wiązałoby się też z koniecznością kupienia większego samochodu, a prawdę mówiąc moje umiejętności parkowania nie są zbyt spektakularne. Tak naprawdę mam problem z tym, że decyzja właściwie nie należy do mnie. Jestem szczęśliwa, że powiększa się rodzina mojej najlepszej przyjaciółki, że znowu może cieszyć się cudem życia. Jednocześnie jakaś cząstka mnie jest trochę zazdrosna.

W przypadku obcych ludzi, z którymi stykam się tylko w szkole czy w kościele, nie stanowi dla mnie problemu zachowanie zdrowego dystansu. Mogę cieszyć się ich szczęściem, a jednocześnie chronić swoje emocje. Tym razem jednak to nie przypadkowa kobieta w ciąży, której mogę zazdrościć z daleka. To moja najlepsza przyjaciółka. Byłyśmy na swoich ślubach, znamy swoje najskrytsze sekrety. Wiem, że powie mi prawdę, kiedy zapytam jak prezentuje się w nowych jeansach. Kocham ją i dziecko, które nosi pod sercem. Będę przeżywać tę ciążę osobiście i z bliska, a to wymaga ode mnie pracy na swoimi uczuciami. W końcu co mogę zrobić? Żółknąć z zazdrości z powodu czegoś czego nie mogę mieć?

Nie rozumiem dlaczego przyszło mi nieść ten krzyż, ale wiem, że chociaż nie wydam na świat kolejnego dziecka, moje życie jest pełne.

Mam szczęście, urodziłam dwóch zdrowych chłopców, którzy mówią do mnie „mamo” i każdego dnia myślę o tym, że są pary, które na próżno walczą z bezpłodnością. Zdaję sobie też sprawę, że rodzina to nie tylko więzy biologiczne. Widuje się tak często z moją przyjaciółką, że jej syn jest jakby moim trzecim dzieckiem. Bycie ciocią Meg dla jej kolejnego syna lub córki będzie dla mnie wielkim darem.

Będę ją wspierać przez całe dziewięć miesięcy i upiekę tyle dyniowych ciast, na które ma tej jesieni taką ochotę, ile tylko zapragnie. Kiedy nie będzie mogła się już schylić, będę malować jej paznokcie u nóg i upierać się, że wygląda kwitnąco, nawet jeśli nie będzie to prawda. Chciałabym, żeby jej ciąża była absolutnie bezproblemowa. I kiedy zobaczę, że nosi moje ciążowe sukienki, spróbuję poczuć się wdzięczna, że jest z nich dobry użytek zamiast rozmyślać nad tym, że to nie mój brzuszek je wypełnia.

Megan Zander
Megan Zander
Pisarka freelancerka, mama trzyletnich bliźniaków. Miłośniczka biegania, czytania i ciast z polewą. Jeśli nie siedzi przed ekranem komputera to prawdopodobnie ugania się za swoimi trzyletnimi bliźniakami. W czasie wolnym lubi przesiadywać nad brzegiem oceanu.

Dodaj komentarz: