Życie bez małej czarnej? Zrezygnowałam z kawy, zyskałam energię i spokój

Ty też nie wyobrażasz sobie dnia bez kawy? Ja już nie. Bez niej nieoczekiwanie mam… więcej energii i jestem spokojniejsza!

Fot. Ruth Black | Stocksy United

Wiedźmin Geralt w opowiadaniach i powieściach Andrzeja Sapkowskiego miał fenomenalny magiczny eliksir, dzięki któremu jego ruchy i reakcje były kilkanaście razy szybsze niż zwykle. Bardzo przydatny w walce z bazyliszkami, dziwożonami, bobołakami i wszelkimi innymi stworami. A jednak rzadko go zażywał.

Problem w tym, że kiedy kończyło się działanie mikstury, Geralt stawał się wrakiem i przez następny dzień lub dwa nie mógł ruszyć się z łóżka (no chyba, że akurat zakończył walkę na pustkowiu – wtedy nie mógł ruszyć się z ziemi). Eliksir zwielokrotniał naturalną wydolność wiedźmińskiego organizmu, więc kiedy przestawał działać, ciało musiało spłacić dług. To wszystko oczywiście fikcja; magiczne eliksiry nie istnieją. Ale czy ten specyfik nie przypomina wam pewnej używki, bez której wiele osób nie wyobraża sobie codziennego funkcjonowania – kawy?

Najlepsza przyjaciółka

Napar kawowy to najpopularniejszy napój na świecie. Cenimy go za smak i zapach, ale przede wszystkim za pobudzające działanie na organizm. Kofeina podwyższa ciśnienie krwi i poprawia ukrwienie mózgu. Dlatego filiżanka kawy dodaje dziarskości i rozjaśnia myśli. Kawa uratuje nas też wtedy, kiedy musimy być w dobrej formie po nieprzespanej nocy albo po zbyt wielu godzinach pracy. W naszym klimacie, kiedy przez większość roku jest pochmurno i ponuro, a zimą ciemności zapadają w środku dnia, kawa może uchodzić za najlepszą przyjaciółkę człowieka.

Kawa odwadnia, wypłukuje magnez i wapń, obciąża wątrobę!

Niestety, kawa ma również wady. Wypłukuje wapń i magnez (a niedobory magnezu skutkują problemami z koncentracją) i niekorzystnie wpływa na wchłanianie żelaza, potasu i cynku.

Kolejny problem to działanie odwadniające, które na dłuższą metę pogarsza samopoczucie i zwiększa ryzyko licznych chorób – od kamicy nerkowej po zespół suchego oka i kłopoty z cerą. Kawa w dużych ilościach obciąża wątrobę i działa drażniąco na żołądek.

Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, kawa uważana była za towar nie tyko luksusowy (był to późny PRL), ale również niezbyt zdrowy, nadający się do picia sporadycznie. Teraz wiele osób zaczyna każdy dzień od kubka kawy, a potem do wieczora wypija jeszcze jeden kubek lub dwa – albo jeszcze więcej.

Cztery minusy

Odkryłam kawę pod koniec liceum. Grałam wtedy w siatkówkę i zorientowałam się, że jeśli przed treningiem zastosuję doping kofeinowy, wyżej skaczę i mocniej serwuję. Potem piłam kawę przez wiele lat, z przerwą na kolejne ciąże i karmienia. Z radością wracałam do swojego małego nałogu, bo po nieprzespanej nocy, wypełnionej wędrówką od jednego dziecięcego łóżeczka do drugiego, miałam coś, co mi pomagało trzymać pion. Jako niskociśnieniowiec miałam też dobre alibi. Zauważyłam jednak również minusy.

Po pierwsze – kawa była trochę jak wiedźmiński eliksir. Kiedy kończyło się jej działanie, raptownie opadałam z sił, byłam rozdrażniona i przygnębiona. A czasem było już za późno na następną filiżankę. Niestety, ta faza często następowała w momencie, kiedy kładliśmy dzieci spać, czyli kiedy dostawały one wzmożonego przypływu energii, ochoty na zabawę i napadów głupawki. Oj, bywało ciężko.

WARTO PRZECZYTAĆ: „3 ćwiczenia przed poranna kawą”

Po drugie – jeśli kawa była za mocna, dawała zbyt dużego „kopa”. Czasem dzięki temu lepiej mi się pracowało, ale czasem głównie kręciłam się w kółko i próbowałam opanować drżenie rąk. Skutkami zbyt dużej dawki kofeiny mogą być także rozdrażnienie i przyspieszony puls.

Po trzecie – zaczęłam podejrzewać, że piecie kawy powoduje wysuszenie skóry, szybsze pojawianie się zmarszczek i większą wrażliwość mojej uczuleniowej cery na alergeny. Jestem na „odwyku” cztery miesiące i widzę różnicę.

Po czwarte – trafiłam na książkę poświęconą zdrowemu żywieniu, której autorka przekonuje, że nie warto uzależniać się od żadnej substancji, także od kofeiny.

Może ktoś powie, że zaliczanie picia kawy do nałogów to zbyt radykalne podejście i brak szacunku dla ofiar poważnych nałogów, takich jak alkoholizm i narkomania, ale mnie dało do myślenia.

Najbardziej nie podobało mi się to, że muszę zaczynać każdy dzień od kawy i planować wyjścia z domu pod kątem tego, czy będę miała gdzie wstąpić na kawę (np. podczas wędrówki po górach nie było to takie proste).

Wystarczył jeden dzień

Kiedy podjęłam decyzję o odstawieniu kawy, musiałam tylko znaleźć dzień, w którym mąż mógł się zająć dziećmi i domem, a ja mogłam się oddawać byciu umierającą i zirytowaną. Wystarczył jeden dzień. Żałuję, że nie zdecydowałam się na to wcześniej. Teraz mam więcej energii, a jednocześnie jestem spokojniejsza. Sporadycznie pozwalam sobie na bardzo słabą kawę z mlekiem sojowym, ryżowym albo migdałowym (alergia!), kiedy jestem niewyspana albo gorzej się czuję. Jednak do regularnego picia kawy nie zamierzam wracać.

Co zamiast kawy?

– Szklanka wody z sokiem z połowy cytryny. Cytryna działa orzeźwiająco i pobudza do pracy układ trawienny. Przy okazji zawiera sporo witaminy C i – paradoksalnie – odkwasza organizm.

– Zamienniki. Wiele osób lubi kawę nie z powodu jej działania czy smaku, tylko ze względu na rytuał, który towarzyszy jej piciu. Kilkanaście procent populacji w ogóle nie zauważa u siebie pobudzającego działania kofeiny. Może więc wystarczy sam rytuał? A do tego ładna filiżanka i miłe towarzystwo? Kawę naturalną można zamienić na zbożową (np. z cykorii, jęczmienia, żyta albo orkiszu) albo słabą herbatę. Skuteczność placebo, czyli neutralnej substancji, którą pacjent uważa za lekarstwo, wynosi aż 60%. Może zamienniki kawy też mogą tak działać?

– Trochę ruchu. Jeśli brakuje ci energii, wybierz się na spacer albo pogimnastykuj się przez chwilę. Czasem wystarczy stanąć przy otwartym oknie i zrobić kilka głębokich wdechów.

WARTO PRZECZYTAĆ: „Skomplikowane relacje z fitnessem. Co przekonało mnie, by ćwiczyć”

Joanna Operacz
Joanna Operacz
Żona, matka, gospodyni domowa. Pracuje w KAI, współpracuje z „Niedzielą” i polską Aleteią.

Dodaj komentarz: