Iberystka Ewa Grajber: Gaudi uważał, że architekt kontynuuje dzieło stwórcze Boga (WYWIAD)

Skromny, ubogi, odtrącany. Stał się jednym z największych architektów wszechczasów. Odkrywamy kilka nieznanych faktów z jego życia. Rozmowa z Ewa Grajber, doktorantką z Uniwersytetu Warszawskiego.

Od lewej: Kosciół Sagrada Familia w Barcelonie i jej autor - Antonio Gaudi. Design Pics I East News, Album I SFGP I East News

Kiedy budował w Kościele Sagrada Familia fasadę Bożego Narodzenia, chodził z Biblią w ręku i czytał fragmenty, aby rzetelnie zobrazować opisane sceny – mówi Ewa Grajber, doktorantka w Instytucie Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego *.

Wiele wiemy o Antonio Gaudim, tak nam się wydaje. Ale Ty trafiłaś na wiadomości o nim, które nie są tak powszechnie znane.

W kościele Sagrada Familia jest boczne wejście, skąd schody prowadzą do krypty, gdzie jest pochowany. Grób tego architekta jest prosty, jasny, odmienny niż jego projekty i budowle. Moją uwagę przyciągnął jednak stojak z obrazkami, na których widniała podobizna Gaudiego i modlitwa do niego w różnych językach. Po polsku też. Modlitwa jest prośbą o jego beatyfikację, a także o łaskę dla odmawiającego ją w danej intencji: „Boże, Ojcze Nasz, który napełniłeś Twojego sługę Antoniego Gaudiego, architekta, wielką miłością do Twojego Stworzenia (…) spraw, abym umiał również poświęcać się pracy dobrze wykonanej”. Była tam też książka wydana przez Stowarzyszenie na Rzecz Beatyfikacji Antoniego Gaudiego. Zdałam sobie wtedy sprawę, że niewiele o nim wiem. Znam go jako architekta, tymczasem jego życie musiało być wyjątkowe także pod względem religijnym, skoro są ludzie, którzy widzą w nim świętego. Zaczęłam szukać informacji na ten temat, a kiedy trzy lata później zrezygnowałam z pracy i zaczęłam studia doktoranckie na iberystyce, pomyślałam, że skoro i tak zgłębiam ten temat, to może mój projekt badawczy będzie dotyczył właśnie Gaudiego. No i udało się.

Czy widzi się w nim świętego, bo był architektem kościoła Sagrada Familia, symbolu Barcelony?

O jego świętości mówi się w kontekście wiary, pobożności, ubóstwa, dobroczynności, umiłowania Biblii, Liturgii i Natury. Jeśli chodzi o architekturę to uważał, że architekt kontynuuje dzieło stwórcze Boga. Bóg stworzył naturę, a człowiek, czytając ją jak otwartą księgę, przetwarza, buduje. Pod koniec życia poświęcił się zupełnie budowie kościoła Sagrada Familia, który stał się jak modlitwa trwająca przez pokolenia, bo do tej pory nie został ukończony. Ten kościół jest katechezą i ewangeliczną opowieścią. Znajdziemy tam historię zbawienia – od wcielenia do odkupienia, przedstawioną na fasadach Narodzenia Pańskiego, Pasji i Chwały. Ta ostatnia, wciąż w budowie, ma zawierać słowa Credo, a poszczególne drzwi i kolumny będą obrazować 7 sakramentów, 7 wezwań modlitwy Ojcze Nasz, 8 błogosławieństw, 7 cnót, 7 grzechów głównych, 7 darów Ducha Świętego.

Kościół ukazuje drogę człowieka, Jezusa i Kościoła. Każdy element ma swoje znaczenie.

Sama bryła przypomina wzgórza Montserrat, czyli tam, gdzie się znajduje sanktuarium Matki Boskiej, patronki Katalonii. Najwyższa wieża to Jezus. Kolejna to Maryja. Swoje wieże mają cztery ewangelie i 12 apostołów. Sagrada Familia to świątynia – jak starotestamentalny namiot ustawiony pośród ludu, miejsce gdzie niebo się otwiera i możemy się spotkać z Bogiem. Eucharystia to otwarte niebo. Jezus jest świątynią. Kościół jest Jego mistycznym ciałem. Jest jak nowe, niebiańskie Jeruzalem z Apokalipsy, gdzie nie ma już świątyń, dlatego że ono samo stało się świątynią.

Wnętrze Sagrada Familia jest jak środek lasu, jak ogród, który w Biblii był miejscem spotkania człowieka z Bogiem, począwszy od raju. Tak samo Eucharystia jest miejscem spotkania, miejscem obecności Boga. Nie sposób opisać w kilku zdaniach niezwykle bogatej symboliki Sagrada Familia.

Gaudiemu udało się ukończyć tylko jedną fasadę. Boże Narodzenie to moment, kiedy całe stworzenie cieszy się i wielbi Boga, dlatego znajdziemy tam anioły śpiewające: Chwała na wysokości Bogu, do żłóbka przybywają pasterze i trzej królowie, są tam też wół i osioł. Przy budowie fasady Bożego Narodzenia Gaudi chodził z Biblią w ręku i czytał odpowiednie fragmenty, żeby dobrze zobrazować daną scenę. To, że cała natura wielbi Boga, to również układ gwiazd czy znaki zodiaku na niebie w momencie Bożego Narodzenia. Ponieważ dla Gaudiego natura była najważniejszą nauczycielką, elementy rzeźbiarskie są naturalnej wielkości, a ich modele to prawdziwi ludzie, rośliny i zwierzęta.

Wszyscy architekci tak robią…

Modelami były rośliny rosnące dookoła kościoła, gady i płazy łapane na terenie działki, chłopak z baru, członkowie orkiestry, którzy, grając „przeszkadzali” w budowie czy oślica zakupiona od starej przekupki. Nikt nie był przypadkowy. Chodziło też o to, by jak najlepiej odzwierciedlić gest, postawę, wyraz twarzy. Powstawały odlewy, a potem rzeźby. Ludzie pozowali przy specjalnie zamontowanych lustrach, które pozwalały zarejestrować kształt postaci w różnych ujęciach. Kiedy jeden znajomy chciał zaprosić Gaudiego na święta, mówiąc, że właśnie w domu ustawili szopkę, on odpowiedział, że ma szopkę, gigantyczną, jak żadna inna.

Które miejsce tego Kościoła zrobiło na tobie największe wrażenie?

Wnętrze. Tu niebo spotyka się z ziemią – jak mawiał Gaudí. Kolumny to drzewa, las kolumn, zagajnik z Apokalipsy, Nowe Jeruzalem. I światło, które masz wrażenie, że przenika do środka. Gra świateł. Pamiętam też, że, kiedy przeczytałam, jak Gaudí tłumaczy, że napis Sanctus na wieżach ułożony jest schodkowo, to pomyślałam sobie, że to taki zabieg, który „wciąga” patrzącego w modlitwę: Ci, którzy będą go czytać, zaintonują hymn na cześć Trójcy, stopniowo wznosząc wzrok ku niebu…

Gaudí poświęcił się wyłącznie architekturze?

Tak, bo też przeżył kilka zawodów miłosnych. Najczęściej mówi się o Pepecie Moreu, która uczyła w szkole dla dziewcząt należącej do fabryki w Mataro. Jej ojciec wiódł życie na własną rękę, a mąż zostawił ją bez pieniędzy, kiedy była w ciąży i powiadomił, że jest żonaty z inną. Miała za sobą anulowane małżeństwo z pijakiem i rozpustnikiem, śmierć kilkuletniego dziecka, zarabianie na życie grą na pianinie. Była kobietą wyjątkową na tamte czasy. Interesowała się polityką. Podobno miała do czynienia z socjalistami, antymonarchistami, masonami, zwolennikami wolności Katalonii, homeopatami, spirytystami… A do tego śpiewała, grała na pianinie i chodziła na plażę, żeby popływać. Podobno miała o nim powiedzieć, że ubiera się jak student ze wsi. Kiedy w końcu Gaudí jej się oświadczył, odmówiła, pokazując widniejący na palcu pierścionek zaręczynowy. To był czas, kiedy projektował fabrykę i dzielnicę robotniczą. Czas jego młodzieńczych, utopijnych ideałów społecznych. Chciał zbudować dzielnicę, gdzie każdy robotnik miałby swój dom z ogrodem, świeże powietrze z daleka od kominów fabrycznych. Gaudí był świeżo upieczonym architektem. Kto mógłby przypuszczać, że stanie się jednym z bardziej wziętych i cenionych i że będzie pracował dla najbogatszych?

Mówi się, że kolejna kobieta, którą pokochał, poszła do zakonu. On sam podobno też chciał pójść jej śladem. W końcu zdecydował poświęcić się architekturze, która była jego wielką miłością. Był tytanem pracy, szukał nowych rozwiązań, eksperymentował, puszczał wodze wyobraźni i nie bał się realizować swoich pomysłów czy projektów, aż poświęcił się całkowicie i wyłącznie budowie kościoła Sagrada Familia.

Jak został architektem świątyni, nazywanej katedrą ubogich, bo była wzniesiona z datków?

Nazwa „Katedra ubogich” wzięła się od obrazu o tym samym tytule autorstwa Joaquima Mira, gdzie na pierwszym planie widzimy postaci ludzkie, a na drugim kościół w budowie. Pomysłodawcą budowy świątyni był księgarz José María Bocabella Verdaguer, założyciel Stowarzyszenia Czcicieli Św. Józefa (Asociación Espiritual de Devotos de San José). W czasach, kiedy pojawiały się ruchy robotnicze i protesty społeczne święty Józef, ogłoszony patriarchą Kościoła, miał być wzorem budowania harmonii w rodzinie. Był stolarzem, a zatem robotnikiem. Takie jego przedstawienie znajdziemy na fasadzie kościoła. Chodziło o to, aby za pośrednictwem św. Józefa kościół zatriumfował, poprzez pokutę za spustoszenie, jakie w pobożności ludu siały ruchy rewolucyjne. Dlatego miał być budowany z datek. Bocabella zakupił teren, a architektem został Francisco de Paula del Villar. 19 marca 1882, w dzień św. Józefa, został położony pierwszy kamień. Jednak wkrótce nastąpił konflikt między Villarem a radą do spraw budowy reprezentowaną przez drugiego architekta Joana Martorella. Villar zrezygnował, Martorell odmówił przejęcia kierownictwa budowy i na to miejsce zaproponował Gaudiego. Ten zaczął pracę w 1883. Miał wtedy 31 lat i pewnie do głowy mu nie przyszło, że pracy tej poświęci 43 lata swojego życia. Dlaczego on? Może dlatego, że był dobry i współpracował już wcześniej z obydwoma architektami, a przy tym, jako „początkujący”, nie był tak strasznie drogi? Jest jeszcze „legenda”. Według niej Sagrada Familia miała być budowana przez architekta o niebieskich oczach. A takie miał Gaudí. I do tego bardzo głębokie spojrzenie. Te niebieskie oczy miały urzec Bocabellę. Gaudí nie tylko dostał zlecenie, ale również zgodę na całkowitą zmianę pierwotnego projektu.

 

WARTO PRZECZYTAĆ: Gaudi nauczył mnie by robić swoje, niezależnie od przeciwności i krytyki (WYWIAD – cz.2)

*Kurs poświęcony Antonio Gaudiemu na Uniwersytecie Warszawskim. Informacje tutaj.

Beata Pawłowicz
Beata Pawlowicz
Beata Pawłowicz. Dziennikarka i poetka. Autorka książek psychologicznych „Dekalog szczęścia", „Po szczęście do pracy" oraz wspólnie z Wojciechem Eichelbergerem „Życie w micie".

Dodaj komentarz: