Aaa… szukam kogoś na stałe. Aplikacje randkowe

Nowa aplikacja do randkowania reklamuje się tym, że będzie służyć do poszukiwania prawdziwej miłości.

Czy w Internecie można poznać kogoś na stałe? Fot. Simone Becchetti | Stocksy United

Używanie aplikacji randkowych dla singli, np. Tinder czy OkCupid przypomina grę, w której nie ma zwycięzców. Nie traćcie jednak nadziei, powstaje właśnie nowa aplikacja mobilna, która kładzie akcent na związki, a nie przelotne znajomości.

W świecie, gdzie czas jest dobrem luksusowym, kto ma cierpliwość tak naprawdę szukać tej drugiej osoby, poznać się lepiej, zakochać i wziąć ślub? Ty jesteś zajęta. On jest zajęty. Wszyscy jesteśmy dziś bardzo zajęci. W odpowiedzi na to aplikacje na telefon przychodzą z odsieczą: teraz randkę możesz zamówić szybciej niż pizzę. Ale bądźmy szczerzy: tego kwiatu pół światu, kiedy jednak przychodzi co do czego, niespecjalnie jest z czego utkać wianek czy bukiet na ślubny kobierzec. Większość poznanych w Internecie mężczyzn niekoniecznie nadaje się do przedstawienia rodzicom.

Zanim jednak stracisz nadzieję, mamy dobre wiadomości z frontu aplikacji mobilnych. Właśnie tak, powraca dobre, staromodne randkowanie przez Internet! Już niedługo, 11 października, na rynek wchodzi Hinge – nowa aplikacja stworzona dla ludzi zainteresowanych stworzeniem poważnego związku.

Aplikacja nie randkowa, ale związkowa!

Problemem obecnych na rynku aplikacji jest to, że zaprojektowane są jak gry. – Samo przebieranie w zdjęciach staje się równie zajmujące jak rozmowa z partnerem – tłumaczy magazyn internetowy TechCrunch. (Mniej wtajemniczonym we współczesne aplikacje randkowe wyjaśniamy: przeglądamy prezentowane nam po kolei zdjęcia potencjalnych kandydatów na randkę wraz z krótkim opisem. Jeśli dany profil nam się nie spodoba, przesuwamy kciukiem w lewo, by przejść do kolejnego kandydata. Rozmowa staje się możliwa dopiero, gdy oboje użytkownicy przesuną swoje profile w prawo).

Justin McLeod, dyrektor generalny Hinge, tłumaczy: – Większość mobilnych portali randkowych to gry zaprojektowane tak, byś pozostał singlem, przesuwanie palcem po ekranie jest zaś ich najbardziej charakterystyczną cechą. Dlatego wolimy nie nazywać Hinge aplikacją randkową. Myślimy o nim raczej jak o aplikacji związkowej. I ma rację, dla większości ludzi chodzenie na randki to nie gra.

W ramach promowania swojej aplikacji, firma stworzyła stronę internetową, na której udostępnia statystyki dotyczące randek wraz z linkiem pozwalającym zapisać się do Hinge w momencie, kiedy wystartuje. Chociaż większość szczegółów dotyczących działania aplikacji owiana jest tajemnicą, wiadomo, że „muskanie ekranu” nie będzie częścią jej mechaniki. Akcent położony będzie zaś na udostępnianie większej ilości danych dotyczących osobowości naszego potencjalnego kandydata. Może być to strzałem w dziesiątkę, biorąc pod uwagę, że ci przesuwający zdjęcia stają się coraz bardziej zniechęceni.

O krok od pułapki

Wśród zainteresowanych krążą związane z popularnymi aplikacjami historie złamanych serc i obniżonej samooceny: kandydaci nie przychodzący na umówione spotkanie albo pojawiający się na miejscu spotkania i nie przypominający w niczym swojego zdjęcia profilowego albo – co gorsza – przychodzący z przekonaniem, że pierwsza randka musi skończyć się u kogoś w domu. Krążące po Internecie minireportaże opisujące używanie popularnej aplikacji Tinder przypominają raczej humor zeszytów niż opowieści o poszukiwaniu drugiej połowy. Sytuacji wcale zaś nie poprawia fakt, że według niektórych badań, aż 42% użytkowników tego serwisu jest już w związku.

Konsekwencje używania takich aplikacji są bardziej dalekosiężne niż można by się spodziewać. Szczególnie biorąc pod uwagę ich popularność wśród młodych ludzi, którzy często zakładają konta, ulegając presji towarzyskiej. Wiele z tego rozczarowań. Internetowe randki kończą się często w niezbyt komfortowych okolicznościach, gdy obu stronom brak dojrzałości, by radzić sobie z trudnymi sytuacjami. I chociaż w zamyśle aplikacje miały być „społecznościowe”, wielu użytkowników czuje się przez nie bardziej samotnie. Bycie odrzuconym na podstawie zdjęcia czy po wymianie kilku wiadomości to inne przeżycie niż nie mające kontynuacji wymienienie się z kimś spojrzeniami, wpadnięcie na kogoś w kawiarni czy spotkanie dawnej miłości.

Jak to się stało, że mimo tak wielu negatywnych emocji tego typu serwisy randkowe stały się popularne? Przyjemny dreszczyk związany ze spotkaniem kogoś na żywo w nadziei, że coś może się z tego narodzić, zniknął. Kandydaci dobierają się głównie w oparciu o atrybuty fizyczne. Czy nie uczono nas, że prawdziwe piękno jest wewnątrz, a nie na uwodzicielskim selfie ustawionym na profilowym?

Dla singli z wartościami

Zorientowane na związki usługi takie jak Hinge dają odrobinę nadziei młodym singlom, znudzonym powierzchownością promowaną przez popularne aplikacje. Jeśli więcej mobilnych portali randkowych pójdzie w tym kierunku i przestanie inwestować w gierki i opieranie wszystkiego na wyglądzie, może jest szansa na to, by pomogli ludziom spotkać się w szczery i prawdziwy sposób.

W dzisiejszych czasach poznanie partnera na portalu randkowym nie jest niczym nadzwyczajnym, rośnie liczba osób, które właśnie przez Internet nawiązały znajomość. Wśród randkujących online co czwarta osoba oczekuje od internetowego spotkania trwałej relacji. Warto też wspomnieć, że poza różnorodnymi aplikacjami i portalami randkowymi, powstają też serwisy, które kładą nacisk na szukanie partnerów o konkretnych preferencjach, filozofii życiowej czy religii. Na rynku internetowym pojawiają się portale skrojone na potrzeby wierzących, jak na przykład eDarling.pl reklamujący swoje usługi jako serwis dla singli z wartościami.

W całym zaś zamieszaniu dotyczącym wyboru różnych portali czy aplikacji nie można zapomnieć, że nawiązanie kontaktu to dopiero początek. Okoliczności w jakich poznaliśmy drugą połowę nie decydują o sukcesie związku. Bez względu na to czy wpadliśmy sobie w oko na ulicy czy znaleźliśmy się dzięki algorytmowi wypracowanemu przez dużą korporację, warto pamiętać, że tworzenie związku, negocjowanie kompromisów i rozmawianie o tym, co jest dla nas ważne to praca, której nikt za nas nie wykona.

Cerith Gardiner
Cerith Gardiner
Urodziła sie w Londynie, od 14 lat mieszka w Paryżu. Spędza czas ucząc angielskiego, wożąc samochodem czwórkę swoich dzieci i zastanawiając się, czy z czasem stanie się tak szykowna jak rodowite Francuzki.

Dodaj komentarz: