3 wskazówki z kursu przedmałżeńskiego, które otworzyły mi oczy

Czy ksiądz, któremu nie wolno przecież chodzić na randki, ma prawo udzielać nam lekcji o małżeństwie? Jak się okazuje, możemy się od niego wiele nauczyć…

Duchowym przygotowaniom do ślubu poświęcamy co najmniej tyle czasu co planowaniu uroczystości. Fot. Sidney Morgan | Stocksy United

Od kiedy rozpocząłem kurs przedmałżeński, zastanawiam się, dlaczego ksiądz potrafi dawać mi tak cenne związkowe wskazówki, mimo że sam nie ma żony i nie umawia się na randki. Czy to skutek jego ogromnej teologicznej wiedzy? A może doświadczenia w rozmowach z parami w kryzysie? Albo wynika to z Boskiej interwencji? Nieważne, jaki jest powód. Ale rady, których udziela mi i mojej narzeczonej podczas przygotowań do ślubu, są po prostu błogosławieństwem.

WARTO PRZECZYTAĆ: Rycerz na białym koniu

Wiele par, z którymi rozmawiałem, jest niezainteresowanych udziałem w kursie przedmałżeńskim. Niektórzy z nich idą tylko po to, by zarezerwować na ślub kościół z dzieciństwa. Inni są do tego zmuszani. Prawda jest taka, że ich negatywne podejście odbiera im szansę zyskania tego, co w kursie najbardziej wartościowe.

Razem z narzeczoną bardzo aktywnie przygotowujemy się do ślubu. Od dnia zaręczyn nasza filozofia brzmi: wkładamy w przygotowania do małżeństwa tak dużo czasu, jak w planowanie naszego ślubu. A to, oczywiście, jest niezwykle czasochłonne.

Przeczytaliśmy niezliczone książki i artykuły. Ale jestem pewien, że gdyby nie kilka lekcji z kursu przedmałżeńskiego, wciąż tkwilibyśmy w tym samym miejscu.

1. Planowanie rodziny jako wspólna odpowiedzialność

To mój ulubiony temat na kursie. Przyznaję, moja fascynacja niesamowitą płodnością kobiety zdziwiła trochę moją narzeczoną. Ale ja naprawdę zainteresowałem się wszystkimi korzyściami płynącymi z naturalnego planowania rodziny.

Domyślam się, że większość kobiet i mężczyzn nie podzieli mojego entuzjazmu. Ale nie chodzi tu przecież tylko o to, że to jedyna metoda zatwierdzona przez Kościół katolicki. NPR zwiększa intymność w małżeństwie, zachęcając parę by dokładnie zrozumiała jak realizuje się proces wspólnego stwarzania nowego życia.

WARTO PRZECZYTAĆ: Naturalnie mobilne planowanie. 9 najlepszych aplikacji

Podczas wdrażania nas w tajniki NPR, ksiądz powiedział: „zawsze znajdzie się powód, który sprawi, że nie będziecie czuć się gotowi na dziecko. Mimo to nie powinniście tego wciąż odkładać”. To zdanie miało dla nas duże znaczenie. Prawdopodobnie nigdy nie poczujemy, że mamy wystarczającą ilość czasu, pieniędzy i przestrzeni w domu, więc po co czekać?

Kurs przedmałżeński jest bardzo istotny i warto potraktować go poważnie. Choćby po to, by dowiedzieć się czym naprawdę jest NPR i po co właściwie są nam dzieci.

2. Nie jesteśmy własnymi rodzicami

Najwięcej korzyści przyniosła nam wiedza, jak poradzić sobie z problemami, które mają swoje źródło w domach rodzinnych. Każda para ma trudności wynikające z tego, w jaki sposób dorastali. Nasi rodzice też mieli problemy małżeńskie. Co więcej, moi przyszli teściowie przechodzili kryzys podczas naszych zaręczyn, a to sprawiło, że przygotowania do ślubu stały się trudniejsze.

Kurs przedmałżeński dał mi szansę, by szczegółowo porozmawiać o tym z księdzem i poradzić się, jak najlepiej rozwikłać niektóre problemy. Zwłaszcza te, które nie mają wcale oczywistego rozwiązania.

Ksiądz przypominał nam, że trudności naszych rodziców wcale nie muszą przekładać się na nas.

Dzięki niemu zaczęliśmy szukać korzyści wynikających z tego, że obserwowaliśmy starcia naszych rodziców. A to zbliżyło nas do siebie i sprawiło, że decyzja do zawarcia małżeństwa stała się jeszcze bardziej świadoma.

Ja i moja narzeczona nie jesteśmy sami. Warunki, w których dorastamy, mają wpływ na każdego człowieka, nawet jeśli jego rodzice wydają się perfekcyjni. Warto mieć szansę rozmowy z księdzem, który pomoże zachować to w perspektywie.

3. Mężczyzna powinien być odpowiedzialny za kształtowanie wiary w rodzinie

W dzisiejszych czasach małżeństwo i Kościół są nieustannie atakowane, dlatego nie było żadną niespodzianką, że wiodącym tematem podczas kursu było zachowywanie wiary w rodzinie. Większość z tego, o czym dyskutowaliśmy, dotyczyła kwestii, o których od dawna wiedzieliśmy: trzeba mieć w domu przestrzeń przeznaczoną do modlitwy albo upewniać się, że nasze dzieci chodzą do kościoła co niedzielę. Ale kilku aspektów podtrzymujących wiarę w rodzinie zupełnie nie podejrzewałem.

Prawdopodobnie najważniejsze z tych zagadnień brzmi: ojciec ma największy wpływ na to, czy dorosłe już dzieci będą nadal praktykować swoją wiarę. Dlatego jest bardzo ważne, by mężczyzna nie opuszczał Mszy i prowadził modlitwę przed posiłkiem. Nawet jeśli mu to nie wychodzi.

WARTO PRZECZYTAĆ: Jak być dobrym ojcem

Ta wiedza bardzo nam się przydała. Poprzednio, kiedy modliliśmy się wspólnie, spieraliśmy się o to, kto poprowadzi. Moja narzeczona zazwyczaj zmuszała mnie do tego, a ja zwykle protestowałem. Teraz widzę, że moja postawa nie była rozsądna. Mam o wiele więcej chęci by prowadzić modlitwę (nawet jeśli czuję się w tym nieco zakłopotany), bo pragnę, by nasze przyszłe dzieci także miały zaangażowaną relację z Bogiem.

Podzieliłem się z wami kilkoma kwestiami, które najbardziej trafiły do mnie podczas kursu. Ale jestem pewien, że każda para znajdzie tam też inne zagadnienia, które ogromnie się jej przydadzą.

Andrew Mentock
Pedagog i dziennikarz freelancer. Uwielbia także sushi, "The Elements of Style", i spontaniczne podróże dookoła świata.

Dodaj komentarz: